środa, 4 lutego 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Nasza relacja faktycznie była dziwna. Niby ten kociak mnie lubił, przychodził do mnie, cieszył się, jak mu żarcie przynosiłem, przytulał się, jak mu zimno w dupę było... ale też jest dla mnie wredny, kiedy tylko wyczuje, że jest na wygranej pozycji. Czyli teraz. Mały czort. Ja mu się jednak nie dam. Jestem mądrzejszy, bardziej doświadczony i wiem, jakie sztuczki stosuje. I tak łatwo się mu nie dam. 
– Ja jestem dla niego bardzo dobry. To on jest przedziwny, i wredny, i uczy się od ciebie – burknąłem, zamykając oczy. Był mój, tylko mój, a Futerko co najwyżej może nam się w nogach położyć, a i tak będzie miał za dobrze. W końcu, powinien spać na fotelu. Przygotowałem tam dla niego wszystko, co najlepsze, miał i miękko, i ciepło, i pachniało nami. Po co mu więcej? 
– Ode mnie? – powtórzył, ewidentnie rozbawiony. No tak, najlepiej zgrywać głupka. 
– A kto jest taki zazdrosny? – odparłem, tuląc go jeszcze mocniej. – Obserwuje cię i powtarza twoje zachowania. Zwierzaki zachowują się jak ich właściciele, nie słyszałeś o tym? 
– Nie. Ciekawe... słyszałem o zwierzętach inne rzeczy. Mało przyjemne – odpowiedział, a ja już go ledwo co słyszałem. Byłem zmęczony i wszystko, czego chciałem, to po prostu zasnąć, i to uczyniłem. W końcu, miałem wszystko, co potrzebne, a nawet ponadto. Za dobrze mi tu z nim było. To wszystko się układało zbyt idealnie... ale może nie powinienem tego roztrząsać, tylko cieszyć się z tych dobroci, póki mogłem. 

Obudziłem się późnym rankiem, a może raczej coś mnie obudziło. Pewne małe łapy na moim policzku. Nie mogę z tym kotem... Czy on słyszał o czymś takim jak przestrzeń osobista? Otworzyłem niezadowolony oczy, zauważając przy swoim policzku tę czarną kulkę futra. Spał w najlepsze. A Serathion był tuż obok tego czorta, ewidentnie rozbawiony tym zjawiskiem. Pewnie sam się odsunął, by Futerko mógł się wygodnie ułożyć. 
– Nie za dobrze wam? – burknąłem, odsuwając od niego twarz. 
– Nam? Nie. Zresztą, ktoś tu jego głodny – odpowiedział łagodnie Serathion, patrząc na nas ze swego rodzaju rozczuleniem. 
– Mhm. Ty. Miałeś wczoraj się najeść, i co? Ja zapomniałem, ty się nie upominałeś – mruknąłem niezadowolony, podnosząc się do siadu. Właśnie, to o tym zapomniałem... ależ mnie to w nim denerwowało.
– Za dużo dajesz mi swojej krwi. Powinieneś trochę przystopować, nim odezwą się w tobie negatywne konsekwencje. Nie wiem, czy to właśnie nie przez moje regularne picie krwi taki ostatnio osłabiony jesteś – odpowiedział, przyciągając do siebie kociaka i biorąc go na ręce. 
– Zimą ludzie zawsze są apatyczni... no, większość z nich. Ja lubię ciepło i słońce, więc oczywiście będę się gorzej czuć. Ale jeszcze trochę, i będzie wiosna. W końcu – mruknąłem, przeciągając się leniwie. Ależ mi brakowało wiosennych poranków... Czy też wieczorów, bo z nim tylko noce będę mógł spędzać. – Chodź tu do mnie, przegryziesz coś – dodałem, uśmiechając się lekko. Musi w końcu nadrobić zaległości. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz