Spacer? Pomyślałem, że to całkiem dobry pomysł. Świeże powietrze dobrze mu zrobi, a i mnie pomoże złapać oddech. Naprawdę potrzebuję chwili wytchnienia ciszy, przestrzeni, momentu, w którym będę mógł poukładać myśli. Choć nigdy nie powiedziałbym tego na głos, żeby go nie zranić, czasami naprawdę cierpię, gdy nie potrafię go zrozumieć. A przecież tak bardzo bym chciał.
- To doskonały pomysł, chętnie przeszedłbym się po ogrodzie - Stwierdziłem, czując, że to może nam obojgu wyjść na dobre. On będzie mógł na chwilę odpuścić, wyciszyć się, a ja… może poczuję się lżej. A przynajmniej bardzo na to liczę.
- Dobrze, w takim razie daj mi chwilę. Ogarnę się i zaraz wyjdziemy na zewnątrz - Polecił.
Zniknął mi z oczu tylko na moment, kierując się do łazienki, jakby przygotowywał się nie na krótki spacer po ogrodzie, ale na wydarzenie o ogromnym znaczeniu. Jakby to, co na siebie założy i jak będzie wyglądał, miało kluczowe znaczenie, nawet przed rezydencją, nawet tylko na chwilę.
Moja panienka naprawdę potrafi mnie zaskoczyć. I co gorsza, nie zawsze w sposób, jakiego bym chciał. Ale to nieważne. Najważniejsze jest to, że ją kocham. Szanuję. I robię wszystko, by czuła się bezpiecznie… a przynajmniej taką mam nadzieję. Bo chyba czasami nie do końca mi to wychodzi.
Nie zawsze wiem, co zrobić. Nie zawsze potrafię być taki, jakim chciałbym być. Choć bardzo się staram, nie jestem ideałem, jak każdy popełniam błędy. I chyba właśnie to boli najbardziej: świadomość, że mimo najlepszych intencji czasem zawodzę.
Moja śliczna panienka wróciła do mnie po kilku minutach. Miała na sobie czyste, świeże ubranie, a włosy związała w prosty kucyk. Wyglądała, jakby naprawdę przygotowywała się do wyjścia gotowa, spokojniejsza, choć wciąż trochę niepewna.
- Jestem już gotowa. Możemy iść? - Zapytała, podchodząc bliżej i uśmiechając się do mnie łagodnie. Ten uśmiech zawsze potrafił rozbroić moje myśli.
- Ależ oczywiście - Odpowiedziałem bez wahania. - Wiesz… wyglądasz naprawdę pięknie. - Powiedziałem to szczerze. Czułem, że właśnie tego teraz potrzebuje. Ciąża bardzo zmieniła jej sposób postrzegania samej siebie, swojego ciała, wyglądu, a nawet tego, jak się czuje we własnej skórze. Martwiło mnie to, ale wiedziałem też, że nie mogę na siłę zmuszać jej do zmiany zdania o sobie. Nie mogłem jej przekonać argumentami ani zaprzeczyć jej lękom. Mogłem tylko być obok. Podnosić ją na duchu. Przypominać, że jest piękna taka, jaka jesti że nic ani nikt nie jest w stanie tego zmienić.
- Oczywiście, mówisz tak tylko po to, żeby poprawić mi nastrój - Stwierdziła, wypowiadając na głos to, co najwyraźniej od dawna chodziło jej po głowie.
Uśmiechnąłem się lekko. Myślała inaczej niż ja. Jak zwykle. Ale to było normalne. I wcale mnie to nie zaskakiwało.
- Nie mam powodu, żeby cię okłamywać - Powiedziałem spokojnie. - I nie mam też powodu, by mówić ci tylko to, co chcesz usłyszeć. Choć byłoby to miłe, byłoby też kłamstwem. A ja nigdy nie kłamię i myślę, że powinieneś już o tym doskonale wiedzieć. Znasz mnie najlepiej na tym świecie. - Zrobiłem krótką pauzę, czując, jak ciężar tych słów osiada między nami. - Dlatego przykro mi, że sądzisz, iż byłbym w stanie okłamywać cię tylko po to, żeby cię uszczęśliwić. - Mimo to sięgnąłem po jej dłoń. Delikatnie ująłem ją w swoje palce i uniosłem do ust, składając na niej czuły pocałunek prosty, szczery, pełen emocji, których nie da się ubrać w słowa. - Kocham cię. I nigdy nie przestanę cię kochać. - Dodałem, mając nadzieję, że moje słowa choć trochę poprawiam mu nastrój.
<Paniczu? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz