poniedziałek, 2 września 2024

Od Mikleo CD Soreya

Trochę mnie to uspokoiło, kochałem spędzać czas w ogrodzie, pielęgnując rośliny to było bardzo przyjemne zajęcie.
– Dziękuję – Zadowolony wtuliłem się w jego ramię, ciesząc się z pomocy, doskonale, wiedząc, jak bardzo obojętne są mu rośliny.
– Nie musisz dziękować owieczko, wiem jak bardzo ci na nich zależy, dlatego jestem w stanie zająć się nimi, kiedy ty nie masz na to siły – Jego słowa naprawdę mnie cieszyły, nie chciałbym, aby coś im się stało, kiedy ja nie będę w stanie się nimi zajmować.
Uśmiechając się łagodnie, wracając z mężem do domu, cichego domu, powiedziałbym nawet zbyt cichego domu.
– Sprawdzę, co robią dzieciaki, a ty sobie odpocznij – Ucałował mnie w czoło ruszając w stronę pokoi naszych dzieci.
– Cześć Psotka, nie czujesz się najlepiej co? – Kucnąłem przy suczce, drapiąc ją za uchem, Nie zapominając o Banshee, który od razu zjawiła się obok. – Choć zajmie się twoimi ranami – Nie mogąc patrzeć na jej cierpienie zająłem się nią porządnie, lecząc nawet najmniejszy rany. – Już po wszystkim – jeszcze raz podrapałem oba psiaki za uszami, dostrzegając męża pojawiającego się za mną.
– Już się lepiej czujesz co? Nie potrafisz usiedzieć na miejscu? – W jego głosie dało się usłyszeć niezadowolenie, ewidentnie nie podobało mu się moje podejście, zapewne jego zdaniem powinienem leżeć i najlepiej nie robić nic, kiedy ja tak nie potrafię ja muszę robić coś, tym bardziej że Psotka potrzebowała mojej pomocy, a ja nie mogłem patrzeć na to jak cierpi.
– Musiałem jej pomóc, nie mogę patrzeć na to jak cierpi – Wytłumaczyłem, wstając z kolan, uśmiechając się do męża.
Sorey westchnął cicho chwytając moją dłoń, którą ucałował.
– Uważaj na siebie, nie chcę, żeby coś ci się stało – widać, że był zmartwiony moim stanem, który był naprawdę dobry, oczywiście nie wstanie byłem robić od razu wszystkiego, ale też nie można traktować mnie jak porcelanową laleczkę, która w każdej chwili może się stłuc.
– Obiecuję, że będę uważał, a może teraz zamiast martwię cię o mnie, powiedz co robią dzieci? – Zaproponowałem zmianę tematu, nie chcąc już rozmawiać o mnie, wydaje mi się, że ten temat został już wyczerpany.
– O dzieciaki nie musisz się martwić, sprzątają w swoich pokojach – Wyjaśnił, prowadzają mnie w stronę kanapy, na której mnie posadził. – Teraz musisz zająć się sobą i odpocząć – Słysząc kolejny raz słowa musisz odpocząć westchnąłem ciężko naprawdę, nie mając już do niego sił. Rozumiem, że się martwił, ale naprawdę nie trzeba traktować mnie jak dziecka.
– Sorey ja naprawdę czuję się już dobrze, oczywiście nie jestem w stanie zrobić wszystkiego, ale nie muszę cały czas siedzieć i uważać na każdy ruch – Uspokoiłem go, kładąc dłoń na jego policzku delikatnie, całując jego usta. – Kocham cię, ale proszę nie musisz się tak nade mną trząść – Dodałem, patrząc mu głęboko w oczy.
– Właśnie Miki i ja ciebie bardzo kocham i dlatego bardzo się o ciebie martwię, tym bardziej że czułem co ci robi – Wytłumaczył, kładąc dłoń na mojej dłoni.
– Wiesz, jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało – Wyszeptałem, łączę nasze ustaw namiętnym pocałunku, nie mając zamiaru nigdy zmienić zdania bez względu na to, co przyniesie na przyszłość.

<Pasterzyku? C:> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz