środa, 31 grudnia 2025

Od Serathiona CD Eliana

 Czy było mu zimno? No Tak. Było mu zimno, przecież był tylko człowiekiem. Człowiekiem, który miał prawo do słabości. Nie mogłem go za to winić ani mieć do niego pretensji. Poświęcił się dla mnie, spędził czas na chłodzie tylko po to, by dać mi choć odrobinę radości.
- Oczywiście, jeśli tylko taka jest twoja prośba - Odpowiedziałem bez wahania.
Zgodziłem się, bo właściwie… dlaczego miałbym odmówić? Miło było bawić się na dworze w jego towarzystwie. I choć nie do końca chciałem wracać. Wiedziałem, że tam znowu dopadnie mnie nuda i tak to zrobiłem. On tego chciał, a dla niego byłem w stanie zrobić naprawdę wiele. No… prawie wszystko. Istniały granice, których nie przekroczyłbym nawet wtedy, gdyby bardzo tego chciał. 
Elian nie powiedział ani słowa. Bez zbędnego gadania chwycił moją dłoń i ruszył w stronę gospody, prowadząc mnie spokojnym, pewnym krokiem. Przez całą drogę milczał, ale wcale mi to nie przeszkadzało. Obserwowałem ludzi, zwierzęta, życie tętniące wokół nas. Było w tym coś fascynującego, oglądać świat nie zza okna, nie z dystansu, lecz tu i teraz, na żywo.
Po powrocie do gospody od razu poczułem, że coś jest nie tak. Elian zachowywał się dziwnie, zbyt pośpiesznie, zbyt nerwowo. Zaciągnął mnie do pokoju, niemal siłą, energicznie popychając mnie do środka. To było… niepokojące.
Potknąłem się o stojące w pokoju krzesło i prawie upadłem, lądując na łóżku.
- Co się z tobą dzieje? - Zapytałem zdziwiony, próbując zrozumieć jego zachowanie.
Nie odpowiedział. Podszedł do mnie jednym szybkim ruchem, ujął mnie za szyję i docisnął do materaca. Zanim zdążyłem zareagować, połączył nasze usta w namiętnym, zaskakująco intensywnym pocałunku.
Na moment znieruchomiałem, zaskoczony, lecz odruchowo odwzajemniłem gest. Czułem jak jego serce zaczęło bić szybciej. Jednak to, co miało wydarzyć się później… tego zupełnie się nie spodziewałem.
Mężczyzna zachowywał się jak zwierzęta, zdarł ze mnie ubranie całkowicie mnie dominując.
Zachowywał się gwałtownie, agresywnie w jego dotyku i bliskości nie było nic, nic po za agresją której nie rozumiałem a jednocześnie przez którą szalałem, nie mogłem się powstrzymać od głośnych dźwięków które chciałem stłumić.
Pieprzył mnie jak dziwkę be, chwili wytchnienia, pierwszy raz nie pytał, tylko brał jak swoją własność, nie słuchając moich słów, a ja oddawałem mu się w całości mimo, że ból mieszał się z rozkoszą. 
Zmęczony po wszystkim opadłem na łóżko, potrzebując chwili, by dojść do siebie. Ciało wciąż było napięte, a każdy oddech przypominał o tym, co się wydarzyło.
- Nie spodziewałem się tego po tobie - Wydusiłem w końcu. Poruszyłem się odrobinę, niemal natychmiast czując tępy ból w podbrzuszu, który sprawił, że syknąłem pod nosem. - Zachowałeś się jak zwierzę - Dodałem po chwili, z nutą rozbawienia, której sam się po sobie nie spodziewałem.
Elian mruknął coś pod nosem, wyraźnie zadowolony z siebie.
- Zasłużyłeś sobie na to. - Uniósłem brew i spojrzałem na jego twarz, próbując doszukać się w niej żartu albo prowokacji.
- Ja? - Powtórzyłem powoli. - A co ja takiego zrobiłem? - Zapytałem, szczerze zdziwiony. Nie bardzo rozumiałem, dlaczego miałem ponosić jakiekolwiek „konsekwencje”, skoro w rzeczywistości nie zrobiłem nic złego.
Leżałem w ciszy, czekając na odpowiedź, a w głowie kłębiły mi się sprzeczne myśli, od irytacji, przez zmęczenie, aż po dziwne, niechciane ciepło, którego nie potrafiłem już zignorować.

<Elianie? C:>

Od Mikleo CD Soreya

Oczywiście był demonem i teoretycznie nie powinien przejmować się zimnem, a jednak ja wiedziałem swoje. Niezależnie od tego, kim był, nadal był narażony na chłód i doskonale o tym wiedziałem. On też zdawał sobie z tego sprawę, choć nigdy by się do tego nie przyznał. Zamiast tego stawiał się uparcie, robiąc wszystko, by wyszło na jego i by pokazać, że niczego nie potrzebuje.
- Ja nie przesadzam. To ty niepotrzebnie narzekasz - Powiedziałem spokojnie, choć w moim głosie dało się wyczuć nutę stanowczości. - Po prostu idź po choinkę, ku uciesze dzieci. - Poprosiłem, nie chcąc wdawać się w kolejną dyskusję. Wiedziałem, że on ma swoje zdanie, a ja swoje. I mimo to nie zamierzałem przestać się o niego martwić. Taki już byłem, nawet jeśli on uważał to za zbędne, ja i tak będę pomagał mu, kiedy tylko mogę, i jak tylko mogę.
Sorey już otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, i pewnie by to zrobił, gdyby nie moje spojrzenie. Wiedziałem, że w tej chwili mówi ono więcej niż tysiąc słów. Zatrzymał się, westchnął cicho i przewrócił oczami w dobrze mi znanym geście irytacji. Zdecydowanie nie podobało mu się to, co robiłem ani to, że znów stawiałem na swoim, ale nie kłócił się ze mną. Oboje wiedzieliśmy, że nie miałoby to najmniejszego sensu.
- W porządku. Niedługo wrócę - Stwierdził w końcu, po czym narzucił na siebie płaszcz i opuścił nasz dom, ruszając na poszukiwanie choinki...
Patrzyłem za nim jeszcze przez chwilę, mając szczerą nadzieję, że znajdzie coś naprawdę ładnego. Chciałem, żeby dzieciaki były zadowolone. Chociaż trudno było sprostać ich wymaganiom i wyobrażeniom, wierzyłem, że sobie poradzi. W końcu był cudownym człowiekiem, a raczej demonem, przystojnym, mądrym i zadziornym. I chociaż on sam uważał inaczej, ja wiedziałem swoje. Moje zdanie o nim było niezmienne, nawet jeśli próbowałby wmówić mi coś zupełnie przeciwnego.
W czasie gdy Sorey szukał choinki, dzieciaki krzątały się przy ozdobach, poprawiając je z typowym dla siebie entuzjazmem i chaosem. Co chwilę słychać było ich śmiech, ciche sprzeczki i podekscytowane rozmowy. Ja natomiast pozwoliłem sobie na chwilę odpoczynku, siadając na kanapie oparłem się wygodnie o jej bok.
Co prawda nie zrobiłem dziś nic szczególnie męczącego, ale skoro miałem okazję, by na moment zwolnić, to czemu miałbym z niej nie skorzystać? Przymknąłem oczy, wsłuchując się w domowe odgłosy. Może dziś nawet nasze dzieci przygotują obiad. Śniadanie było już po ich stronie, więc kto wie, może zechcą mnie trochę odciążyć. Nie obraziłbym się. Zdecydowanie nie.
Czekałem cierpliwie na jego powrót, przymykając na chwilę oczy, by i one mogły odpocząć. Ostatnie wydarzenia kosztowały mnie a właściwie nas bardzo wiele. Może właśnie dlatego tak bardzo cieszyłem się na nadchodzące święta.
Chociaż Sorey tego nie odczuwał, dla mnie święta były czymś magicznym. Miały w sobie coś wyjątkowego, coś, czego tak bardzo potrzebowałem, chwilę wytchnienia, spokoju, oderwania się od codzienności, która w ostatnim czasie przyniosła mi zaskakująco dużo smutku.
- Już jestem - Sorey zwrócił naszą uwagę, a może bardziej choinka którą trzymał w dłoniach, dzieciaki były zafascynowane  nowym drzewkiem od razu chcąc je udekorować,
- Cóż muszę przyznać, że spełniłeś ich wszystkie wymagania, dziękuję - Ucałowałem go w policzek, naprawdę wdzięczny za choinkę, bo chociaż nie lubi świąt to i tak się starał, a za to jestem mu szczerze wdzięczny.

<Pasterzyku? C:>

Od Haru CD Daisuke

Nie byłem pewien, czy w ogóle chce ze mną rozmawiać. Nie wiedziałem, czy to, co powiem, będzie dla niego wystarczające, czy nie uzna moich słów za puste i nic niewarte. Bałem się, że mnie obwini, że nawet jeśli zgodzi się mnie wysłuchać, to i tak nie dam mu tego, czego naprawdę potrzebuje. Nie chciałem podejmować decyzji za niego, ale wiedziałem jedno, jeśli nie powiem mu, co myślę, będzie na mnie zły. A ja szczerze miałem już dość tych ciągłych kłótni, jego fochów i napięcia, które wisiało między nami od tygodni. Byłem zmęczony tą sytuacją… a mimo to wciąż go kochałem. I właśnie dlatego postanowiłem zrobić to, co uważałem za słuszne, nawet jeśli miało mnie to kosztować więcej, niż byłem gotów przyznać.
- Hej… chciałbym z tobą porozmawiać - Zacząłem ostrożnie, gdy jego oczy, wciąż mokre od łez, spotkały się z moimi. Moje biedactwo, nie chciałem aby płakał, nie z mojego powodu, zdecydowanie nie.
Daiske nie wyglądał na szczególnie zainteresowanego rozmową. Widziałem w jego spojrzeniu zmęczenie, żal i coś jeszcze, jakby już dawno się poddał. A jednak czułem, że musimy porozmawiać. Musieliśmy wyjaśnić sobie pewne sprawy. Przede wszystkim chciałem poruszyć temat jego babci. Tego, co się wydarzyło, tego, co on czuje… i tego, co ja myślę.
- O czym chcesz rozmawiać? - Zapytał ostro. - O tym, jak bardzo mnie zawodzisz? O tym, jak bardzo masz mnie gdzieś? - Ton jego głosu zabolał mnie bardziej, niż chciałem przyznać. Był podniesiony, pełen pretensji. Nie chciałem się z nim kłócić. Nie tym razem. Musimy porozmawiać, tym razem nie możemy się kłócić.
- Nie… nie o tym - Mruknąłem cicho.
Powoli i trochę niepewnie podszedłem bliżej siadając na krześle naprzeciwko niego, tak aby móc spojrzeć mu prosto w oczy.
- Przepraszam - Zacząłem po chwili. - Za to, jak się zachowywałem. Za to, że ostatnio cię zawodzę. Nie chciałem brać odpowiedzialności za spotkanie z twoją babcią… ale masz rację. Powinienem był ci pomóc. Powinienem był cię wesprzeć, niezależnie od sytuacji, zamiast zachowywać się jak idiota. = Zrobiłem krótką pauzę, zbierając myśli. - Dużo o tym myślałem. I doszedłem do wniosku, że… powinieneś zaprosić swoją babcię na święta. - Na jego twarzy pojawiło się zaskoczenie.
- Mówisz poważnie? - Zapytał niepewnie. - Naprawdę uważasz, że powinienem ją zaprosić? - Dopytał, tak jakby nie do końca w to wierzył.
- Tak. Mówię bardzo poważnie - Powiedziałem bez wahania. - Wiem, jaka ona jest. Pamiętam, ile złego ci zrobiła. Ale wiem też, jak bardzo będzie cię to bolało, jeśli jej nie zaprosisz. Na swój sposób chcesz, żeby tu była. Kochasz ją… albo przynajmniej ją szanujesz. Jesteś wdzięczny za to, że była obecna w twoim życiu, nawet jeśli nie tak, jak powinna. - Delikatnie ująłem jego dłoń w swoje i pocałowałem wierzch jego palców. - Właśnie dlatego uważam, że powinieneś ją zaprosić - Dodałem ciszej. - Kto wie… może to będą jej ostatnie święta spędzone w gronie rodziny. - Wyjaśniłem, gdzieś podświadomie wiedząc, że on tak myśli, a może tylko mi się wydawało? Sam nie wiem, obym tylko nie zawiódł go tym co podświadomie myślę, że czuję.

<Paniczu?>

Od Eliana CD Serathiona

 Jego słowa mnie mocno zaskoczyły, i nie do końca byłem pewien, co mam mu odpowiedzieć. Jaka kokarda? Gdzie ta kokarda miałaby być? I jeszcze obroża? Owszem, gdybym miał go na smyczy, znacznie prościej byłoby mi go nakierować, ale... sam nie wiem, takich rzeczy nie powinno się poruszać w bardziej spokojnych, prywatnych miejscach? Nie obawia się, że ktoś to usłyszy? Ja wiem, że o tej porze, w taką temperaturę niewielu ludzi chce wychodzić, ale ktoś tu się może kręcić, trochę śladów tutaj widziałem... chociaż, nie, on by się tym w ogóle nie przejmował. I to było trochę przerażające, ale chyba nie mam wyboru, jak tylko po prostu nie to zaakceptować, i nie zawsze mu ulegać, jak chociażby teraz. Chyba to głowa boli, że ja bym go tu wziął. Może, gdyby było tu ciepło, i miło... może bym się skusił. Teraz jednak było na to za zimno. 
– Kokardka? – powtórzyłem głupio, trochę go nie rozumiejąc. 
– Kokardka. Zapakowałbym się, jak na prezent – wyjaśnił, ale ja dalej tego nie widziałem. Chyba miałem za mało wyobraźni, albo wiedzy na pewne tematy. – Rozumiem... czuję, że kokardka ci się spodoba – zdecydował sam, tuląc się do mnie aż są bardzo, specjalnie ocierając o miejsca, o które nie powinien. Jak ja się do niego dobiorę, kiedy tylko wrócimy do pokoju, przez tydzień nie będzie mógł usiedzieć na tyłku, już tego dopilnuję. Nie będzie ani krzty litości czy zmysłowości z mojej strony. Będę go brał jak chcę i jak długo chcę. A on będzie mnie musiał znieść. 
Nie mogłem teraz dać mu się zdominować. To sprawiłoby mu za dużo satysfakcji, q na to ni mogłem mu pozwolić. Już i tak czuł się zbyt pewnie. Muszę znaleźć coś, co sprawi, że będzie zawstydzony, jak ja przy nim. A jak nie zna pojęcie słowa wstyd, to ja go niedługo tego nauczę. 
– Nie zapomnij o obroży. Chciałbym cię ładnie poprowadzić, jak posłusznego pieska – odpowiedziałem nieco pewniej, chwytając jego podbródek. Jak tego z kokardką nie rozumiałem, tak tej obroży nie mogłem mu odpuścić. – Podoba mi się ten pomysł, z naszymi własnymi świętami. Miło je będzie spędzić w końcu z kimś mi bliskim – dodałem łagodniej wiedząc, że właśnie takie słowa wywołają na nim największe wrażenie. Każdy zawsze traktował go jak obiekt pożądania. Dla mnie jest kimś więcej mimo, że zaczynaliśmy właśnie od seksu. 
– Oczywiście. Obecność mojej skromnej osoby odmieni każde święta – odpowiedział wyniośle, ale ja oczywiście wyczułem, że specjalnie przesadza i się ze mną drażni. 
– Zgadzam się. Twoja bliskość wszystko potrafi naprawić – przyznałem mu rację, gładząc jego policzek. – Wracamy do pokoju? Trochę już chłodno się robi – zaproponowałem, powołując się na temperaturę, chociaż w rzeczywistości chciałem go po prostu zwabić do pokoju, ukarać za to, co tutaj ze mną wyprawiał. 

<Różyczko? c:>

Od Serathiona CD Eliana

 Bawiłem się świetnie, widząc go tak skupionego, czujnego, niemal drżącego od napięcia. To było podniecające na tyle, że przez moment przemknęła mi przez głowę myśl o szybkim numerku i pewnie pozwoliłbym jej rozkwitnąć, gdyby nie chłód, który dawał się we znaki. On mógłby sobie nie poradzić, a ja nie chcę aby się przeziębił. 
- Nie przejmuj się tak - Mruknąłem cicho. - Lubię dobrą zabawę, a twoje zachowanie… szczerze? Bardzo mi się podoba. Jesteś taki seksowny gdy przygotowujesz się do walki - Stanąłem na palcach i złączyłem nasze usta w długim, namiętnym pocałunku, takim, który mówił więcej niż słowa. Czułem, jak na moment wstrzymuje oddech. Schował broń i przyciągnął mnie bliżej, jakby nie chciał pozwolić, żebym się oddalił choćby o krok.
- Ależ ty jesteś napalony - Stwierdził z rozbawieniem, gdy jego dłonie odnalazły moje pośladki, pewne i ciepłe.
- I kto to mówi? - Odparłem z uśmiechem. - Gdybyś tylko mógł, już dawno byś mnie przeleciał. - Wymruczałem to niemal wprost w jego skórę, muskając ustami jego podbródek. Potem odsunąłem się odrobinę, splatając nasze palce, gdy pociągnąłem go za sobą w głąb labiryntu. Chciałem uciec od spojrzeń, od przypadkowych ludzi, którzy mogliby nam przeszkadzać. Czułem, że Elian nie czułby się swobodnie w czyimś towarzystwie, a ja chciałem mieć go tylko dla siebie. I czułem, że i on chciał mieć mnie tylko dla siebie.
- Czy ty przypadkiem nie przesadzasz? - Zapytał w końcu, unosząc brew. - Myślisz, że jestem aż tak zdesperowany, żeby brać cię tu i teraz? - Jego słowa tylko poszerzyły mój uśmiech. Może zdesperowany nie był ale wiem, że ta myśl krąży mu po głowie.
- Cóż - Odparłem, pochylając się bliżej. - To mogłoby być naprawdę… ekscytujące, przyjemne i wiesz ja byłbym w stanie ci się tu dać - Mrugnąłem do niego znacząco, a w powietrzu zawisło napięcie gęste jak mgła, której żaden z nas nie miał ochoty rozwiewać.
Elian przewrócił tylko oczami, nie komentując moich słów. Dobrze wiedziałem, że bywam bardziej zboczony i wiecznie nienasycony, zawsze spragniony bliskości, dotyku, tej intymności, która dla mnie była równie naturalna jak oddychanie. Lubiłem się kochać, każdego dnia, każdej nocy. Kręciło mnie to i nigdy się z tym nie kryłem.
A jednak przy nim wszystko wyglądało inaczej. Potrafiłem myśleć o czymś więcej niż tylko o seksie. Przede wszystkim o nim, o jego obecności, o cieple, które dawał samym byciem obok. O poczuciu bezpieczeństwa, którego potrzebowaliśmy obaj, choć każde z nas na swój sposób.
- Wiesz… - Zacząłem po chwili, zwalniając krok i odwracając się w jego stronę. - Trochę się ostatnio zastanawiałem nad tym, co mógłbym dla ciebie założyć na święta... - Zacząłem, ostrożnie ten temat.
- Tak? - Dopytał, unosząc brew. Brzmiał, jakby próbował ukryć zainteresowanie, ale znałem go zbyt dobrze. - I co wymyśliłeś - Uśmiechnąłem się pod nosem, zadowolony z efektu.
- Nic - Odpowiedziałem bez wahania. - To przecież najbardziej ci się podoba, więc uznałem, że to będzie najlepszy wybór. - Chociaż…Myślałem o drobnych dodatkach. Może kokarda? A może chciałbyś zobaczyć mnie w obroży? Nigdy się w to nie bawiłem, ale kto wie… może byłoby całkiem fajnie. - Uśmiechnąłem się prowokująco, obserwując uważnie jego reakcję, ciekaw, co mi na to odpowie. 

<Elianie? C:>

Od Eliana CD Serathiona

 Jego zachowanie mnie mocno zaskoczyło, i też trochę onieśmieliło. Co innego dawać subtelne sygnały o tym, że jest tylko mój, a co innego całować się z nim, namiętnie na oczach tych wszystkich ludzi. Co innego takie delikatne pocałunki, w dłoń, czoło, policzek... ale to? Oczywiście, że on się nie przejmował, jakoś tak często mi sobie wyobrazić jego zawstydzonego, a już na pewno nie takimi rzeczami.
– Mam pomysł – rzucił w pewnym momencie, nagle się zatrzymując, a ja oczywiście wraz z nim. 
– Jaki pomysł? – zapytałem, delikatnie marszcząc brwi. Jego pomysły niekiedy bywały dziwne, dlatego trzeba było na nie uważać. 
– Zamkniesz oczy, policzysz do... do trzydziestu, dajmy na to. I będziesz mnie w tym labiryncie szukał – powiedział podekscytowany. Trochę nie rozumiałem po co to. I na co. Co mu da ta zabawa z chowanego? Jaki jest jej sens? Ale skoro chce, skoro uważa to za interesujące, to chyba nie mam innego wyjścia. 
– Ale nie będziesz oszukiwał i uciekał, kiedy się do ciebie zbliżę? – spytałem, unosząc jedną brew. Jeżeli nie będzie oszukiwał, nie mam nic przeciwko. 
– Ależ oczywiście, że nie będę uciekał. Nie mogę się doczekać, jak mnie znajdziesz – wymruczał mi do ucha, a następnie podgryzł zalotnie jego płatek, chyba nawet mi go skaleczył swoimi kłami. Co za okrutnik. – Więc... pobawimy się w chowanego? 
– Możemy się pobawić – odpowiedziałem, co go bardzo uradowało. Ależ on jest dziwny. Kompletnie go nie rozumiałem, i jego potrzeb... ale to nic takiego. Ważne, by był szczęśliwy. A skoro właśnie taka głupiutka ma sprawić, by się ucieszył, to go poszukam w tym ogromnym labiryncie. 
Zamknąłem oczy i rozpocząłem w myślach ponowne odliczanie. Kiedy po tych trzydziestu sekundach otworzyłem oczy, oczywiście go tu nie było. Rozejrzałem się dookoła, analizując ślady na śniegu. Dużo ludzi tędy nie przechodziło, a ja doskonale znałem ślady stóp mojego wampira; niewielkie i smukłe, jak na mężczyznę. Od razu za nimi ruszyłem powoli, nie spiesząc się, bo miałem wrażenie, że właśnie o to mu chodziło. Całe szczęście, że był śnieg, w przeciwnym razie miałbym trochę problemów. Dużo ludzi też tędy nie przechodziło, więc moja praca naprawdę była ułatwiona. 
W jednym z zaułków ślady się urwały. Rozejrzałem się dookoła i w ostatnim momencie poczułem za sobą czyjąś obecność. Zareagowałem od razu, wyciągając sztylet i przyciskając go do szyi mojego napastnika... Cóż, może trochę przesadziłem, mogłem się spodziewać, że to będzie Serathion, ale trochę nie myślałem. Po prostu działałem. 
– Mój łowca, taki zdolny, i uważny – odpowiedział Serathion, zarzucając ręce na mój kark. 
– Powinieneś uważać tak z tym skradaniem. Kiedyś naprawdę ci zrobię krzywdę, nie panuję nad pewnymi odruchami – odpowiedziałem, chowając sztylet do pochwy. To jest zbyt niebezpieczna zabawa, czego on wydaje się nie rozumieć. Który to raz bym go skrzywdził, bo nagle się magicznie za mną pojawił? Zdecydowanie powinien przestać takich niespodzianek, nim zdarzy się tragedia. 

<Różyczko? c:>

wtorek, 30 grudnia 2025

Od Soreya CD Mikleo

 Słysząc głos dzieci, cicho westchnąłem. Ale że już? Teraz? Myślałem, że trochę dłużej im to wszystko zajmie, a ja będę miał więcej spokoju. Zamknąłem zeszyt z pomiarami, schowałem miarkę i opuściłem pokój, niemalże od razu natykając się na dzieciaki. Były takie wesołe, podekscytowane... dobrze, że im w tym wszystkim nie przeszkadzałem, że robili to wszystko jedynie we trójkę. Anioły powinny być z aniołami, a ja tu jestem tylko od zapewniania im bezpieczeństwa. I, jak wychodzi na to, choinki. 
– Chodź, pokażemy ci miejsce, gdzie będzie postawiona – powiedziała zaraz Hana, chwytając moją dłoń i ciągnąć ją w stronę salonu. – O, tu, w kącie. Odsunęliśmy trochę fotel, więc zmieści się taka duża, rozłożysta. I ma być gęsta, ma mieć dużo gałązek. O, i najlepiej, aby to była jodła, jodła jest najlepsza. 
– A może jakieś realniejsze wymagania? – spytałem rozbawiony, unosząc jedną brew. Domyślałem się, że każda rodzina woli właśnie taką gęstą, i rozłożystą. Zresztą, rzadko kiedy takie drzewka można spotkać w lesie, chyba, że większe, ale takie nam się tu nie zmieszczą. 
– Nie słuchaj ich, wybierz taką, którą uznasz za najlepszą – usłyszałem za sobą głos mojego męża, i zaraz też poczułem na swoim policzku delikatny pocałunek. – Wracaj szybko. Zbyt zimno jest na zewnątrz, byś za długo tam przebywał. 
– Wiesz, że zimno mi w żaden sposób nie przeszkadza? – rzuciłem, odwracając głowę w jego stronę. 
– Wiem. Ale po co masz cierpieć? – odpowiedział, uśmiechając się do mnie ładnie. 
– Właśnie, bo jak szybko wrócisz, to szybko będziemy ubrać choinkę – dodał rozradowany Haru. 
– Rozumiem aluzję. Już uciekam... Psotka, chcesz iść na spacer? – zapytałem naszej suni, na co niemalże natychmiast uzyskałem pozytywną odpowiedź. Ona nigdy nie odmawiała spaceru. Zaproponowałbym też Banshee, ale jak Miki zauważył, jest zbyt zimno, a o nią bardzo się martwiłem. Jej zbyt niska temperatura może faktycznie zaszkodzić, ja tylko będę czuł dyskomfort. Zresztą, widać po niej, że jest zafascynowana całą tą otoczką świąt. No tak, to jej pierwsze święta, nigdy wcześniej z tym nie miała do czynienia, a ją zawsze fascynowały różnego rodzaju świecidełka. – Pilnuj ich tutaj – poleciłem cicho mojej towarzyszce broni, gładząc ją po łebku. Nie spodziewałem się, by coś złego się stało, powietrze było wyjątkowo spokojne w końcu, ale i tak lepiej, by była ostrożna. W końcu, oboje jesteśmy odpowiedzialni za bezpieczeństwo tej rodziny. 
– Chcesz tak bez płaszcza wyjść? – skontrolował mnie Mikleo, kiedy już kładłem dłoń na klamce. 
– No... tak? Po co mi płaszcz? – odpowiedziałem pytaniem, trochę nie rozumiejąc jego zmartwienia.
– Jak to po co? Byś nie zmarzł za bardzo. Stój na chwilę – polecił mi i nim się zorientowałem, zalozhl na mnie i płaszcz, i szalik, a nawet czapkę. Ależ musiałem wyglądać jak debil. I jak demony miały się mnie bać? Jak miałem zadbać o bezpieczeństwo, jak nie wzbudzam strachu? – Jeszcze rękawiczki i gotowe. 
– Nie przesadzasz aby troszkę? Idę wam tylko przynieść choinkę. Zamiast rękawiczek w dłoni powinienem mieć siekierę. Naprawdę za długo nie będę tam krążył, by ubierać się aż tak grubo – odpowiedziałem, unosząc jedną brew. 

<Owieczko? c:>

Od Daisuke CD Haru

 Nie ruszałem się nawet o milimetr, wpatrując się tępo w tańczące płomienie. Starałem się dojść sam do jakiejś konkretnej decyzji, ale... sam już nie byłem pewien. Mimo wszystko nie chciałem jej krzywdzić, ale też bałem się, że ona może chcieć skrzywdzić swojego prawnuka, który nie jest z tych genów, których oczekiwała. Albo żeby mnie skrzywdzić, w jakimś dziwnym odwecie. Może gdyby mi na tamtej kolacji Haru nie nagadał, że żałuje, że chce przeprosić, może byłbym bardziej hardy? A teraz, w moim sercu pojawiła się ta niepewność, chęć niesienia pomocy, i mam za swoje. Albo to też może być spowodowane moją kobiecą stroną; były one tak strasznie emocjonalne, i to mnie denerwowało, bo chociaż chciałem zachowywać się inaczej, nie potrafiłem. To wszystko było silniejsze ode mnie. 
Poprawiłem się nieco wygodniej w fotelu, opierając policzek o oparcie. Byłem zmęczony; byciem kobietą, byciem w ciąży i tym cholernym listem. Gdyby nie on, wszystko byłoby w porządku. Czemu musiała pisać teraz, kiedy mam gorsze dni czas? Może się skądś dowiedziała, że już wdrążyliśmy swój plan w życie? Albo... naprawdę przed końcem chce uzyskać wybaczenie? Nie mam pojęcia. Gubię się w tym labiryncie strachu, który budowała we mnie przez niemalże całe moje życie. 
Zmęczony płaczem przymknąłem oczy, obejmując rękami mój brzuch. Chciałem dać mężowi tylko trochę szczęścia, a wychodzą z tego same problemy. Może jak już się urodzi będzie lepiej...? Musi. Inaczej... nie wiem, co ja zrobię. Nie chcę go stracić. Nie mogę go stracić. Już teraz czułem się paskudnie przez to, co mu powiedziałem, i że jestem tu sam. Może... może trochę przesadziłem? Przecież wiem, że chciał dla mnie jak najlepiej. Ale też chciałem jego rady, zwłaszcza w tak trudnym dla mnie temacie. Może mogłem inaczej dobrać słowa? Jak zwykle wszystko muszę popsuć, a teraz jestem jeszcze bardziej kruchy, jeszcze bardziej niestabilny, i psuję wszystkiego, czego się dorknę. Denerwowało mnie to. Chciałem być idealny, a jestem coraz bardziej popsuty. 
Moją uwagę zwróciło ciche skrzypienie drzwi. Od razu otworzyłem oczy. Zasnąłem? Tylko drzemałem? Nie byłem pewien, ale nie czułem się ani trochę lepiej. Dalej mój żołądek był ściśnięty ze stresu, a oczy piekły, więc dużo czasu nie minęło. Chyba. Ciężko mi stwierdzić, jak mam gorsze dni, to czas mi tak powoli leci, a ten dzień był zdecydowanie tym gorszym, chociaż najgorzej się nie zaczął. 
Niepewnie odwróciłem się w stronę wejścia. Myślałem, że był to ktoś ze służby, ale okazało się, że był to... Haru. Nie wiem, czy chciałem z nim rozmawiać. Jeżeli to ma wyglądać tak, jak ostatnio, to chyba jeszcze nie chcę z nim rozmawiać. Najpierw miałem podjąć decyzję, a byłem w totalnej kropce. Wróciłem do mojego wpatrywania się w płomienie, opatulając szczelniej szlafrokiem. Jakoś tak chłodniej się zrobiło. Albo może to jakieś moje wrażenie? Gdybym tylko tak mógł zniknąć tak po prostu z tego świata, każdy by był szczęśliwy. 

<Piesku? c:>

Od Serathiona CD Eliana

 Spojrzałem na niego uważnie i od razu wiedziałem, wstydzi się za bardzo. Zdecydowanie za bardzo. A przecież nie miał absolutnie żadnego powodu. Ten jego rumieniec, spuszczony wzrok i to delikatne napięcie w ramionach tylko mnie w tym utwierdziły. Skoro tak bardzo bał się spojrzeń innych… to ja pokażę mu, że nie ma czego.
Nie zamierzałem się powstrzymywać.
Nie przejmując się tym, że ludzie wokół zwalniają kroku, że ktoś odwraca głowę, a ktoś inny patrzy z wyraźną ciekawością, chwyciłem go za koszulę. Materiał zmiął się w mojej dłoni, gdy przyciągnąłem go do siebie bez cienia wahania. Nasze usta spotkały się w namiętnym pocałunku, nie pytającym o zgodę, ale też nieprzekraczającym granicy, której by nie chciał.
Elian przez ułamek sekundy był wyraźnie zaskoczony. Poczułem to napięcie, ten moment zawahania… a potem jego dłoń zacisnęła się na moich plecach, a on odwzajemnił pocałunek, przyciągając mnie bliżej siebie. 
Od razu uśmiechnąłem się w duchu. Wiedziałem, miałem rację, on też tego chciał.
Pozwoliłem sobie na drobny pokaz. Chciałem, żeby patrzyli. Chciałem, żeby widzieli i wiedzieli, że ja jestem jego, a on jest tylko i wyłącznie mój. Że to nie jest coś chwilowego ani przypadkowego. Że nikt ani nic nie ma prawa tego zmienić..
Oderwałem się od jego ust powoli, zbyt powoli, jakby celowo przedłużając ten moment. Oparłem czoło o jego czoło i spojrzałem mu prosto w oczy.
- I co? Było aż tak źle? - Zapytałem zaczepnie, z cieniem uśmiechu na ustach.
- Nie lubię okazywać czułości przy innych… - Mruknął po chwili, lekko się pusząc, jakby próbował udawać obojętność, choć rumieniec na jego policzkach mówił co innego. Wstydził się a to było nowe, tego zdecys nie znałem..
To wszystko rozbawiło mnie jeszcze bardziej, niż powinno. Był uroczy w tym swoim skrępowaniu.
~ A przeciwz, nie ma czego się wstydzić - Pomyślałem. Ja się nie wstydzę. Ani siebie, ani tego, co czuję. I szczerze wierzę, że on też nie powinien. Ja mógłbym robić wiele niegrzecznych rzeczy na oczach ludzi i wcale by mi to nie przeszkadzało. Ciało to ciało, moje, jego, piękne, prawdziwe, nasze.
Oczywiście wiem, że Elian nie byłby z tego powodu zachwycony. Jest zaborczy. I to bardzo. I pewnie nigdy nie pozwoliłby mi na więcej niż to, co sam uzna za stosowne. A szkoda. Bo czasem naprawdę miałbym ochotę pokazać światu trochę więcej, choćby dla czystej prowokacji i zabawy.
- Ale ja lubię, lubię jak na mnie patrzą, kręci mnie to, ale jeszcze bardziej lubię kiedy ty na mnie patrzysz - Stwierdziłem w końcu, uśmiechając się do niego zadziornie, jakby to wyjaśniało absolutnie wszystko.
Nie czekając na jego odpowiedź, ruszyłem przodem w głąb ogrodu, splatając nasze palce i ciągnąc go za sobą. Chciałem spędzić z nim czas, być blisko, czuć jego obecność, a jednocześnie miałem satysfakcję, wiedząc, że po tym pocałunku zdecydowanie mniej osób odważy się na mnie spojrzeć.
A jeśli już spojrzą… trudno. Niech patrzą, ja lubię gdy patrząc a on, albo się z tym pogodzi albo będzie musiał próbować walczyć, walczyć z ludźmi którzy będą patrzeć bez względu na to co byśmy nie zrobili.

<Elianie? C:>

Od Eliana CD Serathiona

 Było późno, i zimno, ale mi to nie przeszkadzało, nie aż tak. Zresztą, kiedy mamy razem spędzać czas, jak nie w tej chwili? Trochę musiałem się przestawić, by móc spędzać z nim jak najwięcej czasu. Najlepiej by było, gdybym w ogóle nie musiał spać, albo sypiał tę minimalną ilość, jakieś dwie godziny, może trzy dziennie mi powinny wystarczyć. To i tak dużo za dużo, ale niestety, ludzie nie mogą nie spać. W tej kwestii nie jestem w stanie nic zrobić, chociażbym bardzo chciał. 
Przyciągnąłem go blisko siebie, kładąc dłoń na jego biodrze. Wysyłałem tym samym sygnał każdemu zainteresowanemu moją Różyczką, że mogą sobie odpuścić, bo już kogoś ma. Nie potrafiłbym się o niego nie martwić, nie być o niego zazdrosnym. Gdyby miał chociaż z kimś słowo zamienić... nie wiem, jak to działało, ale nie spodobałoby mi się to. No, może jeszcze by to zależało od tego, z kim rozmawia, o czym rozmawia, ale i tak nie byłbym zadowolony. Interesuje zbyt wielu ludzi jako obiekt pożądania. Nie dziwiłem się im, w końcu był przepiękny, i słodki, i tak strasznie kuszący w tej różanej kamizelce. 
– Może przejdziemy się do ogrodów? Chyba nie ma w tej chwili tam za dużo ludzi, a atmosfera tam jest na swój sposób magiczna – zaproponował, uśmiechając się do mnie ładnie. Mało ludzi... To nie jest taki zły pomysł. Wtedy będę mógł się skupić tylko na nim, a nie patrzeć, czy ktoś wie nim za bardzo intereresuje. 
– Możemy. Nie przeszkadza mi to – rzuciłem lekko, od razu skręcając w odpowiednią uliczkę. Już było o wiele lepiej, mogłem trochę odetchnąć, rozluźnić. Obecność innych ludzi zawsze mnie irytowała, nie cierpiałem tłumów, a teraz dodatkowo mnie bardziej denerwowały mnie te wszystkie spojrzenia, bo skupiały się na moim towarzyszu. A może... może mi się to wydawało? Może zazdrość przeze mnie przemawiała, i coś sobie wmawiałem? Działając pod wpływem emocji też wiele rzeczy może wydawać się mylnych. 
– Nie bądź taki spięty – powiedział cicho, tuląc się do mojego ramienia. – Jestem tylko twój. 
– Wiem. Ale wydaje mi się, że ci wszyscy ludzie wokół o tym nie wiedzą – odpowiedziałem, nie ukrywając swoich obaw. Bo i po co? Serathion nie jest głupi, widzi dużo, a czuje jeszcze więcej. Zresztą, nie chciałbym go okłamywać. Nie lubię kłamać. W pewnych kwestiach po prostu milczę, bo komentowanie niektórych spraw jest po prostu zbędne, prowadzące do kłótni, a milczenie jest lepsze niż kłamanie. Na szczęście przy nim nie muszę wymownie milczeć, i to jest piękne. Co prawda, początki między nami były strasznie żarłoczne, a teraz? Ta relacja jest aż nazbyt idealna, wręcz nierealna.
– Więc, chcesz im to pokazać? – spytał rozbawiony. 
– I tak, i nie. Chcę, by wiedzieli, ale nie chcę robić widowiska. Intymność to dla mnie coś prywatnego – odpowiedziałem, chociaż nie do końca byłem pewien, czy zrozumie. Nie wyglądał na kogoś, kto przejmował się takimi rzeczami. 

<Różyczko? c:>

poniedziałek, 29 grudnia 2025

Od Serathiona CD Eliana

 Tak jak sobie tego życzył, grzecznie czekałem, aż do mnie wróci, rozglądając się uważnie po wnętrzu teatru. Zimne, kamienne mury wyglądały na bardzo stare, nosiły na sobie ślady minionych lat, a jednak miały w sobie coś niezwykle urzekającego. Było w nich coś dostojnego, niemal magicznego, jakby każdy fragment tego miejsca skrywał własną historię.
Podobało mi się to, co widziałem. Panowała tu przyjemna, nieco tajemnicza atmosfera, która sprawiała, że czułem się jednocześnie spokojny i podekscytowany. Miałem szczerą nadzieję, że sam występ nie zepsuje tego pierwszego, bardzo dobrego wrażenia.
- Mam bilety, możemy już iść zająć miejsca - Odezwał się Elian, podchodząc do mnie. Chwytając moją dłoń, skutecznie przyciągając moją uwagę do siebie.
- Jasne - Odpowiedziałem, kiwając głową, po czym grzecznie podążyłem za nim do dużej sali. Zajęliśmy miejsca, a ja z niecierpliwością zacząłem wyczekiwać rozpoczęcia przedstawienia.
Zanim jednak nadeszła pora na występ, wciąż rozglądałem się po wnętrzu sali. Obserwowałem każdy kąt, każdy detal, zdobienia, rzędy siedzeń, scenę spowitą półmrokiem. Teatr był dla mnie czymś zupełnie nowym, a jednocześnie fascynującym. Czymś nieodkrytym i tajemniczym.
- Zaczyna się - Usłyszałem głos mojego partnera. W tej samej chwili w moim wnętrzu narodziła się ekscytacja. Serce zimne jak lód na swój sposób zabiło mi szybciej, a całą uwagę skupiłem na scenie. Chciałem obejrzeć ten występ w całości, nie uronić ani jednej chwili. Bo to mogła być jedyna szansa, aby poznać coś nowego, coś jeszcze dla mnie nieodkrytego. 
Antygona okazała się spektaklem ciekawym, choć momentami trudnym do zrozumienia. Było to wymagające doświadczenie, pełne emocji, napięcia i ciężkich tematów. Miałem wrażenie, jakbym sam przeżywał tę historię, jakby losy bohaterów dotykały mnie bezpośrednio.
To była opowieść trudna i bolesna, a jednocześnie niezwykle piękna. Taka, która zostaje w myślach na długo po opadnięciu kurtyny.
- I jak wrażenia? - Zapytał, gdy tylko kurtyna opadła, a wokół nas zaczęły rozbrzmiewać ciche rozmowy widzów. Wreszcie mieliśmy chwilę tylko dla siebie.
- To był trudny spektakl, ale naprawdę mi się podobał - Odpowiedziałem po chwili namysłu. - Chętnie bym to powtórzył, chociaż… może następnym razem zobaczylibyśmy coś lżejszego - Zaproponowałem z lekkim uśmiechem.
Spojrzałem na niego ciepło i pochyliłem się, składając delikatny pocałunek na jego policzku. - Dziękuję - Dodałem ciszej. - To było naprawdę bardzo przyjemne przeżycie. - Wyszeptałem, podnosząc się z krzesła.
Mój partner spojrzał na mnie, uśmiechając się ciepło, w sposób, który zawsze potrafił mnie uspokoić.
- Cieszę się, że mogłem cię uszczęśliwić - Powiedział cicho, po czym chwycił moją dłoń i powoli wyprowadził mnie z sali, dbając o moje bezpieczeństwo niemal przesadnie.
Musiałem powstrzymać lekki uśmiech. Przecież nie byłem kimś kruchym, jako wampir miałem znacznie więcej siły, niż mógłby przypuszczać zwykły człowiek. Nie tak łatwo było mnie skrzywdzić. A jednak… pozwalałem mu na tę troskę. Bo z jakiegoś powodu pewien było to urocze.
- To co, spacer? - Zapytał, pochylając się i całując delikatnie moją dłoń.
- Spacer - Potwierdziłem bez wahania, odwzajemniając uśmiech.
Chciałem spędzić z nim czas, nawet jeśli miałby to być tylko zwyczajny spacer we dwoje. Liczyła się jego obecność. Spokojna, ciepła i prawdziwa.

< Elianie? C:>

Od Mikleo CD Soreya

Westchnąłem cicho. Mama i mama, zawsze tylko mama. A gdzie w tym wszystkim tata?
No tak… tata odsuwa się od rodziny, bo boi się ją skrzywdzić, mimo że właśnie tym unikaniem rani ją najbardziej. Mimo, że obaj dobrze o tym wiemy. On woli to ukrywać. Twierdząc, że bezpieczni są tylko wtedy kiedy nie ma go obok nich
- No dobrze, pójdę do nich. A ty… gdybyś jednak zmienił zdanie, podejdź do nas. Święta spędza się z rodziną i nawet jeśli ich nie lubisz, czasem warto się poświęcić dla dzieci - Odparłem, opuszczając pokój.
Skierowałem się do dzieci, które już niecierpliwie czekały, by zacząć ozdabianie domu.
Trochę to było dziwne, bo do świąt jeszcze kilka dni, ale jeśli tego chcą, czemu nie? Oni będą szczęśliwi i ja będę szczęśliwy, widząc ich radość. Kiedy w domu pojawiają się świąteczne ozdoby, atmosfera zmienia się sama z siebie, robi się cieplej, jaśniej, spokojniej.
Zgodziłem się więc na wspólne dekorowanie już dziś. Skoro tak bardzo tego potrzebują, niech tak będzie. Dla nich to przyjemność, dla mnie również… więc w czym właściwie problem?
Myślę, że mimo tego, iż mój mąż nie chce z nami współpracować, chociaż dzieci będą miały szansę przygotować dom na święta tak, jak uwielbiały najbardziej w swoim życiu.
Hana zajęła się salonem. Z niezwykłą starannością rozwieszała ozdoby, co chwilę cofając się o krok, by ocenić efekt swojej pracy. Haru natomiast krążył po przedpokoju, ozdabiając wszystko, co wpadło mu w ręce. Szafki, ściany, a nawet schody prowadzące na górę. Chciał, by każdy zakątek domu był świąteczny, idealny i piękny, dokładnie taki, jak sobie to wyobrażał.
Ja w tym czasie pilnowałem, by wszystko było tak, jak powinno. Dbałem o to, by nic nie zostało zniszczone ani co gorsza podpalone. Oczywiście świeczki, które wcześniej kupiliśmy, dzieci postawiły na parapecie tuż obok kwiatków. Gdybym ich nie odsunął, zapewne zielone liście szybko stałyby się ofiarą dziecięcej beztroski.
Ach… nasze dzieci. Zdecydowanie nie myślą tak, jak myśleć powinny, ale może właśnie w tym tkwi cały ich urok.
Ich zachowanie było urocze, naprawdę bardzo słodkie ale mieli już prawie siedemnaście lat. To najwyższa pora, by zaczęli wreszcie myśleć rozsądniej. Nie mieli już dwóch lat… ani nawet pięciu. Byli prawie dorośli. Już niedługo pójdą własną drogą, zaczną samodzielne życie, a kiedyś, gdy nadejdzie odpowiedni moment, sami będą rodzicami.
A to oznacza, że powinni być bardziej odpowiedzialni. Bardziej uważać na to, co robią. Nie tylko po to, by nie sprawiać problemów nam, ale przede wszystkim sobie samym. Świat nie zawsze wybacza dziecięcą beztroskę.
- I jak, mamo? Co o tym myślisz? - Zapytała Hana, podchodząc do mnie i rozglądając się z dumą po udekorowanym domu.
Przez chwilę milczałem, przyglądając się efektom ich pracy. Ozdoby były może nieidealnie rozmieszczone, ale miały w sobie coś szczerego. Coś prawdziwego. Coś naprawdę uroczego.
- Jest naprawdę pięknie - Odpowiedziałem w końcu. - Ale… mam wrażenie, że czegoś tu brakuje. Czegoś najważniejszego. Czegoś, co sprawi, że wszystko nabierze prawdziwie świątecznego klimatu. - Nie zdążyłem dokończyć, gdy na twarzach moich dzieci pojawiły się szerokie, niemal identyczne uśmiechy.
- Brakuje choinki! - Krzyknęli jednocześnie.
Zanim zdążyłem zareagować, ruszyli biegiem w stronę naszej sypialni. Zatrzymali się pod drzwiami zaczynając pukać głośno, z entuzjazmem, jakby od tej chwili zależało spełnienie ich największego marzenia.
- Tato! Potrzebujemy choinki! - Zawołali chórem.
Dali mu tym samym jasną informację. Ma wyjść, przestać się chować i przynieść choinkę, której jeszcze nam brakowało. 

<Pasterzyku? C:> 

Od Haru CD Daisuke

 No i co ja z nim mam zrobić? Nic złego nie zrobiłem. Nic złego nie powiedziałem. A mimo to i tak dostałem po głowie…Jak za każdym razfm. I za co? Za to, że nie chcę podejmować decyzji za niego. To jego babcia. Jego wybór. To on najlepiej wie, do czego ona jest zdolna. Właśnie dlatego nie zamierzam decydować za niego, nie chcę brać na siebie odpowiedzialności za coś, czego konsekwencje mogą go zranić. A jednak, mimo to, obrywa mi się tylko dlatego, że mówię szczerze, co myślę. Kłamstwo jest źle, ale przy nim ostatnio nawet prawda jest zbyt trudna.
On naprawdę nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo mam już dość tych jego zachowań. Znoszę je, bo jest w ciąży, powtarzam to sobie w myślach jak mantrę, to się zmieni, on się zmieni, jeszcze trochę. Ale czasami naprawdę zaczyna mnie to przerastać. Tęsknię za tym, jak było dawniej. Za spokojem, za rozmowami bez napięcia, za poczuciem, że jesteśmy po jednej stronie. Od jakiegoś czasu tego nie czuje, nie moje sam ciągnąc tego wozy, gdy wszystko staje się zbyt ciężkie. Jestem cierpliwy… ale nawet cierpliwość ma swoje granice. Nie mogę za każdym razem brać na siebie coraz większego ciężaru, który z dnia na dzień staje się coraz trudniejszy do udźwignięcia. Czuję, jak powoli mnie przytłacza. Każda kłótnia, spojrzenie, obraza. Ile jeszcze razy mam przepraszać? Wszystko ma swoje granice.
- No świetnie… - Mruknąłem pod nosem, czując narastającą frustrację. - Cokolwiek bym nie powiedział, i tak by mnie ochrzanił. - Oparłem się ciężko o ścianę, zmęczony nie tylko tą rozmową, ale wszystkim, co się za nią kryło,powoli naprawdę mając dość. 
Ametyst widząc moją bezradność, podeszła do mnie przyjemnie mrucząc.
- Cześć mała, wiem co myślisz on jest teraz trudny, ale to minie musi - Szepnąłem, biorąc ją na ręce aby schować w swoich ramionach 
Chciałem za nim pójść. Zatrzymać go, spróbować jeszcze raz porozmawiać.
Tylko… czy to w ogóle miałoby sens?
Znów powiedziałbym coś nie tak. Znów źle dobrałbym słowa. A on ponownie wyładowałby na mnie swoją frustrację. Nie mam już na to siły. W tej chwili po prostu nie mogę, potrzebuję chwili ciszy, oddechu, przestrzeni, żeby zebrać myśli.
Może to egoistyczne, ale teraz dystans jest najlepszym, co mogę zrobić.
Dla niego. I dla siebie.
Przynajmniej na chwilę, tak będzie najlepiej.
Zabrałem Ametyst ze sobą na łóżko, nie wiedząc, co w tej chwili zrobić.
Pójść do niego? A może lepiej tu zostać?
Sam już nie wiem. Jestem szczerze zmęczony tym wszystkim, co się dzieje. On zachowuje się zupełnie jak nie on. Obcy, drażliwy, nieprzewidywalny. I choć wiele potrafię zrozumieć, wiele wybaczyć, to czuję, jak moja cierpliwość powoli się kończy.
Mam dość… coraz bardziej.
Ucieszę się, gdy w końcu urodzi. Wtedy, wierzę w to, że znów będzie sobą. Tęsknię za tym człowiekiem, którym był wcześniej, i za spokojem, który kiedyś między nami istniał.
Dam mu jeszcze chwilę, jeszcze minute może dwie, maksymalnie godzinę a później pójdę po do niego. I aby tym razem nie wyrzywał się na mnie za bóg sam się gdzie 

<Paniczu? C:>

Od Eliana CD Serathiona

 Nie narzekałem na poszukiwania Serathiona. Czekałem cierpliwie, aż sam coś wybierze, albo może poprosi o doradzenie jakiejś pozycji. Dałem mu czas, by się rozejrzał, przejrzał każdy regał, zainteresował się czymś sam. I w końcu do mnie wrócił, z dwoma pozycjami. Trochę zaskoczyło mnie, jak wiele różniło te dwie książki... no, ale to on wybierał. A skoro on wybierał, coś go w tych pozycjach musiało zainteresować. 
– Chcesz coś jeszcze? – spytałem, zabierając od niego wybrane książki. 
– Nie, na razie te dwie wystarczą. A jak je przeczytam... Wtedy coś będę chciał czegoś nowego – odpowiedział, uśmiechając się do mnie ładnie, uroczo, co mnie chwyciło za serce. 
– Jak już przeczytasz, to znów cię tu zabiorę – obiecałem, prowadząc go w stronę bibliotekarki. – Dobrze, że wziąłeś sobie dwie pozycje. Jutro będę mógł pozałatwiać kilka rzeczy za dnia. 
– Tylko nie zostawiaj mnie za długo sam. Książka książką, ale to twoja obecność jest dla mnie najważniejsza – powiedział cicho, jakbym tego nie wiedział. Chociaż, może jakby się tak w te książki wciągnął, pewnie mojego towarzystwa by nie potrzebował. 
– Spokojnie, to będzie szybkie. Odbiorę pieniądze, przejdę się po sklepach i do ciebie wrócę. Też nie mam ochoty zbyt długo bez ciebie przebywać. Dobry wieczór – ostatnie słowa skierowałem w stronę pani bibliotekarki.
Wypożyczenie książek zajęło nam dosłownie chwilę, i już po dziesięciu minutach jedna z nich spoczywała w mojej torbie, a druga znajdowała się w rękach mojego partnera, który jeszcze ją podziwiał. Coś o dziecku jakimś porzuconym... to dopiero interesujące. Czemu go to zainteresowało? Nie znałem tej pozycji, ale dawno niczego nie czytałem. Nie mam za bardzo gdzie, i kiedy. Książek z oczywistych względów nie kupuję, nie chciałoby mi się ich później nosić. Wypożyczać też nie wypożyczam, bo zaraz znikam w kolejnym mieście. Faktycznie, podczas zimowania coś poczytam, bo i tak niewiele robię, ale to nie trwa jakoś długo. Naprawdę nie mam czasu na takie rzeczy. 
– Mamy szczęście. Za półgodziny wystawiają ostatnią sztukę – powiedziałem, kiedy przyjrzałem się lepiej repertuarowi teatru.
– A co takiego grają? – spytał, podchodząc bliżej mnie. – Anty...gona? Co to takiego? 
– Dramat. Strasznie stary. I popaprany. Też w sumie nie wiem, czy do końca zrozumiesz, to jest dalsza część pewnej historii... chcesz spróbować? – spytałem, odwracając głowę w jego stronę. 
– Chyba tak. Aż tak złe nie może to chyba być – jego wypowiedź była taka słodka, niewinna..
 no cóż, ale to sztuka. Są różne dzieła, te ciekawsze, te wesołe... i te pojebane, jak właśnie coś takiego. 
– Jestem ciekaw, co takiego powiesz po tym wszystkim. Idę kupić bilety, poczekaj grzecznie tu dla mnie – poprosiłem, całując go w czubek głowy, nim zostawiłem go w korytarzu. Ludzi nie było jakoś dużo, więc nic złego nie powinno się stać. Ani też nikt go nie powinien podrywać. Zresztą, ile mnie nie będzie, dosłownie chwilę. 

<Różyczko? c;>

Od Serathiona CD Eliana

 Oj, zdecydowanie powinien coś zrobić ze swoimi włosami. Wyglądał tak, jakby lada chwila jakiś ptak miał uznać je za idealne miejsce na złożenie jaj. A skoro mieliśmy iść do teatru, o ile w ogóle do tego dojdzie, musiał wyglądać elegancko, a nie jak menel. Same ubrania to zdecydowanie za mało. Włosy również muszą się dobrze prezentować. Ja wyglądałem pięknie, a skoro był moim partnerem, on także powinien wyglądać pięknie. Jeśli sam o to nie zadba… cóż, będę musiał wziąć sprawy w swoje ręce.
- Zdecydowanie powinieneś zająć się swoimi włosami - Stwierdziłem stanowczo. - Wyglądasz, jakby zaraz jakiś ptak miał ci tam jaja złożyć, a tak być absolutnie nie powinno. Jesteś przystojny i do tego mój, więc postaraj się chociaż odrobinę - Dodałem, bardziej polecając niż prosząc.
- Zaczekaj… czy to nie ty przed chwilą kazałeś mi wyglądać „nie za dobrze”, żeby inni się na mnie nie gapili? - Zapytał, unosząc jedną brew. W jego głosie słychać było wyraźne rozbawienie.
- To prawda - Przyznałem bez wahania. 
- Masz nie wyglądać *zbyt* dobrze, ale masz wyglądać *dobrze*. Tak, żebym nie musiał się wstydzić - Stwierdziłem, wstając z łóżka.
Sięgnąłem po grzebień i bez czekania na jego reakcję zacząłem poprawiać mu włosy. Delikatnie, ale zdecydowanie. Chciałem, żeby wyglądał dobrze, a skoro sam nie potrafił się za to porządnie zabrać, musiałem mu w tym trochę pomóc.
Po poprawieniu jego włosów odłożyłem grzebień na bok, po czym wygładziłem jeszcze jego koszulkę, strzepując niewidoczne zagniecenia i poprawiając jej układ, jakbym dopinał ostatni element całości. Teraz naprawdę wyglądał tak, jak powinien.
- Od razu lepiej. Przystojniak z ciebie - Wymruczałem z wyraźnym zadowoleniem, odsuwając się o krok, by móc go ocenić w całości.
Zerknąłem po raz kolejny na zegarek. Wskazówki zdawały się poruszać zbyt wolno, a ja nie mogłem już usiedzieć w miejscu, myślami będąc poza tym pokojem.
- Możemy chyba już iść, co? - Zapytałem, a w moim głosie pobrzmiewała ekscytacja. Wyjście do teatru było idealnym scenariuszem, ale w tej chwili zadowoliłaby mnie nawet biblioteka, byle tylko wreszcie wyjść.
- Chyba już możemy - Stwierdził po chwili.
Podszedł do okna i spojrzał na miasto, jakby upewniał się, że świat na zewnątrz jest gotowy na nasze pojawienie się. Ja w tym czasie już mentalnie byłem przy drzwiach, z dłonią na klamce, gotów ruszyć w każdej chwili.
- Chodźmy już, nie ma słońca - Powiedział, chwytając moją dłoń i niemal od razu pociągając mnie w stronę wyjścia.
Na moje szczęście ani Dona, ani jej córka nie dawały o sobie znać. W gospodzie panowała cisza, co oznaczało, że mogliśmy opuścić to miejsce bez zbędnych spojrzeń, szeptów czy pytań. Dokładnie tak, jak chciałem.
Elian zaprowadził mnie do biblioteki. Ciepło panujące wewnątrz oraz zapach starych ksiąg od razu sprawiły, że poczułem się spokojniej. Przesuwałem wzrokiem po półkach, aż w końcu jedna z książek przyciągnęła moją uwagę niemal natychmiast, świąteczna historia. Pomyślałem, że może dzięki niej dowiem się czegoś więcej o samych świętach, o ich znaczeniu i zwyczajach.
Drugą książką, która wpadła mi w oko, była zatytułowana *Porzucone dziecko*. Nie potrafiłem wyjaśnić dlaczego, ale poczułem nagłą, niemal natarczywą potrzebę, by ją mieć. Jakby coś w środku szeptało, że ta historia jest mi bliższa, niż chciałbym przyznać.
Ostatecznie wziąłem obie. Wiedziałem, że przydadzą się, by zabić czas, kiedy zostanę sam, a może nawet na coś więcej niż tylko chwilowe oderwanie myśli.

<Elianie? C:<

Od Soreya CD Mikleo

 Jego słowa mnie mocno zaskoczyły. Dziecko, ze mną? Tym mną? Znaczy się, ja doskonale pamiętałem, że kiedyś był ten temat poruszany, ale on był bardzo dawno temu, trochę rzeczy się w nas i wokół nas pozmieniało. No i też z tego co kojarzyłem, to Mikleo chciał sobie dać kilka lat spokoju, odpocząć, pozwiedzać. Co prawda, teraz ma pewnie małą traumę po naszej wyprawie, ale pewnie i tak wkrótce będzie chciał iść na kolejną. W końcu nie potrafi za bardzo usiedzieć w jednym miejscu, co dla jego gatunku jest normalne. A ja... a ja po prostu za nim pójdę. Gdzie tylko będzie chciał. Jak daleko będzie chciał. 
– Wiem, że tego chciałem, ale taka ciąża z demonem może cię wykończyć. I chociaż bardzo chcę dziecko, przy którym będę mógł aktywnie uczestniczyć w jego życiu, wychowaniu, jeszcze bardziej wolę, by ci się nic nie stało. Twoje bezpieczeństwo jest dla mnie najważniejsze – wyszeptałem, a następnie chwyciłem jego dłoń i uniosłem ją tak, by móc złożyć na jej wierzchu delikatny pocałunek. 
– A ja bardzo chcę dać ci dziecko. Widzisz? Nasze pragnienia się świetnie dopełniają – stwierdził, kompletnie nie przejmując się konsekwencjami. 
– Martwię się, jak to będzie wyglądać tym razem. Pomyślimy jeszcze nad tym. Jak ostatnim razem o tym rozmawialiśmy, chciałeś tyle rzeczy uczynić. Odpocząć. Pozwiedzać. Może najpierw spełnimy twoje pragnienia? – zasugerowałem, chcąc go delikatnie odwieść od tego pomysłu, który dla niego mógłby być krzywdzący. 
– Nie chcę już zwiedzać. Wybraliśmy się na przygodę, i co? Dalej dochodzisz do siebie – przypomniał mi gorzko. Jeszcze te wspomnienia w nim się nie zagoiły... to nic. Mamy przed sobą całą wieczność. 
– Ale chcesz spędzić miłe święta. Miałeś przyozdabiać dom z dzieciakami, tak? – skupiłem się bardziej na niedalekiej przyszłości. Na dzieci przyjdzie pora. A teraz są rzeczy znacznie ważniejsze. – Zajmij się tym. A jak zrobicie miejsce na choinkę, postaram się jakąś przynieść – dodałem, poprawiając ten jeden niesforny kosmyk jego włosów, który to wydostał się z jego warkocza. 
– Nie chcesz nam pomoc? – zapytał, na co pokręciłem przecząco głową. To był bardzo, ale to bardzo zły pomysł. Nie potrafiłem cieszyć się świętami tak bardzo, jak kiedyś. Tak właściwie, to już w ogóle nie byłem w stanie się nimi cieszyć. 
– Tylko bym wam humor zepsuł. W międzyczasie jak będziecie się świetnie bawić, to ja tu zmierzę meble. Może coś zaraz projektować...? No, zobaczę, na co mi czasu starczy. A ty się mną nie przejmuj i ciesz się świętami tak, jak tego pragnąłeś – odpowiedziałem, uśmiechając się delikatnie, łagodnie. – Słyszysz? Już cię wołają. Idź do nich, nim nam dom w płomieniach postawią, widziałem, że kilka świeczek kupili – dodałem, słysząc charakterystyczne wołanie mamy. 

<Owieczko? c:>

Od Daisuke CD Haru

 Poczułem... złość. W tej chwili potrzebowałem rady, głosu rozsądku, dodatkowej opinii. A on co? Wszystko na moich barkach, zwłaszcza teraz, kiedy go potrzebowałem. Odsunąłem się od niego, nie mając ochoty z nim dłużej tu przebywać. Skoro ma mi gadać takie pseudo mądrości, to ja sobie sam poradzę. Jak zwykle. Niby nie jestem sam, niby jest ze mną, ale finalnie i tak jestem sam. A to popchnęło mnie do kolejnych myśli, czy jak będę miał kłopoty z dzieckiem, też będę wam? Zapewne. I tyle by było, jak chodzi o partnerskie wsparcie. 
– Oczywiście, tego mogłem się spodziewać – mruknąłem, podnosząc się z materaca. – Potrzebuję ciebie, twojej rady, a ty umywasz ręce. I tak jest z każdą poważną decyzją. Mam dosyć, że jak przychodzi co do czego, to wszystko jest na mojej głowie. 
– Nie mogę podjąć decyzji, która może mieć wielki wpływ na zdrowie twoje i naszego dziecka – powiedział spokojnie, co zdenerwowało mnie jeszcze bardziej. 
– Nie oczekiwałem od ciebie podjęcia decyzji. Chciałem poznać twój punkt widzenia, a jestem sam. Znów. Najwidoczniej samotność to coś, co jest wpisane w geny naszej rodziny – burknąłem, zarzucając na ramiona ciepły szlafrok. 
– Skarbie, nie o to mi chodziło – zaczął, ale ja już miałem go serdecznie dosyć. – Ja tylko... 
–Tak, ty się tylko. Ty zawsze tylko. Zachowałbyś się raz jak mężczyzna – burknąłem, opuszczając pokój. 
Że też to było w naszym pokoju... Z chęcią bym tu został, było tu w końcu ciepło, i miło, ale wyjątkowo nie miałem ochoty na spędzanie czasu z Haru. Jak zawsze jego towarzystwa było mi mało, tak teraz... zdenerwował mnie. Zawiódł. Zamiast wsparcia, położył mi na ramionach jeszcze większy ciężar. Od razu się skierowałem do swojego gabinetu, w którym panował okropny ziąb. No tak, jak tu czasu nie spędzam, to po co palić... pierwsze, co zrobiłem, to zająłem się kominkiem, a zaraz potem skuliłem się w fotelu, który przesunąłem bliżej źródła ciepła. Przez chwilę wpatrywałem się w leniwie tańczące płomienie i za chwilę poczułem, jak do oczu napływają mi łzy. Czułem się taki bezradny. Bez wyjścia. Z jednej strony czułem się zobowiązany do opieki nad nią, do zapewnienia jej tego, czego potrzebuje, a skoro napisała tak poruszający list, to tego towarzystwa ewidentnie potrzebuje. I też ostatnio nas przecież zaprosiła, by się niby pogodzić... Też odzywał się we mnie drugi głos, ten ostrożniejszy, skrzywdzony i bardziej samolubny. W końcu, tyle lat udawała, tyle lat mnie krzywdziła, manipulatorka z niej świetna... może, skoro sama idzie na dno, także mnie tam będzie chciała zabrać? Jest zdolna do wielu rzeczy. Strasznych rzeczy, nawet wobec tych, których w teorii powinna bronić, bo są jej najbliżsi. Podkuliłem nogi o brodę i objąłem kolana, czując delikatne drżenie ciała. Już sam nie wiem, czy to zimno, czy bezsilność.

<Piesku? c:>

Od Eliana CD Serathiona

 Faktycznie, większość ludzi raczej chciałaby jego śmierci, i nie bez powodu. Wampiry kojarzą się ze śmiercią nie bez powodu, rzadko kiedy ich ofiary przeżywały, a ludzie ambitni, żądni władzy widzą w nich zupełnie inne zagrożenie; długowieczność, możliwość nałożenia uroku, wielkie doświadczenie, ogromny majątek. Pewnie dlatego rodziny takie jak jego są tępione regularnie, chociaż nie przeze mnie. Nie lubię napadów na gniazda wampirów, bo w pojedynkę nie było to możliwe, a pracować z inną grupą łowców mi się nie uśmiechało. Moim targetem były pojedyncze wampiry, które były zagrożeniem dla ludzi. Przez to, że Serathion się mścił, i pożywiał się chociaż przez chwilę ludzką krwią, łatwo mnie mogli oszukać, tym bardziej, że przyłapałem go na polowaniu. Następnym razem powinienem się lepiej zaznajomić ze zleceniem. 
– Jesyem pewien, że nie wszyscy. Ostanio miałeś fana – przypomniałem mu, by trochę go rozbawić. 
– Wspaniały fan który omal cię nie zabił – pokręcił z niedowierzaniem głową. Dalej go to nie bawiło. W przeciwieństwie do mnie. 
– Na szczęście mam wspaniałego partnera, który znalazł mnie w porę – powiedziałem, po czym go pocałowałem w czubek nosa. – Jestem pewien, że nie wszyscy ludzie tak źle myślą o wampirach. W tym królestwie owszem, ciężej znaleźć kogoś wyrozumiałego, tu nie tylko wampiry mają przechlapane. Ale w innych królestwach? Pewnie zależy od prawa, ale jestem pewien, że są miejsca, gdzie wampiry mogą się czuć bezpieczne, przynajmniej te, które nie mordują zwykłych cywilów.
– Naprawdę? – spytał podekscytowany. – Dalibyśmy tam dotrzeć? 
– Najpierw trzeba się dowiedzieć, jaki to kraj. I gdzie się znajduje. Bo jak za morzem... cóż, czekałaby nas przeprawa statkiem. Nie wiem, czy ja się piszę na takie rzeczy – przyznałem cicho, powoli podnosząc się do siadu. – Skoro ty tak pięknie wyglądasz, to i ja powinienem się ogarnąć. Nie godzi się wyglądać jak włóczęga przy tak wspaniałej osobie. 
– Bylebyś nie wyglądał za dobrze. Bo jeszcze do ciebie będą się kleić – mruknął, co przyjąłem z rozbawieniem. To takie dziwne kiedy ktoś jest o ciebie zazdrosny. I na swój sposób miłe. 
– Nie martw się, przy tobie nigdy nie będę wyglądał dobrze – odparłem, zaczynając się powoli się ogarniać. A to świeża koszula, a to spodnie... Skoro idziemy do teatru, trzeba się prezentować. Znaczy, mam nadzieję, że uda nam się na coś załapać. Tylko może wpierw jeszcze do biblioteki, coś mu wypożyczyć, by miał co robić, kiedy ja będę jutro musiał wyjść. Na pewno związek z nim nauczy mnie doskonale zarządzać czasem. – Myślisz, że powinienem coś zrobić z włosami? Czy takie gniazdo mi pasuje? – spytałem, zwracając jego uwagę na coś zupełnie innego, by przypadkiem w jego głowie nie pojawiły się jakieś przykre myśli. Za bardzo ostatnio rozmyśla, i to jeszcze o takich negatywnych rzeczach. A to, że nie powinniśmy być razem, że ludzie go nienawidzą, że nic nie może robić za dnia... trzeba tak trochę zmienić jego nastawienie. 

<Różyczko? c:>

niedziela, 28 grudnia 2025

Od Mikleo CD Soreya

Doskonale wiedziałem, że Sorey nie lubi świąt i nie było w tym nic złego. Nie musiał ich lubić, nigdy go do tego nie zmuszałem. A jednak, gdy myślałem o tym, by był przy mnie w te dni, nagle wszystko inne przestawało mieć znaczenie.
Po powrocie do domu dzieciaki od razu zabrały się za wypakowywanie produktów z toreb. Śmiech i gwar wypełniły kuchnię, a ja, korzystając z tej chwili ruszyłem na poszukiwania mojego męża.
Znalazłem go w naszej sypialni. Siedział na łóżku, rozglądając się po pomieszczeniu, jakby oceniał meble, zapewne zastanawiał się, od czego zacząć kolejne porządki. Ten widok ścisnął mnie lekko w środku.
- Wszystko w porządku? - Zapytałem cicho, siadając na jego kolanach.
- Tak… po prostu nie chcę wam przeszkadzać - Odpowiedział.
Ciężkie westchnięcie wyrwało mi się z piersi, zanim zdążyłem je powstrzymać.
- Przeszkadzać? Wiem, że nie lubisz świąt, ale chyba spędzimy je razem, prawda? W końcu jesteś moim mężem. Chciałbym spędzić ten czas z dziećmi… i z mężem, którego kocham. I którego może będę mógł obdarować ładnym prezentem. - Spojrzał na mnie z wyraźnym zaskoczeniem.
- Prezentem? Jakim prezentem? - Dopytał, a jego dłoń niemal odruchowo spoczęła na moich biodrach.
- Cóż… - Zawahałem się na moment. - Mogę założyć dla ciebie coś z rzeczy, które już mamy w domu. Albo kupić coś nowego, jeśli to sprawi ci przyjemność. - Nachyliłem się i pocałowałem go w policzek, zostawiając tam krótki, ciepły ślad. Wiedziałem, że nie chodziło o sam prezent, a o czas spędzony z rodziną.
Mój mąż odruchowo zaczął drażnić moją skórę lekkimi, niemal niewinnymi ruchami, a jednak wcale nie było to takie niewinne. Jego dotyk zawsze działał na mnie zbyt intensywnie, zbyt szybko. Wiedziałem, że nie powinien. Dzieci były w kuchni, kilka ścian dalej, a mimo to moje ciało reagowało tak jakbyśmy byli tu sami.
- Zastanowię się - Wymruczał w końcu. - Może wystarczy to, co mamy w domu. Poza tym będą dzieci… przy nich lepiej, żebyś nie nosił tych swoich ciuszków - Uśmiechnął się lekko, doskonale widząc, jak bardzo mnie rozprasza. Westchnąłem cicho, opierając czoło o jego ramię.
- Cóż… wcale się nie zdziwię, jeśli Lailah znów się tu pojawi i zabierze ich na święta. Wie, że je lubią. Tam mają wszystko, czego tutaj im brakuje. - Przesunąłem dłonią po jego policzku, chcąc go uspokoić. Wtedy jego twarz wyraźnie posmutniała.
- No tak… przeze mnie wszystko jest nie tak, jak być powinno - Powiedział cicho.
- Nie mów tak - Zaprzeczyłem natychmiast. - Kochamy cię. I dzieci, i ja. Niczego ci nie mamy za złe. Naprawdę. - Spojrzał na mnie uważnie, jakby sprawdzał, czy mówię prawdę.
- Wiem… chociaż jako anioły nie powinni ze mną być. Chciałbym mieć dziecko, którego nie musiałbym trzymać na dystans. Nie bać się, że moja demoniczna energia może mu zaszkodzić. - Rozumiałem go aż za dobrze. Ten lęk towarzyszył mu od zawsze.
- Nic im nie zrobisz. I one też to wiedzą. A poza tym… - Zawahałem się na moment, po czym uśmiechnąłem się delikatnie. - Za jakiś czas, może nawet całkiem niedługo, postaramy się o malucha. Takiego, który będzie miał w sobie coś z ciebie. - Poczułem, że to pragnienie jest we mnie silniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Może to było przez sposób, w jaki na mnie patrzył. Może przez jego cichy smutek. Wiedziałem tylko jedno, chciałem dać mu dziecko, które przyniosłoby mu spokój i szczęście. Nawet jeśli miałbym dać mu je już teraz.

<Pasterzyku? C:>

Od Haru CD Daisuke

Od razu uchwyciłem jego dłonie, chcąc powstrzymać go przed bezsensownym ścieraniem skórek. To nie było ani zdrowe, ani potrzebne. Widziałem, jak bardzo jest roztrzęsiony. Musiał się uspokoić, zatrzymać choć na moment i na trzeźwo wszystko przemyśleć. Powinien zadać sobie jedno, kluczowe pytanie: Czy naprawdę chce mieć ją w domu i czy te święta z jej obecnością będą dla niego choć trochę lżejsze?
Teraz powinien myśleć przede wszystkim o sobie, a nie o kobiecie, która przez większość życia nie okazywała mu szczególnej uwagi ani troski. Jeśli jednak czuł, że chce, aby spędziła z nami święta, nie miałem nic przeciwko. To w końcu jego babcia, nieważne, jaka była wcześniej. Jeśli umiera i potrzebuje bliskości, a on chce jej ją dać, powinien zrobić to zgodnie z własnym sumieniem.
- Skarbie - Odezwałem się spokojnie, starając się go wesprzeć, uchronić przed problemami i wyciszyć. - Przede wszystkim musisz się uspokoić. Tylko spokój może nas teraz uratować. Musisz dobrze przemyśleć, czy naprawdę chcesz ją tu na święta i czy twoje zdrowie psychiczne oraz fizyczne jest warte tego, co będziesz przeżywał, gdy się tu pojawi. - Zrobiłem krótką przerwę, po czym mówiłem dalej, ciszej, ale stanowczo:
- Pamiętaj, że jesteś w ciąży. Twoje zdrowie jest teraz najważniejsze. Jeśli poczujesz, że chcesz spędzić święta razem z nią, będę cię w tej decyzji wspierał. Ale nie myśl o tym tak, jakbyś nie miał wyjścia, zawsze je masz. Najważniejsze jest to, co ty czujesz i czego ty naprawdę potrzebujesz. - Ścisnąłem jego dłonie mocniej. - Masz w sobie nasze dziecko. I jeśli ona zrobiłaby cokolwiek, co mogłoby cię skrzywdzić, nie będę stał z boku. Wiesz, że jeśli spróbuje cię zranić, pożałuje tego. Dopilnuję, żeby nic ci się nie stało. - Przyciągnąłem go do siebie, obejmując pewnie, ale delikatnie. Cokolwiek by się wydarzyło, przejdziemy przez to razem, a to jest najważniejsze.
Daisuke westchnął ciężko i schował twarz w moich ramionach, jakby szukał w nich choć odrobiny spokoju. Wiedziałem, że w tej chwili intensywnie zastanawia się, co powinien zrobić. To była jego decyzja, jego babcia, jego poczucie obowiązku i jego sumienie. Ja niewiele mogłem tu zmienić. Nie byłem nawet pewien, czy cokolwiek, co bym powiedział, wpłynęłoby na jego ostateczne postanowienie.
Co prawda jeszcze się nie określił, ale gdzieś głęboko w środku czułem, że wszystko zmierza ku temu, by jego babcia spędziła z nami święta. I jeśli tak miało być, nie zamierzałem stawać mu na drodze. Jeśli to miało go uszczęśliwić, zaakceptowałbym to. Byleby tylko nie zrobiła niczego głupiego. Bo jeśli by spróbowała… mogłaby tego bardzo pożałować.
- Nie wiem, co powinienem teraz zrobić - Odezwał się w końcu cicho. - Chciałbym, żeby tu była, ale wiem też, że to może się źle skończyć. Co ty byś zrobił na moim miejscu? - Uniósł głowę i spojrzał mi prosto w oczy, jakby szukał we mnie odpowiedzi, której sam się bał.
Westchnąłem cicho.
- Nie wiem - Odpowiedziałem szczerze. - I nie chcę, żebyś kierował się tym, co ja myślę. To twoja decyzja. Tylko ty możesz wiedzieć, czego naprawdę chcesz. - Ująłem jego twarz w dłonie, zmuszając go, by skupił się na mnie. - Jak już mówiłem, będę cię wspierał w każdej sytuacji. Bez względu na to, co postanowisz. Ale nie chcę decydować za ciebie. Nie chcę, żebyś kiedyś czuł się źle tylko dlatego, że to ja podjąłem decyzję zamiast ciebie. - Przyciągnąłem go z powrotem do siebie. - To musi być decyzja, z którą ty sam będziesz potrafił żyć. - Dodałem, całując delikatnie jego czoło.

<Paniczu? C:> 

Od Serathiona CD Eliana

 Czy miał się martwić? Lub z jakiegoś powodu bać? 
Oczywiście, że nie. Nie zrobię mu krzywdy. Nie wykorzystam go w żaden obrzydliwy sposób. A jeśli spojrzeć na to z innej strony… to ja jestem wykorzystywany. To ja jestem pod nim, nie nad nim. To mnie człowiek całkowicie zdominował. Więc on sam naprawdę nie musi się niczym przejmować.
- Nie - Odezwałem się spokojnie. - Raczej nie. Gdybym naprawdę chciał ci coś zrobić, już dawno bym to zrobił. Więc nie masz się czym martwić. A jeśli kiedyś zechce abyś mi się odwdzięczył za moją wspaniałomyślność - Uśmiechnąłem się lekko - To może to być naprawdę przyjemna spłata. Dla nas obu. - Zapewniłem go o tym, posyłając mu swój uroczy uśmiech. Przecież wiedziałem, że był najpiękniejszą rzeczą, jaką mógł zobaczyć. Wiem, nie jestem szczególnie skromny. Ale on to lubi. Ja to lubię. Więc gdzie właściwie problem?
- Yhym - Kiwnął głową, nie dodając nic więcej. - I może to dobrze. Po co drążyć temat? Jest dobrze tak, jak jest. Lepiej, że nie pyta i tak nie zdradziłbym mu nic więcej. - Ty naprawdę jesteś dziwny - Mruknął jednak po chwili. Cały on. Nie byłby sobą, gdyby nie dorzucił czegoś od siebie.
- Jestem dziwny - Przyznałem cicho. - Ale skoro mówisz, że chcesz mnie mieć na własność… to chyba ty jesteś głupi. - Uniósłem głowę, zbliżając się do niego na tyle, by poczuł mój oddech. - Bo wiesz, kim jestem. A mimo to każdego dnia spędzasz ze mną noce i dnie. Leżysz obok mnie, nie bojąc się tego, kim naprawdę jestem. - Wymruczałem to, delikatnie muskając jego usta, bardziej obietnicą niż gestem.
- Tak, wiem, kim jesteś. I wciąż mnie to zaskakuje. Wampir, który nie chce krzywdzić ludzi. Wampir, który potrafi się głodzić tylko po to, by nikogo nie skrzywdzić. - Uniósł kącik ust w lekkim uśmiechu.- Jesteś naprawdę dziwny. Ale chyba właśnie to najbardziej mi się w tobie podoba. - Nie dał mi czasu na odpowiedź. Połączył nasze usta w namiętnym pocałunku, przyciągając mnie bliżej siebie, jakby bał się, że jeśli choć na chwilę mnie puści, zniknę. Odwzajemniłem pocałunek bez wahania. Moja dłoń niemal odruchowo wsunęła się pod jego koszulkę, badając znajome ciepło skóry. Może i nie dojdzie do niczego więcej, bo już dziś pozwoliliśmy sobie na zbyt wiele, jednak w tej chwili chciałem tylko dotknąć ciało które należy do mnie.
Elian chwycił moją dłoń i delikatnie, ale stanowczo wysunął ją spod swojej koszulki.
- Zostaw - Wymruczał przy moich ustach. - Bo jeszcze zapragnę wziąć cię tu i teraz. - Parsknąłem śmiechem. Rozbawił mnie bardziej, niż pewnie chciał. Nie mogłem mu na to pozwolić, ani dziś, ani w tej chwili. Atrakcji mieliśmy już wystarczająco dużo. On potrzebował odpoczynku. Spacer, świeże powietrze, zwyczajne bycie razem, to musiało wystarczyć.
- Oczywiście - Prychnąłem. - Bo przecież bym ci na to pozwolił. - Sprzedałem mu lekki pstryczek w nos, bardziej zaczepnie niż złośliwie. Uśmiechnął się, a ja przez moment pomyślałem, że właśnie takie chwile są najniebezpieczniejsze, bo sprawiają, że zapominam, kim jestem. - Zaraz zrobi się ciemno - Dodałem już ciszej. - Chciałbym wyjść. Spędzić z tobą trochę czasu na świeżym powietrzu. - Zawahałem się. Myśl pojawiła się nagle, nieproszona, jak cień przesuwający się po ścianie. I zanim zdążyłem ją powstrzymać, wypowiedziałem ją na głos. - Szkoda tylko, że nie mogę żyć jak normalni ludzie.. Ale cóż… taki już urok bycia potworem. Najsmutniejsze jest to, że nieważne, co zrobię i jak bardzo będę się starał… Jeśli kiedyś ludzie z jakiegoś powodu dowiedzą się, kim jestem, i tak będą chcieli mnie zabić. - Słowa zawisły między nami cięższe niż cisza.

<Elianie ? C:>

Od Eliana CD Serathiona

 Czyli lubił czytać... to dobrze. Wypożyczę mu książkę, może dwie, i kiedy ja będę się rozglądał za niespodzianką urodzinową dla niego, albo jadł posiłki na dole, on będzie sobie w ten sposób zabijał czas. I to w znacznie lepszy sposób niż gadaniem do misiów. Będę czuł się troszkę mniej winny tego, że nie spędzam z nim wystarczającej ilości czasu. Ciekawe, czy istnieje możliwość, by chodził w promieniach słońca. Jakiś artefakt, zaklęcie...? Powinienem mieć na ten temat uszy szeroko otwarte. Nie słyszałem, by jakiś wampir chodził w świetle słońca. Chociaż, czy gdyby takiemu wampirowi się udało, to by się tym chwalił? Muszę się przyjrzeć temu tematowi, skupić się na legendach i nasze podróże planować pod właśnie tym tematem. Czeka mnie zatem wizyta w ratuszu, i w bibliotece. Ale to jutro. Teraz poczekam z nim, aż w końcu słońce zajdzie. Później ubiorę się jak człowiek, przeczeszę włosy i udam się wraz z nim na spektakl. A jak nic nie będzie grane, to na spacer. Miły, może trochę romantyczny wieczór, podczas którego to skupiamy się tylko i wyłącznie na sobie, kompletnie leniwy i spokojny. Po tym, jak niebezpieczne jest moje życie, zaczynam cenić takie spokojnie wieczory. 
– Normalnie nie cierpię tego okresu w roku. Ale teraz, kiedy jesteś obok, i mogę o ciebie dbać, i jeszcze mamy spędzić razem własne święta... Nigdy nie pomyślałbym, że może mi się ten miesiąc spodobać – powiedziałem cicho, szczerze, gładząc jego plecy. Na swój sposób, jestem tak dziwnie podekscytowany, i nie mogę się doczekać, jak będę mógł spędzić z nim ten konkretny dzień, który do tej pory tak źle mi się kojarzył. 
– Widzisz, jestem tak niesamowity, że rozświetlam nawet najgorszy miesiąc – powiedział z teatralną przesadą, oczywiście się ze mną drażniąc. Ale dla mnie to nie była przesada. To był fakt. Był w końcu niesamowity, w tym niesamowicie irytujący... Ale i też mój. Całkowicie mój. 
– Oczywiście, że tak. To tylko i wyłącznie twoja zasługa – zauważyłem rozbawiony, bawiąc się jego kosmykami. Takie mięciutkie, takie podatne... no, nie mogłem się nacieszyć nimi. – Nigdy ci nie wynagrodzę twojej wspaniałości. 
– Wynagrodzisz, wynagrodzisz. Ja już dopilnuję, by zostało mi to wynagrodzone – wymruczał, a ja wyczułem, że mnie nie kłamie. Tylko, czym będzie ta nagroda? To będzie wiedział tylko i wyłącznie on, chociaż mam pewne podejrzenia. Nie dość, że mam dobrą krew, to jeszcze jestem dobry w łóżku. Nawet bardzo dobry, co jest trochę zaskoczeniem dla mnie i dla niego. Po prostu... działała intuicja. A później jeszcze jego wskazówki, które to mocno sobie w głowie zapisałem, chociaż jak widać, nie zawsze się one sprawdzają, bo dzisiaj w ogóle nie chciał zmysłowości i intymności. I jak go tu zadowolić, jak jednego dnia woli na spokojnie, by jego ciało zostało dopieszczone w najmniejszym calu, by już za chwilę stwierdzić, że woli, bym wziął go jak zwierzę. I weź się człowieku domyśl. 
– Mam się martwić? – spytałem rozbawiony, unosząc jedną brew. 

<Różyczko? c:>

Od Serathiona CD Eliana

Książki… Jak dawno nie trzymałem w dłoniach czegoś nowego. W moim zamku nie było już ani jednej historii, której bym nie znał na pamięć. Wszystko, co posiadałem, przeczytałem dawno temu, raz, potem drugi, aż w końcu wielokrotnie, z desperacji, byle tylko zabić nudę. Nuda była jednak tylko cieniem prawdziwego problemu. Najgorsza była samotność.
Ogromny zamek, pełen pustych korytarzy i sal, w których echo moich kroków brzmiało jak wyrzut. Bez możliwości wyjścia. Uwięziony między kamiennymi murami i własną naturą. A gdy w końcu zapadała noc, jedyna pora, która mogła mnie ochronić przed słońcem i ludźmi, mogłem opuścić to miejsce. Wtedy jednak prawda uderzała najmocniej.
Byłem sam. Sam jak palec. Po śmierci rodziców nie zostało mi nic oprócz nieśmiertelności, której nigdy nie pragnąłem. Nigdy nie byłem naprawdę kochany. Każda relacja, w którą wchodziłem, była błędem — krótką iluzją bliskości. Zaspokajałem ich i siebie, bo tylko to potrafiło na chwilę zagłuszyć pustkę. Było to jednak ukojenie fałszywe, kruche, rozpadające się zaraz po tym, jak gasły emocje. Smutek wracał zawsze. I poczucie, że nie należę do tego świata.
Jak dobrze, że to wszystko jest już za mną.
Było minęło. Nie wróci. Teraz, u boku Eliana, wiem, że mam coś, czego nigdy nie śmiałem pragnąć. Bezpieczeństwo. Spokój. A może nawet… miłość. Dziwną, niepokojącą, taką, która nie powinna istnieć. Wampir nie powinien kochać łowcy. Łowca nie powinien pozwolić sobie na uczucia wobec potwora. A jednak obaj złamaliśmy tę zasadę.
- Lubię czytać książki - Odezwałem się w końcu, przerywając ciszę. - To znaczy… lubiłem. Od lat nie czytałem nic nowego. - Uśmiechnąłem się do niego delikatnie, choć w środku poczułem ukłucie dawnej tęsknoty.
- Dlaczego? - Zapytał cicho. - To znaczy… domyślam się, ale chciałbym usłyszeć to od ciebie. - Jego dłoń spoczęła na moim policzku. Ciepła. Ludzka. Zbyt żywa jak na coś, co nie powinno należeć do mojego świata.
- To proste - Odpowiedziałem po chwili. - Ludzie i słońce. Nawet mając nieograniczone pieniądze, nie mogłem po prostu wyjść i kupić książki. Nocą wszyscy śpią, a tylko wtedy mogłem opuścić zamek. Poza tym… było to zbyt ryzykowne. Wiedzieli, że istnieje wampir. A ja nie potrafiłem ukryć tego, kim jestem. - Przysunąłem się bliżej, niemal instynktownie, opierając głowę o jego pierś. Wsłuchiwałem się w rytmiczne bicie serca, dźwięk, którego sam nigdy nie posiadałem. Moje serce było martwe. Nieruchome. Niepotrzebne.
Wampiry nie mają ludzkich odczuć, tak mówiono. Zimne, niebijące serce miało nas czynić potworami. A jednak, w tamtej chwili, przy Elianie, czułem więcej niż przez całe swoje długie życie.
I to właśnie przerażało mnie najbardziej.
Czy uczucie, które do niego czułem, czyniło mnie słabym?
Czy to źle, że w ogóle potrafię kochać?
Dla większości odpowiedź byłaby oczywista, tak. Wampir nie powinien kochać. Miłość to słabość, słabość którą można wykorzystać. A jednak ja… ja cieszyłem się, że jest przy mnie. Dzięki niemu moje życie, tak długie i puste, znów nabrało sensu. Po raz pierwszy od wieków nie istniałem jedynie z przyzwyczajenia. Żyłem, na swój własny, nieludzki sposób.
- Rozumiem - Odezwał się w końcu Elian, a w jego głosie nie było ani litości, ani strachu. - To bardzo smutne, ale od dziś nie musisz się już niczym martwić. Jestem przy tobie. - Uśmiechnął się lekko i ścisnął moją dłoń, jakby chciał mnie upewnić, że naprawdę tu jest.
- Kupię ci tyle książek, ile tylko będziesz chciał - Dodał. - A dziś, jeśli biblioteka będzie jeszcze otwarta, wypożyczymy coś dla ciebie. Gdy przeczytasz, pomyślimy o zakupie. - Jego propozycja rozgrzała mnie od środka. Sam pomysł posiadania nowych książek był kuszący, niemal niebezpiecznie kuszący. A jednak rozsądek szybko wziął górę. Nie mieliśmy miejsca, by je przechowywać, a noszenie ich ze sobą byłoby tylko kolejnym ciężarem.
- Wypożyczenie brzmi równie dobrze - Odpowiedziałem po chwili. - Przynajmniej nie będziemy musieli ich później nosić, kiedy już stąd wyruszymy. Elian skinął głową, jakby dokładnie tego się spodziewał.
Spojrzałem na zegarek. Jeszcze chwila. Jeszcze moment i wreszcie będziemy mogli stąd wyjść. Z dala tych murów w których trochę mi się nudziło. Ale wytrzymam. Muszę. Na pewno dam radę. Bo tym razem nie byłem sam. A jego obecność pozwoliła mi czuć się dobrze nawet w czterech ścianach.

<Towarzyszu? C:>

Od Soreya CD Mikleo

 No tak, te święta... nie przepadałem za nimi z oczywistych względów. Domyślałem się jednak, że nie uda mi się ich uniknąć w tym roku, chociażby ze względu na moich najbliższych. Chociaż i tak uważam, że lepiej dla nich byłoby, gdyby na te święta gdzieś wyjechali. Mógłbym nawet wziąć Mikleo w ramiona i go zabrać do Lailah i całej reszty. W królewskim pałacu ich święta byłyby znacznie lepsze, niż ze mną, nawet jeśli Miki uważa inaczej. 
- Nie wydaje mi się, aby świąteczne ozdoby były wymogiem do miłego spędzenia świąt. A jeżeli są, to jeszcze mamy w domu na pewno coś – odpowiedziałem cicho, spokojnie, starając się nie pokazywać mojej niechęci. Te wszystkie pobożne święta... one w ogóle jeszcze mają sens? Wszystko, o co w nich chodzi, to o kupowanie jak największej ilości właśnie takich bibelotów. I jak to ma pomóc w świętowaniu bożego narodzenia? 
- No mamy, mamy, ale jakieś takie małe odświeżenie by się przydało. I choinka... mógłbyś ściąć dla nas choinkę? - poprosił, uśmiechając się delikatnie, ładnie, tak, jak lubię. Ależ on jest okropny. Robi to specjalnie, bym się zgodził. I oczywiście, że się zgodzę, bo dla niego wszystko. 
- A nie chciałbyś spędzić świąt ze swoim chrześniakiem? Jestem pewien, że z chęcią by was przyjął. Tam atmosfera byłaby znacznie lepsza niż u nas – zaproponowałem nieco lepszą opcję. Nie byłbym sobą, gdybym tego nie uczynił. 
- Ależ oczywiście, że nie. Nie będziesz chciał tam z nami być, prawda? - spytał, na co pokręciłem głową. - Więc święta tutaj. Pierwsze w takim gronie – odpowiedział, delikatnie podekscytowany. Pierwsze święta...? No tak, pierwsze. Rok temu jeszcze trwał terror Abaddona. 
- Wybierzcie kilka niezbędnych ozdób – rzuciłem w końcu, i dwa razy nie musiałem się powtarzać. I Miki, i dzieciaki, od razu ruszyli na stoisko, żwawo rozmawiając o tym, czego potrzebują, i które są najlepsze. Westchnąłem cicho, czekając cierpliwie, aż wybiorą to, co chcą. Niech nie liczą jednak na to, że później im będę pomagał ten dom dekorować. Wystarczy, że tę choinkę całą będę musiał skombinować.
Mimo, że poprosiłem o wybór kilku ozdób, tych ozdób było znacznie więcej, cała torba, za którą musiałem zapłacić i nieść do domu. Mimo, że trochę to wszystko mi przeszkadzało, nie podobały mi się święta, trzymałem te emocje dla siebie. To oni chcieli tych świąt. A ja nie chciałem im tego zepsuć. Już co prawda nie do końca pamiętałem, jakie to było uczucie, obchodzić te święta. To było tak dawno... zresztą, teraz mam inne priorytety w swoim życiu. Ale dla nich mogę się przymknąć, uśmiechać się i miło z nimi spędzać czas. Co prawda, będę unikał takich rzeczy jak dzielenie się opłatkiem, śpiewanie kolęd, no ale przy porządkach pomogę, przy gotowaniu także, i też na wydatki nie będę bardzo narzekał. I ogólnie narzekać nie będę. Nie w tym okresie. A jak będzie bardzo źle, po prostu zniknę w szopie, czy w pokoju, zabierając się za szkice naszych nowych mebli. Tak, jakoś sobie radę dam, i im tego nie zepsuję. 

<Owieczko? C:>

Od Daisuke CD Haru

 Nim mu odpowiedziałem, rozległo się ciche pukanie do drzwi, co trochę wybiło mnie z rytmu. Spojrzałem niepewnie na Haru i po jego minie wywnioskowałem, że i on się nikogo nie spodziewa. Obiad zjedzony, deser zjedzony, nic więcej nie chciałem, gości się nie spodziewamy... w końcu mój mąż odezwał się cicho „proszę” i do środka weszła jedna z młodych służących, wraz z listem do mnie. Już z daleka rozpoznałem pochyłe i staranne pismo babki. Poczułem delikatny uścisk w żołądku, co nie było spowodowane ciążą, a stresem. Czego chciała? Miała w końcu wszystko; ciepłą rezydencję, medyka pod ręką, zdrowe posiłki, a nawet wyprawiałem jej małe przyjęcia, jeżeli otrzymywałem informacje, że czuje się na siłach i chce spędzić z kimś czas. Nie ma co prawda tej samej swobody, którą miała tutaj, jednak nie mogłem jej na to pozwolić. Nie po tym, jaki koszmar mi zafundowała. Już o przebaczenie prosiła, co zignorowałem; samotność w dzieciństwie przez brak rodziców to jedno. Ale namawianie dziewczyny do składania fałszywych zeznań na mój temat? Wypisywanie do mojego byłego, który tak zafiksował się na moim punkcie, że dopuścił się na mnie gwałtu i później jeszcze zastraszał? To wszystko bolało mnie do tej pory. 
- W porządku? - spytał Haru, podchodząc do mnie niemalże od razu, kiedy tylko wyczuł mój stres. Od razu objął mnie ramieniem, nie nachalnie, a właśnie wspierająco. 
- To od babki – powiedziałem cicho, wpatrując się w kopertę, jeszcze jej nie otwierając. 
- Wiesz, jak nie chcesz, nie  musisz otwierać tego listu – odpowiedział cicho, łagodnie, a ja... sam nie wiem. Nie chcę być złym wnukiem. Ale z drugiej strony, ja w porównaniu z nią byłem naprawdę wręcz idealnym wnukiem, nawet pomimo moich małych występków. 
- Nie mogę jej tak po prostu zignorować – odpowiedziałem w końcu, drżącymi dłońmi otwierając kopertę. 
List był... smutny. I szczery. A przynajmniej bardzo chciałem wierzyć w to, że był szczery. Opisywała, jak to bardzo podupadła bardzo na zdrowiu, i że nie chce spędzać tych świąt sama. I chciałem się zgodzić, to była moja pierwsza myśl. A chwilę później pojawiły się wątpliwości. A jak już dowiedziała się o tym, że staramy się o dziecko? I jak chce coś zrobić mnie, albo Haru? Ile w tym liście było prawdy, a ile kłamstwa? Wiem, że jest chora, bardzo chora, Haru mi to ostatnio potwierdzał, ale równie dobrze może wykorzystać tę chorobę. Myślę, że byłaby w stanie. Kto wie, co w jej głowie siedzi. 
- Co się stało? - spytał, wyczuwając moje zmartwienie. 
- To od babki. Pisze, że gorzej się czuje, i że ostatnie swoje tygodnie, w tym najbliższe święta chciałaby spędzić z nami. I... i nie wiem, czy czegoś nie kombinuję. Chciałbym się zgodzić. Wiem, jak samotność jest dołująca. Ale... ale boję się, że coś się stanie – odpowiedziałem cicho, niepewnie, czując ścisk w żołądku. Odruchowo zacząłem skubać skórki czy paznokciach. Jak się nie zgodzę, wyjdę nie tylko na okropnego wnuka, ale i po prostu na okropną osobę, skazując ją na to, czego ja się najbardziej boję. A jak się zgodzę, i stanie się tragedia? Jestem w sytuacji przez wyjścia. 

<Piesku? C:>

Od Eliana CD Serathiona

 Tak jak myślałem, Serathion był zainteresowany. Tylko za bardzo przejmuje się pieniędzmi... owszem, pewnie trochę wydam, ale dla niego mogę. W końcu, za wiele ostatnio i tak nie wydaję, trochę oszczędzam dzięki Donie i chwała jej za to, jest przekochaną kobietą, a on pozna coś nowego. Taki wypad raz na jakiś czas na pewno dobrze zrobi i jemu, i mnie. Trochę takiego spotkania z kulturą nawet mnie dobrze zrobi. Do takich przybytków nie chodzę, bo czemu bym miał? Tak właściwie, też w końcu to będzie mój taki pierwszy raz. Oboje doświadczymy czegoś nowego dzisiejszego wieczoru... o ile coś będzie wystawiane wieczorem. Jak nie dzisiaj, to może jutro... cóż, przejdziemy się, zobaczymy. I tak trochę tu posiedzimy, chyba, że wcześniej będzie miał dosyć tych wszystkich przykrych słów. Nie miałbym z tym problemu, mógłbym ruszyć dalej. Zresztą, zima jest dla niego bardziej przyjazna, z reguły na dłuższą noc. Może powinienem trochę zmienić swój tryb życia... zamiast zimować, może powinienem się zatrzymywać się na lato? Dla mnie byłoby gorzej, bo w ciepłe pory roku jestem taki bardziej mobilny, i łatwiej się poluje, ale czasem na pewne kompromisy trzeba się zgadzać. Pomyślimy. Pożyjemy trochę ze sobą, nauczymy się ze sobą żyć, zobaczymy, jak to będzie działać. 
- Więc ustalone. Pójdziemy do teatru, jak prawdziwi ludzie kultury – powiedziałem zadowolony, kreśląc szlaczki kciukami na jego biodrach. Troszkę za bardzo wyczuwałem jego kości... muszę go więcej karmić, moje biedactwo. 
- Ludzie kultury? To aż tak prestiżowe miejsce? - zapytał, a ja wyczułem bijące od niego delikatne zaniepokojenie.
- Nie martw się o pieniądze. To naprawdę nic, raz na jakiś czas możemy sobie pozwolić na takie rzeczy – powiedziałem cicho, uspokajająco. Niby tak się pieniędzmi nie przejmował, a jednak marudzi i się martwi. Przeze mnie. Ja tam sobie poradzę świetnie, w gorszych sytuacjach w końcu byłem i przeżywałem. A teraz jesteśmy w naprawdę niezłej sytuacji, nie pamiętam, kiedy ostatni raz miałem tak dużo pieniędzy na zimę. Mogłem sobie pozwolić na wszystko, na co tylko miałem ochotę, a i tak jeszcze mi zostanie sporo. - Poznawaj ten świat. Ciesz się nim. I kompletnie niczym nie przejmuj. Miło się ciebie obserwuje, jak tak poznajesz te nasze zwyczaje i rzeczy, które są dla mnie codziennością. A jeszcze to jest bardziej urocze, kiedy przypominam sobie, że jesteś ode mnie jakieś pięć razy starszy. 
- No co? Z ludźmi się za bardzo nie spoufalałem – burknął, pusząc policzki, ni to oburzony, ni to zawstydzony. - Jakieś dziwne festyny, wielbienie bogów, celebrowanie najmniejszej głupotki... to dla mnie bardzo dziwne. I ekscytujące. 
- Ja tego nie wyśmiewam. Cieszy mnie to, że to ja cię wprowadzam do tego świata – przyznałem zgodnie z prawdą. To ja miałem ten zaszczyt się nim zajmować .Czy mogę prosić o coś lepszego? - A jak ci się teatr spodoba, to możemy trochę częściej chodzić, tak, byś mógł zobaczyć inne rodzaje sztuki. Też może bym ci wypożyczył jakieś książki? Tak, byś miał co robić, kiedy ja będę na zewnątrz, albo na dole. Chyba, że nie lubisz czytać, to rozumiem – zaproponowałem, starając się mu jakoś ten czas zagospodarować. Tyle dobrego, że teraz ten dzień trwa raptem osiem godzin, to nie jest aż tak dużo, coś jeszcze da się wymyślić. Ale w końcu noc będzie coraz krótsza... wampiry bez snu mają zdecydowanie za dużo czasu. 

<Różyczko? C:> 

sobota, 27 grudnia 2025

Od Mikleo CD Soreya

Zerknąłem na mojego męża kątem oka i od razu dostrzegłem niezadowolenie malujące się na jego twarzy. Zastanawiałem się, dlaczego był aż tak negatywnie nastawiony. Oczywiście, zdawałem sobie sprawę z tego, że nasze dzieci potrafią nas wykorzystywać. I robią to, gdy tylko nadarzy się okazja, ale czy tym razem naprawdę nie mogło chodzić tylko o wspólnie spędzony czas?
Wiem, wiem… zwykłe „bycie razem” często przeradza się w coś zupełnie innego. Mimo to chciałem dać im szansę. Przynajmniej spróbować. Ocenianie ich bez poznania ich prawdziwych intencji, myśli czy planów wydawało mi się po prostu niesprawiedliwe.
- Sorey - Zwróciłem się do męża, posyłając mu znaczące spojrzenie, wyraźnie dając do zrozumienia, że chciałbym, aby choć trochę się uspokoił i przestał być aż tak podejrzliwy.
Oczywiście miał pełne prawo im nie ufać, już nieraz go zawiedli. A jednak… może tym razem warto było spróbować? Dać im jeszcze jedną szansę. Tak, wiem, jestem strasznie naiwny, rozdając miliony kolejnych szans. Ale cóż… po prostu kocham nasze dzieci. Kocham też mojego męża. Bez względu na to, co by się wydarzyło, jak bardzo by mnie zraniono, zawsze będą dla mnie najważniejsi. Bez wyjątku. Bez warunków.
- Co? Ja tylko ich ostrzegam - Mruknął Sorey, wyraźnie źle nastawiony do całej sytuacji.
A przecież chodziło tylko o wspólnie spędzony czas. Czasem naprawdę mógłby odpuścić.
- Nic nie planujemy - Obiecali.
Uwierzyłem im. Widziałem jednak, że mój mąż do samego końca pozostawał sceptyczny. Ale czy to miało znaczenie? Dla mnie, nie.
Po tym nie powiedzieliśmy już nic więcej. W ciszy usiedliśmy, obserwując, jak nasze dzieci sprzątają kuchnię. Zrobili to dokładnie i bez marudzenia, tak że nie musiałem nawet kiwnąć palcem. Było to… miłe. Muszę przyznać, że czasem naprawdę chciałbym po prostu odpocząć, zamiast nieustannie sprzątać, gotować i zajmować się wszystkim dookoła. Choć lubię te obowiązki, czasami każdy ma prawo być zmęczony, szczególnie po wydarzeniach, które ostatnio miały miejsce.
Gdy dzieci skończyły sprzątanie, zaczęliśmy przygotowywać się do wyjścia. Hana i Haru do samego końca nalegali, by pójść z nami, więc nie było powodu, aby im odmówić.
Podczas zakupów Sorey skupiał się na potrzebnych produktach do domu, a ja przystanąłem przy budce z ozdobami. Świątecznymi ozdobami, które już niedługo mogły się przydać. Święta zbliżały się nieubłaganie. I choć Sorey ich nie obchodził, z powodu tego, kim jest, wierzyłem, że i tak spędzi je z nami.
Nasze dzieci również z ciekawością oglądały ozdoby, wskazując to jedno, to drugie. Widać było, że chciałyby, aby coś z tego trafiło do koszyka, jednak doskonale wiedziały, że tata się na to nie zgodzi.
- Co tak oglądasz? - Zapytał, stając tuż za mną, gdy miał już w koszyku wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy.
- Ozdoby świąteczne - Odpowiedziałem spokojnie. - Wiesz, Gwiazdka jest już tuż, tuż. Chciałbym chociaż odrobinę przyozdobić dom. - Zawahałem się na moment, po czym dodałem ciszej. - Wiem, że może ci się to nie spodobać… ale mimo wszystko chciałbym mieć chociaż mały kawałek świąt u nas. - Odwróciłem się do niego i uśmiechnąłem łagodnie, trochę niepewnie, jakbym prosił nie tylko o zgodę, ale i o zrozumienie.

<Pasterzyku? C:> 

Od Haru CD Daisuke

 Miałem w głowie mnóstwo pomysłów na to, co mógłbym mu przygotować do jedzenia. Rozważałem różne opcje, może jakiś dobry, czekoladowy deser? Coś słodkiego, sycącego, takiego, co naprawdę sprawi mu przyjemność. Przez chwilę wahałem się, aż w końcu pomyślałem o serniku. Prawdziwym, czekoladowym serniku na zimno.
Oczywiście mógłbym przygotować wersję na ciepło, ale to zajęłoby zdecydowanie więcej czasu. A ja miałem dziwne, wewnętrzne przeczucie, że tego czasu po prostu nie mam. Mój panicz był głodny, a gdy on był głodny, należało jak najszybciej coś z tym zrobić. Chciałem zaspokoić ten głód najlepiej, jak tylko potrafiłem.
Na szczęście nie potrzebowałem wielu składników. W rezydencji znalazłem wszystko, co było mi potrzebne: ser, kakao, odrobinę czekolady, cukier oraz kilka dodatków, które sprawiają, że ciasto staje się idealnie słodkie i przyjemne w smaku, dokładnie takie, jakie sobie życzył.
Przygotowanie deseru zajęło mi około czterdziestu minut. Czy to dużo, czy mało? Trudno powiedzieć. Nad ciastem trzeba się trochę napracować, to nie jest deser, który robi się w pięć czy dziesięć minut. Mimo to uważałem, że warto. Patrząc na efekt końcowy, miałem przeczucie, że smakuje równie dobrze, jak wygląda. A przynajmniej bardzo chciałem w to wierzyć.
Odkroiłem jeden kawałek, nie chcąc od razu wnosić całego ciasta. Poza tym… sam również miałem ochotę spróbować. W końcu nie poświęciłem tyle czasu tylko po to, by nic z tego nie mieć.
Nałożyłem porcje na dwa talerzyki i zaniosłem je na górę, z myślą, że wspólnie zjemy nasz słodki posiłek.
- No nareszcie - Odezwał się, sięgając po talerzyk. - Nie wiedziałem, że będę musiał na ciebie tak długo czekać. Jesteśmy naprawdę bardzo głodni. - Wziął pierwszy kęs i przez moment nic nie mówił. Po chwili uniósł wzrok, wyraźnie zadowolony. - To jest naprawdę pyszne - Stwierdził, sięgając po kolejny kęs i zajadając się kawałkiem ciasta z widoczną satysfakcją.
Bardzo cieszyło mnie to, co widziałem. Najważniejsze było przecież to, że był najedzony, albo przynajmniej, że choć trochę zapełnił swój żołądek. Jeśli dalej będzie miał ochotę na ciasto, bez wahania przyniosę mu kolejne kawałki. Choć z drugiej strony nie byłem pewien, czy opychanie się miało jakikolwiek sens. Zdecydowanie mógł poczekać, jeszcze nadejdzie pora, by zjeść resztę.
- Cieszę się, że ciasto ci smakuje - Powiedziałem spokojnie. - Może nie jest to jakiś wyszukany deser, ale najważniejsze, że jest czekoladowe… dokładnie takie, jakie sobie życzyłeś. - Uśmiechnąłem się do niego łagodnie, po czym sam zabrałem się za swój kawałek ciasta, z ciekawością sprawdzając, czy smak dorównuje temu, co widziałem w jego zadowolonej minie.
Mój panicz odstawił pusty talerz na bok, po czym powoli oblizał wargi. Wyglądał na bardzo, wręcz wyjątkowo, zadowolonego, a ten widok przyniósł mi cichą satysfakcję.
- I jak? - Zapytałem po chwili. - Czy teraz jesteś w stu procentach usatysfakcjonowany tym posiłkiem? - Zerknąłem na niego uważnie, próbując odczytać z jego wyrazu twarzy, czy to już wystarczy. Zastanawiałem się, czy nie powinienem przygotować jeszcze czegoś więcej, może ciepłego napoju, który dopełniłby deser? A może czegoś gorzkiego, by przełamać słodycz? Byłem gotów na wszystko. Wystarczyło, by tylko dał znać.

<Paniczu? C:>