sobota, 23 sierpnia 2025

Od Daisuke CD Haru

 Oczywiście, że byłem pewien. I to bardziej niż pewien. Przecież Haru był moim mężem, osobą, którą to kochałem najbardziej na świecie i bezgranicznie ufałem, zatem najwyższa pora w końcu dać mu to, o czym tak marzy. To pierwsza sprawa. Druga jest taka, że... tęskniłem za nim. Za jego bliskością. Ostatnio trochę go odsuwałem od siebie ze względu na mój stan. A teraz, skoro czuję się dobrze, już odrobinkę się oswoiłem ze swoim ciałem, to chyba najwyższa pora zacząć. Zwłaszcza, że przy pierwszej próbie się może nie udać. Im więcej, i częściej będziemy próbować... tym lepiej, prawda? Im szybciej nam się uda, tym szybciej będę mógł do siebie wrócić, kiedy już trochę to maleństwo się odchowa. 
- Nie widzę żadnych przeciwności, by nie spróbować – odpowiedziałem, uśmiechając się do niego delikatnie. - Poza tym, dziecko to taka trochę wymówka. Stęskniłem się – zarzucając ręce na jego kark i zaczynając bawić się kosmykami jego włosów. 
- Też się stęskniłem – przyznał, trochę odważniej się już zachowując i przesuwając swoje dłonie w dół, na moje pośladki, i delikatnie mnie chwytając.
 Już dawno mnie nie dotykał w ten sposób... tęskniłem. Tęskniłem za tą normalnością, codziennością, do której przywykłem.  I chociaż bardzo chciałem, powoli sobie zdawałem sprawę z tego, że do niej nie wrócę, nie tak prędko. Bycie kobietą, poza tymi najbardziej oczywistymi zmianami, jest znacznie bardziej skomplikowane. Tok myślenia był nieco inny, patrzenie na świat było inne, nawet ciało jakoś się tak trochę inaczej poruszało. Dalej jeszcze niektórych rzeczy nie rozumiałem; nie potrafiłem się chociażby poruszać się... seksownie. I ogólnie zachować się seksownie, jako kobieta. Założyłem jego koszulę, bo dobrze w niej wyglądałem wcześniej, więc uznałem, że teraz też mam szansę na spodobanie się mu. I chyba... chyba się udało. 
- Więc skoro ty tęsknisz, ja tęsknię... może z tym coś zrobimy? - zaproponowałem, podgryzając dolną wargę. 
- Jak tak teraz to przedstawiasz... nie brzmi to najgorzej – powiedział, podnosząc mnie bez większego problemu, a ja zaraz oplotłem nogi wokół jego pasa. 
- Tylko.. bądź delikatny – powiedziałem cicho, mimowolnie się odrobinkę obawiając. W końcu, na pewno będę odczuwał to inaczej niż w moim normalnym ciele. Zdecydowanie inaczej. 
- Nie martw się o to. Będę cię traktował z szacunkiem – powiedział cicho, kładąc mnie na materacu. Przez chwilę nic nie robił, przyglądając mi się z uwagą, z miłością, z zafascynowaniem, co sprawiło, że delikatnie się zarumieniłem. Trochę... nie przywykłem, że on tak na mnie patrzy. Że ktokolwiek tak na mnie patrzy. Trochę już razem jesteśmy, a jednak dalej nie przywykłem. Dalej było to dla mnie takie nie do pomyślenia. 
Haru delikatnie uśmiechnął się do mnie, a następnie zbliżył swoje usta do mojej szyi, zaczynając ją delikatnie pieścić. Westchnąłem cicho i wplotłem palce w jego włosy. Byłem zdenerwowany, trochę niepewny, ale i tak w pełni mu ufałem. To wszystko było po prostu silniejsze ode mnie. 
Haru w końcu rozpiął moją koszulę i zabrał się za pieszczenie moich piersi, które to były znacznie bardziej wrażliwe, niż na początku podejrzewałem. Cicho jęknąłem, i zaskoczony swoim głosem i tym, jak brzmiałem, od razu zakryłem swoje usta. Chyba brzmiałem jeszcze gorzej niż jako facet. 

<Piesku? C:>

Od Soreya CD Mikleo

 Jaka z niego mała kokietka. Doskonale wiedział, co na mnie działa, i oczywiście to wykorzystywał. I ja to dostrzegałem. Czy jednak coś z tym robię? Nie. Po co? Lepiej zagrać w jego grę, i się z nim podroczyć, co jest przyjemne i dla mnie, i dla Mikleo. Swoją drogą, im dłużej się zastanawiam nad naszą relacją, jest niesamowita. Niewłaściwa, taka, która to nigdy nie powinna mieć miejsca... ale niesamowita. Przetrwała moje trzy wciela, i jakimś cudem trwa dalej. Kochałem go nad życie, kręcił mnie każdy jeden milimetr jego ciała, zrobiłbym dla niego wszystko i jeszcze więcej... i doskonale wiedziałem, że to będzie trwało długo. Do końca mojego życia. Nikt nigdy nie będzie w stanie zakręcić mi w głowie tak, jak on, na nikogo innego nie spojrzę tak, jak na niego. Szalałem za nim. Tak po prostu. I nie wiem, jak ktoś taki jak ja jest w centrum jego zainteresowań. Na każdym etapie mojego życia nie zasługiwałem na jego uwagę, dobroć, i całą jego cudowną osobę. Jest moim małym skarbem, który to chciałbym zachować tylko dla siebie. Skarb, na którego nie zasługuję. Bałem się, że kiedy już stanę się demonem, stracę możliwość odczuwania emocji... ale na szczęście to się nie wydarzyło. Jego osoba dalej rozpalała ogień w moim sercu. Najwspanialsze uczucie, jakie przyszło mi poznać.
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem – odpowiedziałem spokojnie, podchodząc do niego, by zostawić na wierzchu jego dłoni delikatny pocałunek, pełen szacunku i miłości. Chyba wypicie jego krwi coś w nim rozbudziło. Jest tak samo słodki, jak i perwersyjny. Myślałem, że potrzebuje więcej czasu na odpoczynek, a on już patrzy, jakby tu wykorzystać sytuację. I to niby ja myślę tylko o jednym. Powinien spojrzeć na siebie, czasem mam wrażenie, że on pod tym względem jest gorszy ode mnie. Dopóki nie da mi wyraźnego znaku, powstrzymywałem się od pójścia na całość, nie chcąc go skrzywdzić. A on? A on chce być krzywdzony. Prosi mnie o to. I co ja z nim mam?
- Więc... cokolwiek bym nie powiedział, uczynisz to dla mnie? - zapytał, kiwając w moją stronę palcem w geście zachęcającym do przybliżenia się. A ja? Ja zaraz znalazłem się na łóżku, nad nim. Kiedy zawisnąłem nad nim, dostrzegłem z rozczuleniem, jaki on był drobny. I smukły. Miał idealne ciało... nie wyobrażałem sobie piękniejszego ciała niż to należące do niego.
- Oczywiście, że tak. Zrobię dla ciebie wszystko. Ale będę oczekiwał zapłaty – wymruczałem, po czym delikatnie podgryzłem jego ucho. 
- Zapłaty? Nie wiem, czy mnie będzie stać – odpowiedział, wplatając palce w moje włosy. 
- Demony, takie jak ja, zabierają dusze. Ale tym się nie musisz przejmować. W końcu, twoja dusza od dawna należy do mnie. Jak i ciało. Należysz do mnie, w każdym znaczeniu tego słowa – wyszeptałem, pieszcząc jego szyję, powoli, leniwie, dokładnie, a to podgryzając jego skórę, a to ją ssąc, a to nawet liżąc. I wszystko to powodowało, że mój mąż westchnął cicho, mocniej zaciskając palce na moich włosach. Mój słodziaczek. Jego nigdy nie będzie mi mało. - Co więc mógłbym od ciebie chcieć? - odsunąłem usta od jego skóry, zaczynając się na głos zastanawiać, kompletnie ignorując to drżące ciałko pode mną. Może... może sam coś zaproponuje? Co takiego mógłbym od niego zyskać? Jestem ciekaw jego kreatywności, a wiem, że potrafi ładne rzeczy wymyślić.

<Owieczko? c:>

wtorek, 19 sierpnia 2025

Od Haru CD Daisuke

To była moja ostatnia nocna zmiana i szczerze mówiąc, wcale nie będę za nimi tęsknił. Nie wydarzyło się nic szczególnego, ale od dawna wychodziłem z założenia, że noc stworzona jest do spania, a nie do pracowania. Na szczęście świt w końcu nadszedł, a ja mogłem wrócić do domu, gdzie czekało na mnie to, co najważniejsze, mój piękny mąż w ciele mojej tymczasowej żony.
Ku mojemu zaskoczeniu, nie spała. Wręcz przeciwnie, czekała na mnie ubrana w moją koszulę, wyglądając tak obłędnie, że na moment zapomniałem o całym zmęczeniu. Zresztą… kiedy ona wyglądała źle? Nawet w swojej najprawdziwszej, naturalnej formie zawsze była dla mnie uosobieniem piękna.
- Dzień dobry, kochanie. Dlaczego jeszcze nie śpisz? - Zapytałem, podchodząc bliżej i kładąc dłonie na jej talii. Wpatrywałem się w jej oczy, które zawsze miały w sobie coś, co potrafiło uspokoić, a jednocześnie rozpalić całe moje wnętrze. - Wyglądasz dziś zjawiskowo - Dodałem szczerze, pozwalając sobie na uśmiech, choć czułem, że żadne słowa nie oddadzą tego, co naprawdę widziałem.
- Nie spałem, bo czekałem na ciebie - Odpowiedziała miękko, a na jej ustach pojawił się słodki, trochę figlarny uśmiech. - Podoba ci się? - Zapytał, przechylając lekko głowę.
Pytanie mnie zdziwiło. Przecież wiedział, że podoba mi się zawsze, we wszystkim, a najbardziej w tym, co należy do mnie. Nie wiem, jak to możliwe, ale moja koszula wyglądała na niej o niebo lepiej niż na mnie.
- Podoba mi się bardzo - Wymruczałem niskim głosem, nachylając się coraz bliżej. - Chociaż nie wiem, czym sobie zasłużyłem na taki widok. - Zanim zdążyła odpowiedzieć, nasze usta spotkały się w namiętnym pocałunku.
Odwzajemniła go natychmiast, oplatając moje ramiona dłońmi. Poczułem, jak cały ciężar nocnej zmiany spada ze mnie w jednej chwili, zostaliśmy tylko my, w tym intymnym momencie, gdzie liczyła się wyłącznie bliskość.
- Po prostu chciałem wyglądać dla ciebie zniewalająco - Wyszeptał, gdy odsunęliśmy się od siebie tylko na sekundę, by złapać oddech.
Ta odpowiedź wywołała we mnie ciepło, które rozlało się po całym ciele. Miał rację, wyglądał zniewalająco. Zresztą, dla mnie tak właśnie wyglądała zawsze, niezależnie od tego, co miała na sobie.
Moja panienka patrzyła w moje oczy w taki sposób, jakby czegoś ode mnie pragnęła. Nie byłem jednak pewien czego – jej spojrzenie, choć proste, miało w sobie zagadkę, której nie potrafiłem od razu odczytać.
- Chcesz czegoś? - Zapytałem ostrożnie, czując w sobie znajome ciepło opiekuńczości. - Może coś zjeść? A może się czegoś napić? - Dodałem, bo jak zawsze chciałem zatroszczyć się o nią najlepiej, jak tylko potrafiłem.
- Nie - Odpowiedział spokojnie, a potem po chwili zawahania dodał - Chciałbym spróbować postarać się o dziecko. - Jeego słowa spadły na mnie jak grom z jasnego nieba. Poczułem, jak świat na moment zatrzymał się w miejscu. Serce zaczęło bić szybciej, dłonie lekko mi zadrżały. Spojrzałem na nią, szukając w jej oczach żartu, niedopowiedzenia, czegokolwiek, co mogłoby wskazywać, że to tylko gra słów. Ale nie, jej spojrzenie było poważne, szczere i pełne ciepła.
- Mówisz poważnie? - Wydusiłem w końcu, wciąż niepewny, czy dobrze usłyszałem.

<Paniczu? C:> 

Od Mikleo CD Soreya

Moje oczy rozbłysły, gdy sam z siebie rozpoczął temat podróży do ruin. W końcu od dawna marzyłem, by się tam wybrać, zwiedzić coś nowego, przeżyć przygodę i spędzić czas z mężem, który znów był przy mnie.
- Myślę, że damy radę zaplanować i przygotować się do wyprawy w ciągu tygodnia - Zacząłem z entuzjazmem. - Chciałbym, żeby ruiny, do których się udamy, były nowym odkryciem. To oznacza, że czeka nas spory kawałek drogi pieszo, zanim znajdziemy coś, czego nikt wcześniej nie odwiedził. Ja już wybrałem trasę, policzyłem czas, który stracimy po drodze… - Urwałem, gdy Sorey uniósł nagle wzrok i przerwał mi.
- Pieszo? - Powtórzył ze zdziwieniem, unosząc brew. - Dlaczego mamy iść pieszo? - Spojrzałem na niego z niedowierzaniem.
- Może dlatego, że ja nie mogę latać? - Odparłem, nie rozumiejąc, skąd to pytanie. Przecież dobrze wiedział.
- Ty nie możesz latać, ale ja tak - Stwierdził spokojnie, a potem zbliżył się do mnie i musnął moje usta krótkim, czułym pocałunkiem. - A skoro tak, to oczywiste, że polecimy - Dodał z figlarnym uśmiechem. - I wiesz… nie musisz się przejmować. Jeszcze będziesz miał okazję uklęknąć i to odpracować - Wymruczał, delikatnie podgryzając moją dolną wargę.
Rozbawiony jego słowami, odsunąłem się lekko i stuknąłem go palcem w nos.
- A tobie tylko jedno w głowie - Mruknąłem z udawanym oburzeniem. W rzeczywistości te drobne prowokacje były dla mnie czymś niezwykle miłym. Po tylu latach razem wciąż pragnął mnie tak samo jak na początku. Świadomość, że nasz związek wcale się nie wypala, napełniała mnie ciepłem i spokojem.
- Ty zawsze jesteś w mojej głowie i nigdy się to nie zmieni - Wyszeptał, sięgając po mój kubek z gorącym napojem. Odstawił go na blat, po czym pchnął mnie lekko na łóżko i przywarł do moich ust namiętnym pocałunkiem. Jego dłoń zsunęła się pod moją koszulkę, muskając rozgrzaną skórę. - Kocham cię, aniołku - Dodał, a potem wbijał się zębami w moje ramię, kosztując mojej krwi.
Ciche jęknięcie wyrwało mi się z ust, a głowę odchyliłem mocniej w bok, by dać mu pełniejszy dostęp. Dreszcz przeszedł przez całe moje ciało, mieszanina bólu i rozkoszy, której tylko on potrafił mnie nauczyć.
Sorey jednak nie miał zamiaru pozwolić mi zatracić się w rozkoszy. Gdy tylko wypił wystarczającą ilość krwi, oderwał się od mojego ramienia, przesuwając językiem po swoich wargach, jakby chciał zatrzymać smak na dłużej.
- Skoro już wszystko zaplanowałeś, ja zajmę się naszymi zwierzakami - Oznajmił spokojnie, pomagając mi podnieść się do siadu. - Zabiorę Banshee na spacer i dopilnuję, żeby czuła się dobrze. - Zmrużyłem oczy, wciąż lekko oszołomiony, ale już z nutą niezadowolenia.
- Teraz? Chcesz to zrobić właśnie teraz? - Spytałem, starając się ukryć zawód w głosie.
- Chyba tak. A co, wolisz, żebym został? - Odparł, a na jego twarzy pojawił się wyraz, który mówił więcej niż tysiące słów. Ta charakterystyczna mina, którą przybierał tylko wtedy, gdy chciał się ze mną droczyć. Drań.
- Wolę, żebyś został i spędził czas ze mną - Odparłem z udawaną powagą, a potem poprawiłem się wygodniej na łóżku i posłałem mu zadziorny uśmiech.

<Pasterzyku? C:> 

środa, 13 sierpnia 2025

Od Daisuke CD Haru

 Ale Haru był kochany. Pomyślał o wszystkim, zwłaszcza o mnie. A ja co robiłem? Tylko sprawiałem mu problemu. Tak nie powinno to wyglądać, powinienem też mu i pomagać, i się o niego troszczyć. Zwłaszcza troszczyć. W końcu, kiedy to skupia się na mnie, zapomina o sobie, a tak nie może być. Jeżeli chcemy mieć dziecko, i on, i ja, musimy być w dobrym zdrowiu. Chyba zbyt emocjonalnie wczoraj zareagowałem... Teraz się pewnie tylko coraz to bardziej o mnie martwi. 
- Czuję się dobrze – powiedziałem zgodnie z prawdą. Chyba. Bolały mnie plecy, i oczywiście brzuch, a do tego wszystkiego byłem tak strasznie zmęczony i... sam nie wiem, brakowało mi bliskości. Miałem ochotę się wtulić w jego ramiona, i po prostu zapomnieć o wszystkim, zwłaszcza o tym bólu. Nie miałem za bardzo głowy do czegokolwiek. - Mam nadzieję, że poprosiłeś dla siebie jakiś porządny posiłek. Wczoraj chyba niewiele jadłeś – dodałem, nerwowo poprawiając swoją sukienkę. Jeszcze nie przyzwyczaiłem się do tych wszystkich falbanek, nawet bielizna była jeszcze dla mnie dziwna. I jeszcze ta miesiączka... czuję się wykończony i psychicznie, i fizycznie. 
- Tak, dla ciebie poprosiłem coś lekkiego, dla siebie poprosiłem o coś bardziej treściwego. Wiem, że możesz nie mieć wielkiej ochoty na jedzenie, ale musisz coś jeść, zwłaszcza w tym czasie – powiedział, podchodząc do mnie i chwycił moje dłonie. To, jaki ja byłem w tej chwili przy nim drobny, też było dla mnie niezwykłe. I to... nawet mi się podobało. Czułem się przy nim bezpieczniej, a i też dzięki temu, że on jest taki duży, tak fajnie się mogłem schować w jego ramionach. 
- Nic nie jadłem, a teraz czuję się taki... wzdęty. Dobrze, że te stroje nie są takie dopasowane, nie widać tak tego mojego brzucha – powiedziałem cicho, zakłopotany i zawstydzony. 
- To normalne w takim stanie. Kilka dni i to się skończy – obiecał, unosząc moją dłoń, by ucałować jej wierzch. - Chodź, położymy się. A jak zjesz, może się zdrzemniesz. Widać, że potrzebujesz snu. 
- Nie chcę. Stracę czas, który to możemy spędzić razem. Bo... musisz być dzisiaj w pracy, prawda? - spytałem cicho, ze smutkiem. Strasznie mi go było mało w ostatnich dniach. A teraz, podczas miesiączki, ta samotność mnie znacznie bardziej we mnie uderzała. 
- Bardzo bym chciał z tobą zostać, ale szef może mi przedłużyć te nocki. A już prawie koniec, niedługo znów będę pracował za dnia – pocieszył mnie, a ja tylko się lekko uśmiechnąłem. Oczywiście doskonale to rozumiałem, i tego się spodziewałem, ale i tak mnie to zabolało. 
Nic nie mówiąc po prostu wtuliłem się w jego ciało, chcąc wykorzystać każdą chwilę, póki taką miałem. 

Dni mijały powoli, męcząco i samotnie, ale w końcu moje krwawienie się skończyło. Miałem wrażenie, że trwało to niesamowicie długo... ale w końcu się skończył. I co najlepsze, dzisiaj był ostatni dzień, w którym to mój mąż szedł na nockę, zatem jak wróci, czyli za jakąś godzinę, to będę miał go przez cały dzień. I noc. I przez jeszcze kolejny dzień. A tego... tego mi brakowało bardzo. 
Dzisiaj specjalnie dla niego chciałem się ubrać jakoś inaczej. Ładniej. Kiedy miałem okres, chodziłem cały zakryty, bojąc się, że coś ubrudzę, albo że wyglądam jakoś dziwnie. A teraz, skoro już wyglądałem dobrze, chciałem go zaskoczyć. Pozytywnie. Dlatego założyłem jego koszulę, mając nadzieję, że mu się spodoba to, jak wyglądam.

<Piesku? c:>

Od Soreya CD Mikleo

 Jego propozycja mnie zaskoczyła, była urocza, zabawna, ale niechaj mu będzie. Mamy teraz mnóstwo czasu na różne aktywności, i te spokojne, i te bardziej angażujące, a skoro miał teraz ochotę na czekoladę, no to musiałem mu zrobić czekoladę. Znaczy, nie musiałem, ale chciałem sprawić, by czuł się dobrze, by czuł się kochany przy mnie i przeze mnie. 
- Zatem czekolada raz. Coś do tego jeszcze? Jakiś posiłek? - zaproponowałem, gładząc jego policzek. 
- Nie, chyba nie. Dobra czekolada mi w zupełności wystarczy – odpowiedział, na co pokiwałem głową. 
- Twoje życzenie zatem jest dla mnie rozkazem – powiedziałem zgodnie z prawdą, po ucałowałem go dłoń i opuściłem łóżku. 
Po tej drzemce czułem się całkiem... w porządku. Brakowało mi tego spokoju, odpoczęciu w poczuciu bezpieczeństwa. Pobyt w piekle mnie strasznie zmęczył, cały czas musiałem być czujny, uważać na wszystko, w tym wszystkim jeszcze się martwiłem o męża... teraz, w końcu mogłem odpocząć, nacieszyć się moim mężem i po prostu trochę odpocząć, przynajmniej przez chwilę nie przejmować się niczym, i po prostu skupić się na swoim mężu, i sobie. I tak po prostu być przez chwilę być samolubny. 
Przy przygotowywaniu czekolady oczywiście bardzo się starałem. Chciałem, by była dla niego najlepsza, gęsta, słodka i gorąca. W sumie, taka spokojna noc też nie była złym pomysłem. Skoro ja się wyspałem, on się wyspał, to możemy ustalić szczegóły naszej wyprawy. Gdzie, co, jak, kiedy, spakować się... tak, my już coś tam na pewno sobie wymyślimy. 
- Proszę, gorąca czekolada, z bitą śmietaną i cynamonem – odpowiedziałem, podając mu kubek pełen słodkości. 
- Brzmi smakowicie – odpowiedział zachwycony, przyjmując mój podarek. - Przepyszna – dodał po pierwszym łyku. 
- Cieszy mnie to. Swoją drogą... chciałeś wyruszać do ruin, prawda? - zapytałem, obserwując z uśmiechem, jak cieszy się z takiej prostoty. I to jeszcze prostoty, którą ja mu przygotowałem. 
- Chciałem. I chcę dalej – przyznał, patrząc na mnie z tym swoim błyskiem w oku. Swoją drogą, zbyt słabo go widziałem. Machnąłem dłonią, zapalając pobliskie świeczki. Tak, o wiele lepiej. Jego twarz wyglądała ślicznie w blasku księżyca, owszem, ale teraz lepiej ją widziałem. A im lepiej ją widzę, tym bardziej jestem szczęśliwy. 
- Więc tak sobie myślę... moglibyśmy się już spakować i na dniach jakoś wyruszać, co? - zaproponowałem, obserwując jego zmieniającą się mimikę twarzy. 
- Nie wolisz wpierw odpocząć? - zapytał, ale i tak był jakiś taki podekscytowany. Uwielbiałem na niego patrzeć w tym stanie. 
- No wiesz, zanim się spakujemy, ustalimy jakiś plan, spakujemy jedzenie dla psiaków, to zdążę odpocząć. Nie mówiąc o tym, że przecież muszę nakarmić Banshee, więc tak z dnia na dzień nie możemy wyruszyć. Ale przecież mogę się pospieszyć, byśmy szybciej ruszyli – uśmiechnąłem się niewinnie, poprawiając jego włosy, które to po drzemce były roztrzepane we wszystkie strony. 

<Owieczko? c:>

wtorek, 12 sierpnia 2025

Od Haru CD Daisuke

Coś w środku podpowiadało mi, że to będzie trudny czas, zarówno dla niego, jak i odrobinę dla mnie. Nie do końca wiedziałem, co powinienem zrobić, jak mógłbym mu pomóc. Wiedziałem jedynie jedno: mam być przy nim. Być obok. Trwać. Czas pokaże, czy to wystarczy, ale w tej chwili ta myśl była dla mnie jedyną pewnością.
Od siebie mogę dodać tylko jedno, zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby go uszczęśliwić i dać mu ten spokój, którego tak bardzo potrzebuje.
Przyciągnąłem go do siebie, pozwalając, by wtulił się w moje ramiona. Moje dłonie odruchowo zaczęły delikatnie wędrować po jego plecach. Pod palcami czułem napięte mięśnie, sztywne jakby całe ciało chciało krzyczeć: *„jestem zmęczona, jestem zestresowana, wszystko mnie boli”*.
Moja biedna panienka… tak bardzo chciałbym zabrać od niej ten ból. Chciałbym przyjąć go na siebie, rozproszyć go w powietrzu, rozpuścić, by już nigdy do niej nie wrócił. Ale nie mogłem. Nawet jeśli serce rwało się do działania, ręce pozostawały bezsilne.
- Może czegoś potrzebujesz? - Zapytałem cicho, ostrożnie dobierając słowa, aby żadne z nich nie zabrzmiało jak wyrzut. - Mogę przynieść ci coś do picia. Może jakieś zioła? Pomogą rozluźnić mięśnie, a to chyba teraz bardzo by ci się przydało.
- Leż przy mnie, proszę… niczego więcej nie potrzebuję - Wyszeptała, chowając się jeszcze głębiej w moje ramiona.
Więc zostałem. Skoro to mogło ją uszczęśliwić, to kimże byłem, by jej to szczęście odbierać?
Zmęczona nieprzespaną nocą, w końcu odpłynęła w moich objęciach. Jej spokojny oddech ukoił i mnie, więc zasnąłem w swoim łóżku, u boku ukochanej osoby.

Nie wiem, ile spałem. Gdy się obudziłem, od razu zauważyłem, że Daisuke nie ma obok. Podniosłem się do siadu, zaspanym wzrokiem lustrując pomieszczenie. Po chwili do moich uszu dotarł delikatny szum wody dobiegający z łazienki.
Kąpiel. To dobrze. Teraz szczególnie powinien dbać o higienę, by nie narażać się na żadne powikłania psychiczne ani przypadkiem nie zabrudzić niczego krwią.
Sen już nie chciał wracać, więc podniosłem się i zszedłem do kuchni. Poprosiłem służbę o przygotowanie lekkiego, pożywnego posiłku dla mojej pani i czegoś bardziej treściwego dla mnie. Ostatnio czułem niedobór mięsa, a jako wilkołak… cóż, lepiej było temu zaradzić, zanim głód zrobiłby ze mnie problem.
Wróciłem do pokoju, zanim Daisuke zdążył wyjść z łazienki. Usiadłem i spokojnie czekałem, a czas wypełniałem zabawą z kotami, które, jak zawsze, domagały się swojej porcji uwagi. A ja… ja chętnie im ją dawałem, mając w tej chwili na to czas i spokój.
Moja panienka wróciła do mnie po kilkunastu minutach, wyglądając na jeszcze bardziej zmęczoną niż wcześniej. Cóż… miesiączka potrafiła wykończyć każdą kobietę, a choć sam nigdy tego nie doświadczyłem, z łatwością mogłem wyobrazić sobie, jak trudne bywały te dni. Widziałem to nie raz u naszych służących, drobne gesty, przytłumione spojrzenia, powolniejsze ruchy. Teraz podobne oznaki widziałem u niej.
- Jak się czujesz? - Zapytałem miękko, starając się, by w moim głosie nie było ani cienia pośpiechu czy presji. - Zaraz służba przyniesie nam posiłek. Poprosiłem też o zioła dla ciebie, żeby pomogły rozluźnić mięśnie. - Całą swoją uwagę skupiłem na niej, bo czułem, że właśnie tego w tej chwili potrzebuje, pełnej obecności, bez żadnych rozproszeń.

<Panienko? C:> 

Od Mikleo CD Soreya

 Gdy tylko otworzyłem swoje zaspane oczy, ujrzałem śpiącą twarz mojego męża. A więc i on postanowił uciąć sobie krótką drzemkę. Uśmiech od razu pojawił się na mojej twarzy, był tak blisko mnie, spokojny, a jednocześnie wciąż czujny na każdy dźwięk. Miałem wrażenie, że jeśli tylko się poruszę, jeśli choćby drgnę powieką, on natychmiast otworzy oczy.
Nie chciałem go budzić. Musiałem więc leżeć tak nieruchomo, jakbym sam zapadł w letarg. Wcale mi to jednak nie przeszkadzało. Patrzenie na jego rozluźnione rysy było dla moich zmęczonych oczu i serca prawdziwą ulgą i przyjemnością. Już dawno nie widziałem go śpiącego tuż obok mnie.
Jak dobrze, że znów tu jest. Że mogę czuć się szczęśliwy i bezpieczny u jego boku. Każdy spokojny oddech, którym dzielił się ze mną w tym milczeniu, przypominał mi, że mimo wszystkich burz wciąż mamy siebie. I że nie potrzebuję niczego więcej, niż tej cichej bliskości każdego dnia, każdej nocy zawsze gdy tylko możemy sobie na nią pozwolić.
Leżałem tak jeszcze przez chwilę, czując coraz większy dyskomfort. Musiałem się trochę poruszyć, żeby wygodniej się ułożyć, wystarczy już tego leżenia w jednej i tej samej pozycji.
Oczywiście mój ruch od razu zbudził mojego męża. Jeszcze półprzytomny, objął mnie mocniej i przyciągnął bliżej siebie, jakby chciał mnie zatrzymać na siłę.
- Nie idź… jeszcze pięć minut - Mruknął zaspanym głosem, wtulając twarz w moje ramię. Nie dał mi nawet drgnąć.
- Sorey, ja tylko chcę się poprawić - Wyszeptałem cicho, starając się go nie rozbudzić do końca, a jednocześnie mając nadzieję, że trochę poluzuje uścisk. Tylko tyle potrzebowałem, żeby znaleźć wygodniejszą pozycję.
Poczułem, jak jego ramiona nieco słabną, puszczając mnie tyle, żebym mógł się poruszyć. Ostrożnie zmieniłem ułożenie ciała, aż wreszcie znalazłem odrobinę ulgi. Gdy tylko znowu przestałem się wiercić, objął mnie tak samo mocno jak wcześniej i przytulił jeszcze bliżej.
I tak znowu leżałem przy jego boku, otulony ciepłem i bliskością, którą tak bardzo kochałem. Jego spokojny oddech i ciche bicie serca koiły mnie bardziej niż cokolwiek innego na świecie.
Po kilkunastu minutach milczenia poczułem, jak porusza się nieznacznie i unosi głowę. Zanim jeszcze się odezwał, wiedziałem, że już nie śpi.
- Nie możesz już spać? - Zapytał cicho, głaszcząc mnie po ramieniu.
- Nie, już się wyspałem - Przyznałem zgodnie z prawdą i uniosłem wzrok, żeby spojrzeć w jego oczy. Uśmiechnąłem się lekko. Ciepły uśmiech pojawił się też na jego twarzy, a w tym spojrzeniu było wszystko troska, zmęczenie i coś, co zawsze ogrzewało mi serce.
- No dobrze - Westchnął cicho, wciąż przytulając mnie jedną ręką - Skoro już nie możesz spać, to co chciałbyś teraz porobić? - Spojrzałem na zegar stojący na nocnej szafce. Cóż, patrząc na to, która jest godzina, raczej niewiele zdziałamy. Było późno, a może już bardzo wcześnie, ale mimo to czułem się całkowicie wyspany.
- Cóż… niewiele można robić nocą, prawda? - Zapytałem, unosząc lekko brwi i uśmiechając się do niego słodko.
- To prawda - Przyznał, odwzajemniając uśmiech. - Ale jeśli masz jakiś pomysł, to mów śmiało.
- Wiesz co… - Zawahałem się na moment, czując, jak w brzuchu odezwała się nagła ochota - Chętnie napiłbym się gorącej czekolady.
Jego spojrzenie natychmiast złagodniało, a w kącikach ust zadrgał rozbawiony uśmiech.
- Gorąca czekolada w środku nocy? - Spytał, udając lekkie zdziwienie. - To brzmi całkiem kusząco.
- No właśnie - Przyznałem z rozbrajającą szczerością. - Mam na nią ogromną ochotę. - Przyznałem, rozcinając swoje mięśnie.

<Pasterzyku? C:>

piątek, 4 lipca 2025

Od Daisuke CD Haru

 Niby po tej rozmowie powinienem się czuć lepiej, ale jakoś tak... sam nie wiem. Czułem się spokojniejszy, to z pewnością, ale dalej obrzydzenie do mnie samego mi nie minęło. Czułem się taki napuchnięty, gruby, a każdy poruszenie się, kaszlnięcie, kichnięcie powodowało we mnie ogromny dyskomfort. Dużo zależało od mojego przyzwyczajenia się, że to jest proces trudniejszy i dłuższy niż początkowo zakładałem, jednak dalej z tyłu głowy miałem w sobie tę presję, że muszę dać Haru dziecko. A taka presja i do tego brak samoakceptacji siebie to nie jest dobre połączenie. 
Po dłuższej chwili jego mama opuściła pomieszczenie, dając mi przestrzeń, której trochę potrzebowałem. Musiałem to teraz wszystko przetrawić i przeanalizować. Dodatkowo, ból brzucha się nasilił, i do tego jeszcze doszedł ból pleców, i sam już nie wiem, co powinienem zrobić. Najchętniej to bym się położył na łóżku, wtulił się w poduszkę męża i jakoś przeżył tę noc. Dalej się jednak trochę bałem, że zostawię krew na pościeli, chociaż raczej nie było to takie prawdopodobne. Przynajmniej tak twierdziła jego mama. A ja? Musiałem jej zaufać. 
Niepewnie położyłem się na łóżku czując, jak bolą mnie wszystkie mięśnie. Może spanie na podłodze w łazience to nie był najlepszy pomysł. Przynajmniej nic nie ubrudziłem. I z Haru nie spędziłem za dużo czasu. 
Poczułem, jak łzy cisnęły mi się do oczu, czego trochę nie rozumiałem. Tęskniłem za Haru, ale czy żeby aż tak? Chciałem się w tej chwili w niego wtulić, i tak po prostu trwać, bez żadnych słów. A tak? Odizolowałem się od niego. Nawet nie wiem, czy wypoczął przed pracą i czy zjadł. Na pewno mnie teraz nienawidzi. 
Na tę myśl już łzy popłynęły mi po policzkach. 
Byłem ostrzegany przed tym, że w tym czasie moje myśli mogą skręcać w różne strony. I że nawet bardzo głupie sytuacje mogą wywołać u mnie płacz. Dalej to jednak było dla mnie takie surrealistyczne i nielogiczne. To wszystko było dla mnie trudniejsze niż początkowo zakładałem. 
– Daisuke? – usłyszałem w pewnym momencie, co mnie trochę zaskoczyło. Haru? O tej godzinie? Przecież powinien być w pracy. 
Podniosłem zapłakaną twarz dostrzegając, że jest już ranek. Co, kiedy, jak — nie miałem pojęcia. Spędziłem tak całą noc? Mój panie, naprawdę jestem beznadziejny. 
– Co się stało? – spytał zmartwiony, podchodząc do mnie, by ująć moją twarz w dłonie. Ten czuły gest sprawił, że jeszcze bardziej chciało mi się płakać. 
– Jestem beznadziejny – wyznałem, starając się nie brzmieć rozpaczliwie, ale i tak brzmiałem okropnie. – I mnie nienawidzisz. 
– Chwila, czemu miałbym cię nienawidzić? – spytał, ewidentnie pogubiony. I nie tylko on, ja też trochę zagubiony tutaj byłem. 
– Nie wiem. Nie mam pojęcia, ale taka myśl pojawiła mi się w głowie. Nie wiem nawet, dlaczego płaczę. Chcę, by się to już skończyło – dodałem cicho, spuszczając wzrok. 

<Piesku? c:>

Od Soreya CD Mikleo

 Mój mąż był naprawdę niezwykły. I kochany. No i straszliwie zmęczony, a to przecież nie było wiele, co mu dzisiaj uczyniłem. No nic, może się po prostu ode mnie troszkę odzwyczaił. Muszę pamiętać, W jego ciało jest zupełnie inne od mojego, nie dość, że delikatniejsze, to jednak jeszcze starsze, znacznie więcej przeżył ode mnie. Nie widać tego po jego ślicznej buźce, dlatego musiałem o tym pamiętać. 
Umyłem go dokładnie dbając o to, by każdy centymetr jego ciała był czysty, a po tym opatuliłem go ręcznikiem, dokładnie wycierając. Mój mąż był padnięty, niewiele kontaktował i w sumie, to w żaden sposób nie oponował. Lepiej dla mnie, mogłem z nim zrobić, co chcę, a chcę go oczywiście tylko położyć spać. Kiedy moja piękna Owieczka była sucha, owinąłem biodra ręcznikiem i bez problemu chwyciłem męża w swoje ramiona, zanosząc go do naszej sypialni. Tam oczywiście narzuciłem na jego ciało koszulę i położyłem go do łóżka. A potem? 
Potem zostało mi sprzątanie. 
Jak zazwyczaj nie miałem problemu z ogarnięciem domu po naszych małych igraszkach, skoro miałem siłę, to sprzątałem, jednakże dzisiaj miałem lenia. Dużego lenia. Najchętniej to bym się położył obok niego i może nawet poszedł spać. I może zaraz to zrobię? 
Nie przejmując się kroplami spływającymi po moim ciele, szybko nałożyłem na swoje ciało spodenki i zabrałem się za sprzątanie. Starałem to wszystko ogarnąć jak najszybciej, co nie było takie proste. Nie kochaliśmy się jakoś bardzo długo, a brudu, jaki żeśmy wspólnie zrobili, było mnóstwo. A później jeszcze sobie zdałem sprawę, że czeka mnie pranie. Na samą myśl wyrwał się z moich ust jęk frustracji. Może zrobię je później? Coś się stanie z jeśli zrobię je za kilka godzin...? Nie wydaje mi się. 
Zadowolony z siebie wróciłem do męża, by zaraz wtulić się w jego ciało. Mikleo coś mruknął przez sen, ale się nie obudził. A ja wpatrywałem się w niego tak długo, aż w końcu... Cóż, zasnąłem, zmęczony tym wszystkim. Pobyt w piekle był chyba bardziej męczący, niż początkowo myślałem. Dziesięć lat ciągłego czuwania i zamartwiania się o Mikleo było męczące i psychicznie, i fizycznie. Dobrze, że już tu jestem. I mogę go pilnować. 
– Spaliłbym dla ciebie cały świat – wyszeptałem, delikatnie gładząc jego policzek. Zabiłbym każdego, kto tylko by na niego spojrzał. A konsekwencje? One się dla mnie nie liczyły. 
Przysunąłem go bliżej siebie u zamknąłem oczy. Teraz, wszystko już było w porządku. Musiało być w porządku. Zero zmartwień i problemów; tylko nasza dwójka się w tej chwili liczyła. A później udamy się do ruin, tak jak chciał. Trochę się martwię, że może coś mu się stać, ale czuję, że tego potrzebuje. A jeszcze wpadnie na jakichś głupi pomysł i sam się gdzieś uda... Nie, nie, lepiej już się z nim udam i będę go pilnować. Tak będzie najlepiej i dla mnie, i dla niego. 

<Owieczko? c:>

wtorek, 1 lipca 2025

Od Haru CD Daisuke

A więc wszystko stało się jasne. Zostanę przy niej tak długo, jak będzie trzeba. No, może dopóki nie będę musiał iść do pracy, nie chciałbym się spóźnić, bo wtedy musiałbym zostać dłużej, a już i tak miałem dość tych nocek. Nie potrzebowałem dodatkowych godzin do odrobienia.
- Zostanę. A teraz proszę, zjedz coś. Nie możesz się głodzić, to bardzo niezdrowe w twoim stanie - Wyjaśniłem spokojnie, podając jej przygotowany posiłek.
Oczywiście od razu zauważyłem, że niespecjalnie ma ochotę jeść, i to również było normalne. W jej stanie wszystko było możliwe. Co prawda nie wiedziałem o tym aż tak wiele, ale i tak potrafiłem wiele wywnioskować po samym zapachu ciała. To zdecydowanie mój atut.
Moja mama pojawiła się w pokoju, tak jak obiecała. Po kilku chwilach zapukała do drzwi.
- Proszę - Zaprosiłem ją do środka, czując, jak mięśnie mojej panienki napinają się odruchowo ze stresu. - Spokojnie. Jestem przy tobie - Uspokoiłem ją, pilnując, żeby zjadła chociaż odrobinę. Lepsze to niż nic.
Moja mama była bardzo delikatna w tym, co mówiła. Spokojnie tłumaczyła mojej panience, co z czym się przysłowiowo je.
Daisuke nie zadawał żadnych pytań, wyraźnie się wstydząc. Na szczęście nie musiał nic mówić. Mama, jakby czytała mu w myślach, sama podejmowała tematy, które tak bardzo go trapiły.
Wyjaśniła dokładnie, jak powinien się zabezpieczyć, żeby krew nie pobrudziła wszystkiego wokół. Pocieszyła go i wsparła jak prawdziwa mama taka, którą zawsze mogłem się pochwalić.
- Czy chciałabyś o coś zapytać? - Zapytała cicho, cierpliwie czekając na odpowiedź.
- Nawet nie wiem, o co miałbym zapytać… - Przyznał, nerwowo bawiąc się swoimi palcami.
- To oczywiste. Nie wiesz jeszcze, jak być kobietą, ale to nic. W razie jakichkolwiek pytań możesz śmiało do mnie przyjść. Naprawdę chętnie ci odpowiem i postaram się pomóc, choć nie obiecuję, że będę w stanie rozwiać wszystkie twoje wątpliwości - Powiedziała mama z uśmiechem, robiąc wszystko, by moja piękna panienka czuła się przy niej swobodnie i nie wstydziła tego, o czym rozmawiają.
- Chciałabym o coś zapytać, tylko… Haru, musiałbyś stąd wyjść - Odezwał się cicho, spuszczając wzrok.
Szybko zrozumiałem, dlaczego muszę wyjść, i nawet o nic nie pytałem. Grzecznie pożegnałem się z obiema kobietami i zabrałem swoje rzeczy, które przydadzą mi się w pracy.
Mój czas i tak właśnie dobiegał końca, więc musiałem zbierać się do miejsca, w którym spędzałem prawie połowę swojego życia. Na szczęście zostały mi już tylko cztery dni, kończyła się moja miesięczna kara. Jak bardzo się z tego cieszyłem… Jeszcze tylko kilka męczących dni i wszystko znów będzie tak, jak być powinno.
W pracy, jak to w pracy, zdecydowanie nie mogłem narzekać na nudę. Każdego dnia szukałem, obserwowałem i analizowałem każdy krok ludzi zamieszanych w różnego rodzaju przestępstwa. Przynajmniej jednym z plusów nocnych zmian było to, że zawsze było co robić. To mnie naprawdę uszczęśliwiało, bo nie wyobrażam sobie bezczynnego siedzenia i gapienia się w zegar. Nuda w pracy to dla mnie najgorsze, co może się zdarzyć, czas wtedy płynie niepokojąco wolno, każda minuta dłuży się w nieskończoność i ma się wrażenie, że nigdy nie nadejdzie koniec zmiany.
A tutaj było odwrotnie, każda noc przynosiła nowe wyzwania, zagadki do rozwiązania i ludzi, których trzeba było prześwietlić z uwagą i precyzją. Czas mijał błyskawicznie, a ja miałem poczucie, że robię coś naprawdę ważnego i potrzebnego. I właśnie to dawało mi największą satysfakcję.

<Panienko? C:> 

Od Mikleo CD Soreya

 Należałem w tej chwili tylko do niego. Czułem, jak całe moje ciało drży od świadomości, że jestem mu całkowicie oddany, całkowicie posłuszny. Każdy dotyk sprawiał, że robiło mi się gorąco, a gdzieś w środku narastało pragnienie, którego nie potrafiłem już opanować. Chciałem, żeby właśnie teraz robił ze mną wszystko, na co tylko miał ochotę. Żeby wreszcie dostał to, za czym tęsknił przez dziesięć lat to, czego wtedy nie mógł mieć.
Było w tym coś dziwnie uwalniającego. Świadomość, że nie muszę nic kontrolować. Że mogę poddać się temu całkowicie. Chciałem, żeby mną pomiatał, jakkolwiek by to nie brzmiało. Każde jego spojrzenie, każdy ruch dłoni sprawiały, że czułem się jeszcze bardziej potrzebny. Jeszcze bardziej jego.
Byłem posłuszny i oddany. Pozwalałem się brać na każdy możliwy sposób, czując, jak moje serce bije szybciej z mieszaniny wstydu i rozkoszy. Ani razu nie powiedziałem „nie”. W tamtej chwili nie istniało nic poza nim i mną.
To zbliżenie trwało naprawdę długo. Z trudem powstrzymywałem się przed odpłynięciem, zaciskając dłonie na krawędzi stołu. Wiedziałem, że w tej chwili naprawdę mnie potrzebuje, potrzebuje nie tylko mojego ciała, ale i emocji, które mu dawałem, kiedy się kochaliśmy. Wiedziałem, że nie lubi, gdy zbyt szybko traciłem kontakt z rzeczywistością. Wiedziałem też, że nie mogę go zawieść. Sam przecież chciałem kochać się z nim na każdy możliwy sposób, całkowicie, bez żadnych ograniczeń i właśnie teraz musiałem to udowodnić i nie odpłynąć zbyt szybko.
- Sorey… - Wyszeptałem, drżąc, gdy moje paznokcie przejechały po blacie, o który byłem oparty.
- Nie pozwoliłem ci mówić - Odpowiedział natychmiast i uderzył mnie w pośladki. Odruchowo zagryzłem wargi, czując, jak wstyd miesza się z pragnieniem, które wypalało mnie od środka.
- Przepraszam, panie… - Szepnąłem, a moje ciało samo się wygięło, gdy poczułem, jak jego nasienie rozchodzi się we mnie powoli, ciepłe i ciężkie.
- Moja słodka owieczka… - Mruknął, puszczając mnie. Widziałem jego zadowolone spojrzenie, gdy opadłem na blat, całkowicie wykończony naszym zbliżeniem.
Wykończony z trudem podniosłem się z blatu, starając się utrzymać na drżących nogach.
- No już, nie możesz tracić zbyt wiele czasu. Musisz posprzątać po sobie. Nie możesz zostawić bałaganu - Zwrócił się do mnie, patrząc na nieład, który razem zrobiliśmy.
- Tak, panie - Wyszeptałem, choć każdy, nawet najmniejszy ruch sprawiał mi ból.
Sorey obserwował mnie przez chwilę w milczeniu, a potem bez słowa podszedł i objął mnie ramionami, kiedy tylko przyniosłem potrzebne rzeczy do sprzątania.
- No już, tylko żartowałem - Powiedział spokojnie i poprowadził mnie prosto do łazienki. Posadził na krześle stojącym obok balii. - Zaczekaj chwilę. Zaraz przygotuję nam gorącą kąpiel - Polecił.
Nie miałem już siły, więc po prostu siedziałem grzecznie i czekałem, aż zdejmie ze mnie strój pokojówki. Potem zajął się wodą i po chwili ostrożnie wsunął mnie do balii, sam siadając tuż za mną, żeby mnie podtrzymać.
- Kocham cię, owieczko - Wyszeptał, całując mnie lekko w ramię.
- I ja ciebie kocham - Przyznałem cicho, opierając się wygodnie o jego klatkę piersiową, zmęczony a jednocześnie bardzo usatysfakcjonowany naszym zbliżeniem. 

<Pasterzyku? C:>

niedziela, 29 czerwca 2025

Od Daisuke CD Haru

 Jemu łatwo było mówić. On tego nie przeżywał, niczym się nie musiał przejmować, był w końcu sobą. Nerwowo zagryzłem wewnętrzną część policzka. Jedyne, czego chciałem, to tego, by się to po prostu skończyło. 
– Nie mogę po prostu tutaj tego wszystkiego przeczekać? – wymamrotałem cichutko, przyglądając się uparcie swoim dłoniom. 
– I co, każdy kolejny cykl będziesz spędzał w łazience? Nie wiadomo, jak długo zajmie ci zajście w ciążę. A później, jak będzie dziecko? Też będziesz musiał trochę tą kobietą pobyć. Ignorowanie problemu go nie rozwiąże. A taka rozmowa z kobietą dobrze ci zrobi. Powinieneś już ją odbyć dawno temu. Przyprowadzę tu mamę, dobrze? – zaproponował, na co pokręciłem głową. 
– Najpierw muszę się umyć – odpowiedziałem cicho, nie czując się dobrze z faktem, że miałbym kogokolwiek widzieć w takim stanie. Już Haru mnie takiego widzi, a to i tak dużo za dużo. 
– Przygotuję ci więc kąpiel. I ty się na spokojnie tutaj wykąp, a ja przyprowadzę mamę – stwierdził, samemu za mnie decydując. A ja dalej nie wiedziałem, czy był to dla mnie taki dobry pomysł. Jego mama chyba nie polubiła mojej kobiecej wersji. I nawet nie wiem, jak mam ubrać w słowa to, o co chcę zapytać. I to jeszcze obcą kobietę? Chociaż, czy to ma znaczenie, z kim bym rozmawiał? Tak samo skrępowany czułbym się przy Suzue, czy kimkolwiek innym. Najchętniej bym jakoś sam sobie z tym poradził, nawet jak sobie nie radzę. Szukałbym sposobu do skutku. Lepsze to niż najedzenie się wstydu przed obcą kobietą. Wystarczy mi już, że przed Haru się wstydzę. – Proszę, kąpiel gotowa, przyniosłem ci też ubrania na przebranie. No już, nie przejmuj się tak. Naprawdę cię kocham, i nic mi w tobie nie przeszkadza – dodał, podchodząc do mnie i pomagając mi podnieść się z podłogi. Od razu skrzywiłem się mimowolnie, czując to okropne uczucie w podbrzuszu. Zaraz też na moich policzkach pojawił się rumieniec wstydu. Miałem wrażenie, że już zaczynam przeciekać. Paskudne uczucie. 
Haru westchnął cicho, ale nic mi nie odpowiedział. Zamiast tego zostawił mnie samego, a ja mogłem w końcu się umyć. I mimo, że miałem ochotę posiedzieć sobie w tej wodzie na długo, nie mogłem tego zrobić. Znaczy się, mogłem, ale jakoś tak miałem wrażenie, że ta krew przez to, że myję się w wodzie stojącej, bez żadnego ujścia i wymiany, będzie zaraz na moim ciele, i wcale nie będę czysty. Ciekawe, co mnie prędzej wykończy, to bycie kobietą czy ja sam i moje myśli. 
Zabezpieczyłem się, ubrałem i powoli, niepewnie, dalej strasznie się wstydząc wszystkiego. Nie chciałem wychodzić do pokoju. Czułem się w tej łazience całkiem bezpiecznie, ale kiedy po kilkunastu minutach się rozległo pukanie do drzwi wiedziałem, że nie mogę tego dłużej odkładać. 
– Już? To świetnie. Chodź, przyniosłem ci jedzenie, mama zaraz do ciebie zajrzy... No już, uśmiechnij się. Wszystko będzie w porządku – uspokoił mnie, chwytając moją dłoń i ucałował mnie w jej wierzch. 
– Nie wiem, czy to dobry pomysł. Nie wiem, jak się wysłowić. O co się spytać. I nawet nie wiem, czy mnie ona lubi, wczoraj była krytyczna wobec mnie – odpowiedziałem, zerkając na krzesło. Trochę się bałem usiąść, bo jeszcze zaraz bym wszystko pobrudził. 
– Mogę zostać z tobą, jeśli bardzo tego chcesz. Też mi zasugerowała, że dobrze by było, abym tak zrobił, bo to może mi ciebie pomóc zrozumieć. I też, jak będziemy mieć córkę, też się może okazać przydatne. Najważniejsze jednak jest to, byś ty się czuł komfortowo. No i byś mówił. Co czujesz. Jak się czujesz. Tego nikt za ciebie nie zrobi – wyjaśnił, na co powoli pokiwałem głową na znak, że go rozumiem. 
– Wolałbym, żebyś został. Przynajmniej na początku – przyznałem cicho, ze wzrokiem wbitym w swoje dłonie. 

<Piesku? c:>

Od Soreya CD Mikleo

 Cierpliwie czekałem, aż moja przepiękna Owieczka do mnie wróci, ciekawy oczywiście tego, co takiego mi będzie chciała zaprezentować. Miała tyle ciekawych strojów, więc nie wątpiłem, że wybierze coś idealnego na ten dzień. Chociaż, gdybym ja miał wybrać... co ja bym wybrał? Może suknię ślubną? Dawno nie widziałem go w sukni ślubnej. I tym wianeczku, pończoszkach, bucikach... albo...?
- Sorey? - usłyszałem za sobą, a ja odwróciłem się w stronę jego głosu. 
Stał przed mną z opuszczonym wzrokiem, dłonie splecione z tyłu, stopy rozstawione dokładnie tak, jak go nauczyłem. Strój pokojówki, który miał na sobie - krótka czarna sukienka z białym fartuszkiem, koronkowe pończochy, a pod spodem koronkowa bielizna - przylegał do jego ciała idealnie. Miał zaróżowione policzki i ledwo powstrzymywał drżenie. Był gotowy. A ja miałem ochotę go złamać, po swojemu. Obszedłem go powoli, delektując się widokiem. Zatrzymałem się za jego plecami, położyłem dłoń na jego karku i nachyliłem się do ucha. Skoro ubrał strój pokojówki myślę, że możemy się pobawić.
- Czy pokój został dokładnie posprzątany? - zapytałem cicho, strasznie musząc się powstrzymywać od tego, by nie wziąć go tu i teraz.
- T-tak, panie - odpowiedział natychmiast, głosem lekko drżącym. Oczywiście od razu zrozumiał, w co się bawimy, a nawet nie musiałem go o nic pytać.
- Naprawdę? - Dłonią powędrowałem w dół jego pleców. - A kurze spod łóżka też zebrałeś?
Zamilkł. Wstrzymał oddech. Wiedział, co to oznacza. I byłem bardziej niż pewien, że tylko na to czekał.
Chwyciłem go za włosy i odciągnąłem głowę do tyłu. Jak dobrze, że rozpuścił włosy, znacznie ułatwił mi tym pracę. O wszystkim pomyślał, a ledwo jest w stanie się utrzymać na nogach. Niesamowity.
- Kłamstwo, mój drogi, kosztuje. Na kolana.
Zsunął się z gracją, jakby robił to tysiące razy. A przecież robił. Doskonale go sobie wytrenowałem, i w tym życiu, i w innych także. Oparł dłonie na udach, głowa nisko. Bez słowa podał mi pejcz. Przyszedł przygotowany — to też lubiłem. Coraz bardziej byłem pod wrażeniem jego działania.
- Dziesięć uderzeń. Za kurz. Licz głośno.
Pierwsze przecięło powietrze z charakterystycznym świstem. Uderzyło w jego udo tuż pod rąbkiem spódniczki.
- Jeden, panie - jęknął, a ja dostrzegłem, jak jego biodra mimowolnie drgnęły do przodu.
Podobało mu się to bardziej, niż przyznałby komukolwiek. Kolejne uderzenia padały rytmicznie, a jego głos stawał się coraz bardziej zachrypnięty od pożądania. Po dziesiątym był rozpalony, oddychał ciężko, a jego oczy - gdy w końcu pozwoliłem mu spojrzeć - błyszczały.
- Wstań. Oprzyj się o stół. Spódniczka do góry – powiedziałem, używając krótkich komend. Takie są najlepsze.
Zrobił to bez wahania. Pośladki miał zaróżowione od uderzeń, napięte i gotowe. Rozpiąłem pasek, zsunąłem spodnie, nie odrywając od niego wzroku.
- Powiedz mi, kim jesteś - zażądałem, nachylając się nad nim.
- Jestem pańską służącą. Uległą. Należącą tylko do pana.
- Dobrze, Owieczko. To czas, byś zasłużył na nagrodę.
Wsunąłem się w niego powoli, z premedytacją, chcąc usłyszeć każdy jego jęk, każde stłumione westchnienie. Trzymałem go za biodra, kontrolując każdy ruch, każdą głębokość. On drżał pod moimi dłońmi, rozkosznie rozłożony, całkowicie zdany na mnie. Nie musiałem nic więcej. Wiedziałem, że kiedy skończymy, opadnie na podłogę w ciszy, z policzkami mokrymi od łez spełnienia. 

<Owieczko? c:>

Od Haru CD Daisuke

Naprawdę? To w tym tkwił cały problem? Boi się, że śmierdzi? Zdziwiło mnie, że aż tak bardzo go to paraliżuje. Zdecydowanie powinien porozmawiać o tym z jakąś kobietą, może wtedy zrozumiałby, że nie ma w tym nic wstydliwego ani odpychającego.
Owszem, wyczuwałem krew. Czułem cykl każdej kobiety, która pojawiała się w tym miejscu. Ale nigdy nie przywiązywałem do tego większej wagi. To tylko krwawienie, coś tak naturalnego jak oddech czy bicie serca. Nie powinien tego demonizować ani nadawać temu znaczenia, jakiego nie miało.
- Oj, Daisuke… - Westchnąłem cicho, patrząc na niego z odrobiną rozbawienia, ale i szczerego współczucia. - Za bardzo się tym przejmujesz. To zwykłe, comiesięczne krwawienie, które jest częścią życia każdej kobiety. Zdążyłem się do tego przyzwyczaić dawno temu.
Przesunąłem dłonią po jego ramieniu, chcąc dodać mu trochę otuchy.
- I nie jesteś jedyny, który przez to przechodzi. Wiesz, większość kobiet, które tutaj pracują, także ma swoje dni. Przywykłem już do tego zapachu, nie jest dla mnie obrzydliwy. Jest po prostu sygnałem, że przyszły trudne kobiece dni. Nic więcej.
Moje słowa wybrzmiały spokojnie i pewnie. Chciałem, żeby zrozumiał, że nie ma w tym żadnej winy ani powodu do wstydu.
Moja śliczna panienka spojrzała na mnie niepewnie. Wciąż widziałem, jak bardzo się wstydziła i jak mocno bała się tego, co się wydarzyło. A przecież to naprawdę nic takiego, tylko miesiączka, zwyczajna część kobiecego życia.
- Zapewne tylko tak mówisz, żeby mnie uspokoić… - Wyszeptała, spuszczając wzrok.
I tyle by było z mojej rozmowy z nią. Tłumaczę jej, staram się jak najjaśniej pokazać, że wcale, absolutnie wcale mi to nie przeszkadza… A w zamian? Negowanie moich słów, podważanie moich intencji. Westchnąłem cicho, czując lekkie zrezygnowanie.
Chyba powinienem porozmawiać z moją mamą. Może jeśli doświadczona kobieta poruszy ten temat spokojnie i bez skrępowania, ona wreszcie poczuje się lepiej i zrozumie, że nie ma się czego wstydzić.
- Skarbie, rozumiem, że jest ci ciężko, bo to twoje pierwsze krwawienie. Rozumiem też, że możesz się wstydzić, bo jeszcze nie do końca pojmujesz, co właściwie dzieje się z twoim ciałem, i boisz się tego, co inni mogą sobie pomyśleć. To zupełnie naturalne - Powiedziałem spokojnie, chcąc dodać mu otuchy. - Ale proponuję, żebyś porozmawiał o tym z jakąś kobietą. Jeśli chcesz, mogę poprosić moją mamę. Ona jest starszą, doświadczoną kobietą i z pewnością z łatwością będzie w stanie ci pomóc i wszystko wytłumaczyć - Zaproponowałem to, bo nie chciałem, żeby się zadręczał i nakręcał wstydem. Właśnie po to tu przyszedłem, żeby mu pomóc, jeśli tylko mi na to pozwoli. Na razie jednak bronił się przed tym ze wszystkich sił, jakby nie chciał dopuścić do siebie ani mojego wsparcia, ani prostych faktów. A przecież nie robiłem niczego złego. I obaj doskonale o tym wiedzieliśmy.
Na moje słowa uniósł głowę, ale w jego oczach nadal tliło się zmieszanie. Poruszył lekko palcami, jakby nie wiedział, co zrobić z rękami, i odchrząknął cicho.
- Ja… - urwał, zagryzając wargę. - Nie wiem, czy chcę o tym rozmawiać… tak po prostu. Z kimkolwiek. Nawet jeśli to twoja mama. - Jego głos zadrżał, a policzki zapłonęły jeszcze mocniej. - To… wstydliwe. Wstydzę się… siebie. - Szepnął, co oczywiście doskonale rozumiałem, to trudna sytuacja ale nie bez wyjścia.
- Nie musisz się wstydzić, zapewniam cię że będzie dobrze - Dodałem, chwytając jego dłoń. 

<Paniczu? C:> 

Od Mikleo CD Soreya

 To był całkiem dobry pomysł, dziś spokojna degustacja win, które trzymaliśmy w piwnicy, a jutro wspólnie zjemy przepyszny posiłek. Byłem tego pewien, w końcu przygotuje go mój mąż, a on, kiedy tylko chce, potrafi naprawdę wiele.
- Zgadzam się, to naprawdę dobry pomysł - Zapewniłem, uśmiechając się promiennie.
Moja odpowiedź najwyraźniej mu wystarczyła, bo natychmiast pociągnął mnie za dłoń. Ja jednak, zanim pozwoliłem się prowadzić, musiałem najpierw osuszyć jego ciało, żeby nie musiał marznąć bardziej, niż i tak już dla mnie marznie.
- Dziękuję. Wiesz, że nie musiałeś? - Odparł, całując delikatnie moją dłoń.
- Nie musiałem, ale mogłem - Stwierdziłem spokojnie, pozwalając, żeby poprowadził mnie prosto do domu. A że jezioro było niedaleko, dotarliśmy tam naprawdę szybko.
- Rozgość się wygodnie, a ja w tym czasie wszystko przygotuję - Poprosił, puszczając moją lodowatą dłoń.
Posłusznie zrobiłem to, o co prosił, i usiadłem, czekając na jego powrót z parą lampek i wina.
W czasie, gdy Sorey przygotowywał wino, ja spędzałem czas w towarzystwie naszych dwóch psiaków, które ewidentnie potrzebowały odrobiny czułości. Trochę o nich zapomnieliśmy, tak bardzo chcąc nadrobić wspólnie stracony czas. Na szczęście myślę, że nasze psy nie będą miały nam tego za złe.
- Już mam, bardzo proszę - Odezwał się mój mąż, który właśnie pojawił się w salonie i podał mi lampkę wina. Sam usiadł na kanapie obok mnie.
- Dziękuję - Odparłem i od razu zaciągnąłem się zapachem wina. Był delikatnie ostry i chyba lekko gorzki. Nie byłem pewien, czy mi zasmakuje, zdecydowanie wolałbym coś słodszego.
Nie czekając na Soreya, od razu wziąłem pierwszy łyk. A że wina było niewiele, wystarczył jeden łyk, żeby wypić całość.
- To… nie było zbyt dobre - Przyznałem szczerze, odstawiając pustą lampkę na stół.
Sorey roześmiał się cicho i wstał z kanapy, żeby przynieść jeszcze inne rodzaje wina.
I tak oto degustowałem wino za winem, aż w głowie zaczęło mi już lekko szumieć. Jakoś od razu bardziej miałem ochotę poszaleć.
Mając już dość picia, odstawiłem obie lampki na stół i bez wahania wślizgnąłem się na kolana mojego męża, uśmiechając się do niego uroczo.
- Czyżby mój piękny aniołek miał już dość degustacji wina? - Zapytał, kładąc dłonie na moich rozgrzanych policzkach.
- Tak, mam już dość - Przyznałem z lekkim rozbawieniem. - Zdecydowanie bardziej wolałbym, żebyśmy teraz się zabawili.
Bez ostrzeżenia połączyłem nasze usta w namiętnym pocałunku.
Sorey oczywiście odwzajemnił go z równą pasją. Jego dłonie powędrowały w dół, zaciskając się mocno na moich pośladkach.
W pewnym momencie oderwał swoje usta od moich i odsunął mnie delikatnie, patrząc na mnie z tym swoim tajemniczym uśmiechem.
- Możemy się zabawić… pod warunkiem, że ładnie się dla mnie ubierzesz - Wyszeptał, lustrując mnie spojrzeniem jak drapieżnik swoją zdobycz.
Nie mając z tym najmniejszego problemu, wstałem z jego kolan i ruszyłem do sypialni, gdzie znajdowało się wiele ubrań, które kupił mi mój mąż albo które sam wybrałem, żeby sprawić mu przyjemność.
W sypialni zdecydowałem się na strój pokojówki, miałem nadzieję, że to właśnie ten zestaw spodoba mu się najbardziej. Rozpuściłem włosy, żeby ładnie komponowały się z całym strojem, i kiedy upewniłem się, że wszystko wygląda perfekcyjnie, wróciłem do mojego męża, odpowiednio przebrany.
Jeśli będzie chciał dodać coś jeszcze albo zmienić jakiś detal, nie będę miał z tym najmniejszego problemu. Najważniejsze było, żebym wyglądał dokładnie tak, jak sobie tego życzył.

<Pasterzyku? C;>

Od Daisuke CD Haru

 Czułem się źle z powodu tego, że wyrzuciłem męża z pokoju, ale co miałem zrobić? Pozwolić mu tu wejść? Nie, to byłoby niedopuszczalne. Przecież on z mojego powodu by tu nie wytrzymał. Ja czułem ten zapach, a co dopiero on, z tym swoim niezwykłym węchem? Nie, przecież bym tego nie przeżył. Wróciłem do łazienki, gdzie po prostu usiadłem na podłodze i przyciągnąłem kolana do siebie, opierając o nie czoło. Czułem się paskudnie. I chciało mi się płakać, chociaż z jakiego konkretnie powodu, to ja nie wiem. Może z tego, że Haru mnie nienawidzi? Bo na pewno tak się czuje. Wyrzuciłem go z własnego pokoju. A to przecież ja powinienem się wynosić do innego. Ale gdyby tak wyczuł tu coś, czego wyczuć nie powinien? To, co się ze mną działo, zaprzeczało wszelkiej logice, której do tej pory się trzymałem, i to było przerażające.
Zmęczony tą nocą przymknąłem oczy, mając po prostu dosyć tej nocy. Chciałem tylko się przytulić do mojego męża, a zamiast tego muszę tu być, bo zaraz coś ubrudzę. Nawet nie wiem, czy teraz tej koszuli jego nie ubrudziłem. Może powinienem ją zmienić...? Ale tak nie miałem siły... może zrobię to później? Tak, uczynię to, jak już się przebudzę. I umyję. Przede wszystkim będę musiał się umyć. 
Jakimś cudem zasnąłem w tej skulonej pozycji, i pewnie spałbym jeszcze dłużej, gdyby nie intensywne pukanie i głos mojego męża. Niepewnie rozejrzałem się dookoła, czując ból całego ciała. Tylko, z którego powodu? Takiej pozycji do spania? A może mojej przypadłości? A może i jedno, i drugie? Chciałbym, by to wszystko się już skończyło. 
Poruszyłem się lekko i od razu poczułem, jak to wszystko ze mnie spływa. Mój panie, jakie to było obrzydliwe. I że tak co miesiąc muszą przez to kobiety przechodzić? Przecież to były tortury. 
- Wchodzę – usłyszałem i usłyszałem, jak mój mąż przekręca klucz w drzwiach. Musiał dostać je od służby, albo Suzue. Tylko, czemu tu wchodził? Mówiłem mu, że przez kilka dni mamy spać osobno. A nim zdołałem jakkolwiek inaczej zareagować, wszedł do łazienki. To już mnie trochę ostudziło. Od razu poprawiłem jego koszulę tak, by nie było widać mojej bielizny. - Spałeś tak przez ten cały czas?
- Bałem się, że coś pobrudzę – wymamrotałem cicho, wbijając wzrok w swoje dłonie, byleby tylko nie patrzeć na niego. - Czemu tu wszedłeś? Powiedziałem ci, byś tego nie robił. 
- Ponieważ nie odpowiadałeś służbie. Ani mnie. Nic nie jadłeś od wczorajszej kolacji, a za jakieś dwie godziny wychodzę do pracy... co się dzieje? - zapytał, klękając przy mnie i chcąc chwycić moją dłoń, ale zaraz ją odsunąłem. 
- Czujesz dobrze, co się dzieje. Zostaw mnie. Jestem odrażający – wymamrotałem, kuląc się jeszcze bardziej. 
- Wcale nie jesteś. To normalny cykl, przez który przechodzi każda kobieta. I ja to rozumiem, wiesz? - uspokajał mnie, ale ja jakoś tak nie byłem pewien. Byłbym, gdyby był normalny, tak jak ja. A on wie wszystko. Czuje wszystko. To mnie wprowadzało w wielką paranoję. 
- Może rozumiesz, ale czujesz więcej, niż ja. I muszę w tej chwili dla ciebie straszliwie śmierdzieć – wymamrotałem cichutko, kuląc się w sobie jeszcze bardziej. 

<Piesku? c:>

sobota, 28 czerwca 2025

Od Soreya CD Mikleo

Doskonale czułem, że tylko udaje. Nie trzeba było być geniuszem, by to zauważyć; tak udawał tego poważnego, pewnego siebie tylko po to, by później zachowywać się jak uległa suczka. Ja to lubiłem, i on to lubił, i tylko to miało znaczenie. I też tylko ja mogłem go nazywać w ten sposób. Każdy inny zasługiwał na karę. Szkoda, że wtedy temu cwaniakowi nie zmiażdżyłem czaszki. Może jeszcze nie jest za późno? Jak go kiedyś dorwę, nic mnie nie powstrzyma. Żadna umowa. Sama myśl o tym typie sprawiła, że czuję zdenerwowanie, łagodnie to ujmując. A nie powinienem się denerwować i irytować. Nie teraz. Powinienem się skupić na moim mężu, na tym cudownym i słodkim aniołku, dla którego to wszystko robiłem. 
- No wiesz, trzeba wybrać to najlepsze wino, by je wypić w całości, tak? A jak wybrać to najlepsze wino, jak nie poprzez degustację? - odpowiedziałem pytaniem, szczerząc się do niego głupio, jak to miałem w zwyczaju. - To dla twojego dobra. Różne są w końcu wina. Jedne są słodkie, inne półsłodkie... a ja dalej nie wiem, jakie jest twoje ulubione. 
- No tak, jakiż ja głupiutki – uśmiechnął się niewinnie. 
- Właśnie, pozwól mi się rozpieścić. I może do tego jeszcze przygotuję kolację, co? Tylko musisz mi powiedzieć, co chcesz – powiedziałem chcąc, by dla niego wszystko było jak najlepsze. 
- A zjesz ze mną tę kolację? - spytał, na co tylko się szeroko uśmiechnąłem. 
- Ależ oczywiście. Raz na jakiś czas dla ciebie wszystko. Miałem pięć lat przerwy od jakiegokolwiek jedzenia, zatem... myślę, że się nic złego nie stanie – przytuliłem go do siebie, nie mogąc się nacieszyć tym, że mam go przy sobie, całego i bezpiecznego, i tylko dla siebie. Nie wierzyłem, jak ja mogłem znaleźć sobie kogoś takiego, jak on, albo raczej, że ktoś taki jak on jest przy mnie, pomimo tego, że przecież go krzywdę. Strasznie krzywdzę. On jest albo taki głupiutki, albo taki kochany. Albo i jedno, albo i drugie naraz. No bo jak inaczej wytłumaczyć to zachowanie? No nie da się. - Co więc sobie moja syrenka życzy?
- Cóż, to chyba zależy od tego, jakie wino będziemy pić, tak? Bo do każdego wina pasuje co innego. Na przykład czerwone wina do czerwonego mięsa... a my chyba mamy tylko czerwone, z tego co kojarzę – wyjaśnił, na co zmarszczyłem brwi. Swego czasu kupowałem mu różne wina, i zawsze starałem się wybrać jakieś inne, by miał do wyboru co innego. Ale miał rację, wino musi pasować do obiadu. Czy tam obiadokolacji. 
- Może zrobimy tak... dzisiaj degustacja, a jak już dobierzemy idealne wino, to jutro z tym winem obiad? - zaproponowałem takie rozwiązanie, nie przestając mu się przyglądać z uwagą. Coś czułem, ze po dzisiejszej degustacji raczej już niewiele będzie w stanie zrobić, dlatego dobrze chyba kolację przełożyć na jutro. Rano bym zrobił odpowiednie zakupy, wszystko zaplanował... oczywiście po naszej wspaniałej nocy, o ile mój mąż aż tyle wytrzyma. 

<Owieczko? c:> 

Od Haru CD Daisuke

Gdy tylko dotarłem do pracy, natychmiast skupiłem się na tym, co wychodziło mi najlepiej, obserwacja. Spokojnym krokiem przemierzałem znane zaułki i analizowałem miejsca spotkań. Dyskretnie śledziłem osoby podejrzane o rozmaite zbrodnie, starając się nie przeoczyć najdrobniejszego szczegółu.
Noc to najlepszy moment, by analizować ludzkie zachowania. Kiedy jedna część miasta pogrążona jest w głębokim śnie, druga oddaje się zupełnie innym zajęciom, często takim, których wielu wolałoby nigdy nie zobaczyć ani tym bardziej nie pochwalać.
To właśnie wtedy najłatwiej dostrzec prawdziwe oblicze ludzi, ich słabości, obsesje i ukryte zamiary.
Moja nocna zmiana nie była specjalnie ciężka. W gruncie rzeczy samo obserwowanie ludzi i ciche podążanie za nimi nie robiło na mnie większego wrażenia. Czas płynął leniwie, a ja miałem wrażenie, że wykonuję te same czynności po raz tysięczny, krok za krokiem, oddech za oddechem, wciąż ten sam monotonny rytm.
Przynajmniej nie tkwiłem bezczynnie w koszarach jak reszta. Nigdy nie rozumiałem, co z nimi jest nie tak. Przecież płacą im za to, żeby pracowali. A co oni robią w tej chwili? Siedzą w środku i zabijają czas, zamiast wziąć się za robotę. Może właśnie dlatego tak chętnie zrzucają obowiązki na kogoś takiego jak ja. Na kogoś, kto po prostu nie umie usiedzieć spokojnie na czterech literach.
Zresztą to nie była tylko kwestia charakteru. To moje wilcze geny nie pozwalały mi zastygnąć w bezruchu. Czułem to napięcie pod skórą, nieustanną potrzebę działania, przemieszczania się, czujności. Musiałem mieć zajęcie, musiałem czuć, że coś się dzieje, bo inaczej zaczynałem wariować.
Chodziłem więc od patrolu do patrolu, od cienia do cienia, licząc minuty do końca zmiany. Chciałem, żeby czas przyspieszył, żeby noc wreszcie się skończyła. Chciałem jak najszybciej wrócić do mojej pięknej panienki.
To właśnie ta myśl była moją nagrodą za cierpliwość. Świadomość, że gdy wreszcie odhaczę swoje obowiązki, znów będę mógł ją zobaczyć.
W końcu udało mi się przeżyć tę ciężką noc.
Mogłem nareszcie wrócić do miejsca, gdzie czekała na mnie moja ukochana istota.
Powrót do domu zajął mi zaledwie trzydzieści minut. Już miałem nadzieję, że będę mógł wreszcie się umyć i położyć u boku mojej panienki.
I zapewne bym tak zrobił, gdyby nie to, że drzwi do naszej sypialni były zamknięte. Zdziwiony zapukałem, czekając na odpowiedź.
- Haru, nie możesz tu wejść - Usłyszałem i te słowa naprawdę bardzo mnie zaskoczyły.
A jemu co się stało? Czy ja o czymś nie wiem? To mnie trochę martwiło.
- Daisuke, coś się stało? - Zapytałem, próbując zrozumieć, co się z nim dzieje.
Nawet przez drzwi wyczuwałem całą gamę emocji, które od niego biły.
Coś ewidentnie było nie tak, a im bardziej się na tym skupiałem, tym więcej faktów układało mi się w głowie.
- Będziesz musiał zamieszkać w innym pokoju na kilka dni - Stwierdził w końcu.
Z moich ust wyrwało się głośne westchnienie.
No i wszystko ułożyło mi się w jedną całość. Najwidoczniej musiał dostać pierwszego krwawienia. Nie czułem zbyt wielu zapachów przez drzwi, ale z łatwością mogłem wywnioskować, dlaczego zabrania mi wchodzić do pokoju.
No i co ja miałem teraz zrobić?
Musiałem zająć inny pokój, skoro tak sobie tego życzył.
- Jeśli tego sobie życzysz - Odparłem spokojnie, nie mając zamiaru zmuszać go do przebywania ze mną w jednym pomieszczeniu.
Poczekam, aż mu trochę przejdzie. A wtedy spróbuję z nim porozmawiać jeszcze raz.

<Paniczu? C:> 

Od Mikleo CD Soreya

 To było naprawdę przyjemne uczucie. Zdecydowanie bardziej podobało mi się wspólne spędzanie czasu tutaj, gdzie była tak lubiana przeze mnie zimna woda i towarzystwo faceta, którego kochałem.
Oderwałem się od jego ust dopiero wtedy, gdy zabrakło mi powietrza. Od razu spojrzałem mu w oczy, czując przyjemne ciepło rozlewające się po całym ciele.
- Na twoje szczęście nie potrafię takich sztuczek… Bo wiesz, gdybym umiał, kto wie, może już byś mnie nie trzymał - Wyszeptałem między kolejnymi pocałunkami, którymi nie przestawałem go obdarowywać.
- Zatem muszę cię mocno trzymać, żebyś przypadkiem nie spróbował mi uciec - Odparł z uśmiechem i jeszcze mocniej ścisnął moje pośladki.
- Na twoje szczęście nie zamierzam uciekać. Zdecydowanie bardziej wolę, kiedy mnie przy sobie trzymasz - Wyszeptałem, wtulając się w jego ciało.
Potrzebowałem tej chwili bliskości, bo właśnie jej ostatnio najbardziej mi brakowało. Nie było go miesiąc, a ja tak strasznie tęskniłem. Dobrze, że wreszcie tu był, dzięki temu znowu czułem się bezpieczny.
- No już dobrze… My tu sobie tracimy czas, a ty musisz pływać. Mam wobec ciebie poważne plany, nie możesz mnie zawieść - Stwierdził z rozbawioną powagą, wypuszczając mnie z ramion.
A więc to by było na tyle. Pozostało mi grzecznie popływać i nabrać siły na dalsze, wspólne chwile.
Robiłem więc to, co do mnie należało, pływałem i jednocześnie bawiłem się z mężem, który najwyraźniej postanowił mnie trochę rozruszać. To było naprawdę miłe z jego strony. Jakoś od razu chętniej i z większą energią mi się pływało, gdy nie musiałem nudzić się tutaj zupełnie sam.
Mimo świetnej zabawy w końcu poczułem, że mam już dość. Znudziłem się i chciałem wrócić na brzeg, żeby odpocząć.
Od razu ruszyłem w stronę wyjścia z wody, dając mężowi wyraźny sygnał, że na dzisiaj wystarczy.
- Już? Jesteś pewien, że masz dość? - Zapytał, podążając za mną i chcąc się upewnić, że wszystko ze mną w porządku.
- Tak. Chciałbym już wrócić do domu i trochę się rozgrzać - Stwierdziłem spokojnie, wyciągając dłoń, żeby pomóc mu wyjść z wody.
- Ty… i rozgrzać? - Powtórzył zaskoczony. Położył mi dłoń na czole, jakby chciał sprawdzić, czy nic złego się ze mną nie dzieje.
- Tak - Przyznałem z uśmiechem, patrząc mu w oczy. - Wino w sam raz na rozgrzanie - Dodałem z zadziornym błyskiem w spojrzeniu.
Sorey pokiwał z rozbawieniem głową, a ja doskonale wiedziałem, co tak bardzo go bawi.
W końcu niewiele mi trzeba, żeby się trochę wstawić, a wtedy mam ochotę na wszystkie niegrzeczne rzeczy. Ale czy powinno mu to w ogóle przeszkadzać? Oczywiście, że nie. Powinien się cieszyć, przecież w takich chwilach może robić ze mną, co tylko zechce. Zresztą… on i tak może robić ze mną wszystko, na co ma ochotę, a ja nawet nie pisnę, tylko rozłożę przed nim nogi gdzie chce, jak chce i kiedy chce.
- W takim razie - Powiedział z błyskiem w oku - Zapraszam mojego słodkiego aniołka na degustację wina.
Ujął moją dłoń i z czułością pocałował jej wierzch, po czym pociągnął mnie za sobą w stronę domu.
- Degustację? - Powtórzyłem, unosząc lekko brwi. - A więc chciałbyś mi zaproponować kilka win, które mógłbym spróbować? - Zapytałem z udawaną powagą, mając wielką ochotę trochę się z nim podroczyć. Przecież obaj to uwielbialiśmy i obaj doskonale wiedzieliśmy, że w gruncie rzeczy nie mamy nic przeciwko temu.

<Pasterzyku? C:>

piątek, 27 czerwca 2025

Od Daisuke CD Haru

 Doskonale wiedziałem, że ma rację, i że takie zmuszanie się nie jest dobre. Ale bez niego tak się nie potrafię wyspać, więcej się kręcę niż śpię, zatem i tak muszę na niego czekać i tak. 
- Nie martw się, zadbam o siebie – obiecałem, uśmiechając się najładniej, jak tylko potrafiłem. - Uważaj na siebie.
Haru westchnął ciężko, ale ucałował mnie w czoło i opuścił rezydencję. 
A ja już nie mogłem się doczekać, aż mój mąż do mnie wróci, a przecież dopiero co wyszedł. Nie podobały mi się te jego nocki, zdecydowanie bardziej wolałem, kiedy wstawał rano i wracał popołudniu. Wtedy coś zjadł, chwilę odpoczął i był cały mój. A teraz? Wraca, on się ogarnia po nocce pewnie ze względu na mnie, śpimy razem, potem trochę tego czasu spędzamy i on musi iść. I tak w kółko. Nie, to mi się nie podoba, znacznie mniej czasu spędzamy, a przynajmniej takie miałem wrażenie. 
Przed pracą zdecydowałem się odświeżyć, zabezpieczyć włosy i ubrać jego koszulę do spania i wtedy mogłem usiąść przy biurku, wraz z gorącą herbatą ziołową. Zastanawiałem się jeszcze nad kawą, ale niezbyt smakuje mi zimna kawa, a już na pewno nie tak bardzo jak zimna herbata. I tak sobie spokojnie pracowałem przez kolejne kilka godzin, dopóki nie poczułem nagłej chęci pójścia do toalety. Byłem pewien, że to za zwykłą potrzebą, dlatego też trochę się przestraszyłem, kiedy zobaczyłem krew. Potrzebowałem chwili, by zrozumieć, że stała się jedna z tych rzeczy, które to mnie przerażało w byciu kobietą. Pierwsze krwawienie. Ale że już? Tak szybko? Nawet tydzień nie minął od mojej przemiany, jeszcze się nie nauczyłem niczego, a tu już muszę się martwić tym? I co ja mam robić? 
Potrzebowałem chwili, by się uspokoić, i dopiero po tym zabezpieczyłem się tak, jak czytałem, że powinno się robić, i... i co dalej? Zacząłem robić kółeczka, nerwowo myśląc, co zrobić. Jeszcze nie było źle, ale czułem, i czytałem, że będzie gorzej. Jak coś przypadkiem pobrudzę? Przecież to krew, tego tak łatwo się nie spierze. Już nie mówiąc o zapachu, przecież ja będę musiał się kąpać pięć razy dziennie, a i tak będzie mi za mało. Właśnie teraz miałem ochotę wziąć kąpiel, chociaż tak naprawdę niewiele tej krwi było. Poza tym, jak ja będę musiał dla Haru śmierdzieć? Przecież ja nie będę potrafił mu w oczy spojrzeć, bo będę się bał, że dostrzeże tam obrzydzenie. A na pewno dostrzegę, on ma strasznie czuły węch, wszystko wyczuje, a skoro ja teraz czuję, że śmierdzę, to co dopiero powie Haru? Nie, dopóki to trwa, nie może mnie zobaczyć, ani wyczuć, ani nic. Najlepiej, by w ogóle spał gdzie indziej. A ja... a ja nie wiem, chyba w ogóle stąd nie wyjdę. Zamieszkam w tej balii. Jak kobiety sobie mogą z tym radzić? I to co miesiąc? I żyć normalnie? U mnie to trwa od jakiejś godziny, a już jakiejś paranoi dostałem. A skoro ma być gorzej... mimowolnie przysunąłem kciuka do ust, zaczynając obgryzać skórki. Dopiero po dłużej chwili zdałem sobie sprawę z tego, co robię, i szybko odsunąłem dłoń. Co ja robię? Przecież tak się nigdy nie zachowywałem... 

<Piesku? c:>

Od Soreya CD Mikleo

 Wino i spędzanie czasu z moim mężem brzmiało bardzo przyjemnie. I domyślałem się, jak to się skończy. Jednak, byłem w stanie poczekać jeszcze trochę, byleby tylko mój mąż się wytaplał w wodzie. Mamy czas, mnóstwo czasu, taka godzinka w wodzie może mu nie wystarczyć. 
– Brzmi przyjemnie, ale wiesz, że możemy tu spędzić więcej czasu? Ja nigdzie stąd nie ucieknę – uśmiechnąłem się do niego łagodnie, poprawiając jego cudne włosy. Wyglądał trochę jak taka syrenka. Chociaż w sumie, on przecież jest taką syrenką. Jestem pewien, że gdyby nie ja, i dzieciaki, to on mógłby sobie żyć w wodzie, ale to w jakimś morzu. Bo takie jezioro, jest malutkie, szybko by się znudził. A morze? Morze by się mu spodobało. Pełne niezwykłości, o których ludzie nawet by nie pomyśleli, że mogą istnieć. Kiedyś muszę zabrać mojego męża nad morze. On zwiedzałby jego dno, a ja o prostu bym poczekał, i to tyle, ile będzie trzeba. Tak, myślę, że to dobry kierunek, kiedy w końcu będziemy mieć chwilę dla siebie. Tylko coś trzeba będzie zrobić ze zwierzakami, znaleźć im jakiegoś opiekuna. Może i jestem silny, ale tylko mojego męża będę mógł unieść. Nad tym jednak więcej będę myślał, jak już nadejdzie odpowiedni czas. 
– Ale i do mnie nie wejdziesz. A tak samemu nie jest zbyt mi tu miło – wyznał, na co pokiwałem spokojnie głową. Więc o to chodzi. Chce tu być, ale nie chce być sam. Woda trochę chłodna jest, owszem, ale na dworze jest dość ciepło. Zaraz się ogrzeję i jakoś to będzie. Zresztą, ja od tego nie umrę, a ile mojemu mężowi radości sprawię. 
– A może jednak wejdę? – odpowiedziałem, uśmiechając się do niego łagodnie. 
– Nie trzeba, wiem, że to dla ciebie nieprzyjemne – próbował mnie odwieść od tego pomysłu, no ale ja już swoje postanowiłem. 
– Właśnie, nieprzyjemne, a nie śmiertelne – poduch słowach po prostu zsunąłem się z pomostu wprost do wody. 
Pierwsze, co poczułem, to szok termiczny. Jak na moje, woda była zimna, i to tak stanowczo za zimna. Mimo tego nieprzyjemnego uczucia uśmiechnąłem się do Mikleo nie chcąc, by się zamartwiał. Zresztą, im dłużej w tej wodzie byłem, nie było aż tak bardzo źle. Jak już się nieco bardziej przyzwyczaiłem do tego chłodu, było trochę lepiej. Zresztą, musiało być lepiej. Robiłem to dla mojego męża. 
– I już jestem. Możesz być teraz dłużej w wodzie i wypoczywać – uśmiechnąłem się łagodnie, dopływając do niego bliżej, by go móc uchwycić jedną ręką w pasie. 
– Wiesz, że to nie było konieczne? – zapytał, zarzucając ręce na mój kark. 
– Dla ciebie wszystko jest konieczne, moja syrenko – wyszczerzyłem się głupio, opierając swoje czoło o to należące do niego. 
– Więc teraz jestem dla ciebie syrenką? – zapytał rozbawiony, unosząc jedną brew. 
– No a nie? Wyglądasz jak taka syrenka, kiedy twoje włosy przyklejają ci się do ciała. Tylko proszę się nie zmieniać w morską pianę, tego bym nie zniósł – poprosiłem, gładząc jego policzek tylko po to, by po chwili złączyć nasze usta w namiętnym pocałunku, drugą dłonią, która to była wcześniej na jego talii, schodząc niżej, na jego biodra, a później na pośladki. 

<Syrenko? c:>

Od Haru CD Daisuke

Czego ja się w sumie po nim a raczej w tej chwili po niej spodziewałem? Oczywiście, że nie pójdzie spać, bo przecież *musi* na mnie czekać. A przynajmniej sam tak uważa. W rzeczywistości mógłby po prostu położyć się do łóżka, ale czasem naprawdę nie rozumiem, po co aż tak się poświęca. To nie ma najmniejszego sensu, on/ona o tym wie i ja o tym wiem.
A mimo to i tak to robi. Cały on, zawsze robi to, co uważa za słuszne, ale niekoniecznie to, co powinien.
Zastanawiam się, czy w ogóle jest sens to komentować. Doskonale wiem, że to wcale nie takie proste. On bardzo lubi sprawiać większe lub mniejsze problemy, oczywiście przy okazji się nie słuchając. Taki trochę mój rozpieszczony panicz, które w tej chwili stał się moją panienką.
Mówię mu, że ma spać w nocy, zrelaksować się i niczym nie przejmować. A co on chce robić? Pracować całą noc, żeby później móc spać cały dzień razem ze mną. Nie do końca jestem pewien, czy to zdrowe dla niego. Jego praca jest zupełnie inna niż moja, powinien pracować za dnia, wtedy jego umysł funkcjonuje prawidłowo. Niestety, on uparcie robi wszystko po swojemu. Cały on, nigdy nic nie jest tak, jak byśmy sobie zaplanowali.
Odpuściłem temat, wiedząc, że to nie ma najmniejszego sensu. Powiem jedno, on powie drugie i tak nic z tego nie wyjdzie.
W ciszy i spokoju zjedliśmy posiłek, jak dla mnie zbyt zdrowy. Za mało mięsa, za dużo warzyw. Lubiłem warzywa, ale nie wtedy, kiedy cała kolacja składała się wyłącznie z nich. Zdecydowanie nie był to posiłek dla mnie. Mogłem poprosić o coś innego, ale postanowiłem nie sprawiać problemów. Grunt, że coś zjadłem. Nieważne, ile i co. Żołądek ma jeść, więc nie powinien narzekać. A przynajmniej tak mi się wydaje.
- Powinienem już się zbierać - Zauważyłem, odsuwając pusty talerz.
- Ach tak? Zaczekaj, poproszę kucharza, żeby coś ci na drogę spakował - Moja panienka od razu była gotowa, żeby coś mi przygotować, a raczej rozkazać kucharzowi, żeby to zrobił, chociaż tak naprawdę wcale nie musiała.
- Nie ma takiej potrzeby. Na spokojnie i tak nocą nie będę nic jadł, to niezdrowe - Wytłumaczyłem, mając nadzieję, że zaakceptuje moją odpowiedź.
- Może i to niezdrowe, ale tylko wtedy, gdy idziesz spać. Ty przecież spać nie idziesz, więc musisz jeść - Odparła.
No tak. *Ja* muszę jeść, ale ona? Ona najwyraźniej nie musi, bo przecież potrafi żyć samym powietrzem.
Spokojnie więc czekałem na posiłek, który już po chwili został mi spakowany. Tym razem jednak od razu poczułem, że znajduje się tam zdecydowanie więcej mięsa. Mój czuły nos natychmiast to wychwycił, a kubki smakowe zaczęły pracować szybciej.
No dobrze, nie mogę narzekać na posiłek, który mi przygotowano. Przynajmniej, gdy zgłodnieję, będę miał coś, czego mój organizm najbardziej w tej chwili potrzebuje.
- Dziękuję i do zobaczenia. Pamiętaj, proszę, że jeśli poczujesz zmęczenie, po prostu się połóż. Nie ma sensu zmuszać się do siedzenia, kiedy chce się spać - Wyjaśniłem, łącząc w delikatnym pocałunku nasze usta.

<Paniczu? C:>

Od Mikleo CD Soreya

Tak sobie w tej chwili myślałem nad jego słowami i sam nie do końca byłem pewien, czy tak naprawdę mam ochotę iść zwiedzać ruiny…
Oczywiście, jak już mówiłem, tęskniłem za tym i wręcz marzyłem, żebyśmy poszli tam razem. Ale teraz, kiedy tak leżymy w łóżku, chciałbym, żeby ta chwila trwała wiecznie. Tylko on i ja. Nic poza nami.
- Pomyślę o tym później. Teraz chcę po prostu z tobą tu zostać - Odparłem, uśmiechając się do niego łagodnie.
- Dobrze, w takim razie pomyślimy o tym później - Stwierdził i pocałował mnie w czoło.
Ucieszyłem się z jego słów i leżałem tak na jego klatce piersiowej, dopóki naprawdę nie zapragnąłem pójść nad jezioro.
Właściwie w tej chwili bardzo tego potrzebowałem. Chłodu, który otuli moje ciało. I choć bardzo chciałbym popływać razem z moim mężem, doskonale wiedziałem, że nie mogę sobie na to pozwolić.
Dlatego będę musiał pływać sam. Ale to nic, później znów będę miał go tylko dla siebie.
- Możemy już iść - Zwróciłem się do Soreya, podnosząc z jego klatki piersiowej. Od razu poczułem rozchodzący się po ciele ból, przyjemny ból, który zawsze bardzo lubiłem po naszym zbliżeniu.
- Pomóc ci się ubrać? - Zapytał. Mój mąż zdecydowanie za bardzo się o mnie martwił. Przecież potrafiłem ubrać się sam. Owszem, bolało mnie ciało po naszych igraszkach, ale bez przesady, jakoś sobie poradzę.
- Nie trzeba, dam sobie radę. Nie musisz się o mnie aż tak martwić. Naprawdę potrafię o siebie zadbać - Zapewniłem, zakładając ubrania, które i tak będę musiał wyprać po kąpieli.
Sorey, widząc delikatny grymas na mojej twarzy, gdy chodziłem, bez słowa chwycił mnie w ramiona i zaniósł nad jezioro. No tak, bo przecież sam bym sobie nie poradził.
- Bardzo proszę - Powiedział, stawiając mnie na pomoście, żebym mógł wejść do wody o własnych siłach.
- Wiesz, że mogłem tu dotrzeć sam? - Zapytałem, zerkając na niego z rozbawieniem.
- Mogłeś, ale jestem tak wspaniałym mężem, że ci pomogłem - Stwierdził dumnie i jednym gestem zaprosił mnie do zimnej wody.
Kiwnąłem głową i wskoczyłem do jeziora, gdzie mogłem spokojnie się zrelaksować i uleczyć rany, które zostawił po sobie Sorey. Nie musiałem się przejmować śladami, które powoli znikały.
Oczywiście drobne blizny zostały na moim ciele, ale nie były na tyle widoczne, żeby się nimi przejmować.
Ślady pozostawione przez mojego mam już od dawna i nie robią na mnie wielkiego wrażenia. Akceptuję je i lubię, bo są pamiątką po kimś, kogo kocham i dla kogo byłbym w stanie oddać własną duszę.
Wyszedłem z wody po niespełna godzinie. Co prawda nie miałem przy sobie zegarka, ale patrząc na słońce, z łatwością mogłem ocenić, która jest godzina.
- Już? Jesteś pewien, że nie chcesz zostać jeszcze trochę w jeziorze? - Zapytał, jak zwykle przejmując się mną bardziej, niż było trzeba. Przecież gdybym chciał, zostałbym dłużej. Ale teraz wolałem spędzić czas z nim.
- Nie, już się zregenerowałem. Teraz wolę spędzić czas z tobą. Może napijemy się razem wina? A później zobaczy się co da się zrobić - Odparłem z zadziornym uśmiechem.

<Pasterzyku? C:>

czwartek, 19 czerwca 2025

Od Daisuke CD Haru

 Nie mogłem się na to zgodzić. Nie mam czasu na takie rzeczy, im dłużej czekam, tym przecież ta szansa na ciążę jest mniejsza. Nie mówiąc już o jego potrzebach, przecież jego libido jest strasznie wysokie. I on ma na mnie czekać? A co, jeżeli nie da rady? Przecież jest tylko człowiekiem, a raczej wilkołakiem, ma swoje potrzeby, więc jeżeli ich nie spełnię, to zrobi coś bez pomyślunku, coś głupiego, coś, nad czym nie będzie w stanie zapanować. Ale czy też jest sens teraz próbować? Chociaż, można spróbować, bym się szybciej przyzwyczaił, i też zadbamy o jego potrzeby. Tak, tak zrobię. 
- Nie mogę zaniedbywać twoich potrzeb – powiedziałem cicho, zerkając na niego szybko tylko po to, by zaraz spuścić wzrok. 
- Daj spokój, nie jestem zwierzęciem. Mogę się powstrzymać, i na ciebie poczekać tyle, ile potrzebujesz, moja piękna panienko. Przez chwilę nie myśl o mnie, dobrze? Skup się na sobie, przez kolejny tydzień, i rób tak, by to tobie było dobrze – zaproponował, gładząc delikatnie mój policzek. 
- Muszę o tobie myśleć. Jak nie będę o tobie myśleć, to zaraz nie będziesz jeść, zapomnisz o używaniu kosmetyków na skórę, włosy, ubierać się będziesz słabo, zapomnisz o swoich podstawowych potrzebach... nie, ja nie mogę się skupiać tylko na sobie. To nie jest możliwe. I jeszcze przez tydzień. Przecież to tak strasznie dużo czasu – pokręciłem głową, nie mogąc się zgodzić na jego pomysł. Jak kiedyś myślałem tylko o sobie, tak teraz nie potrafię tak robić. Nie po to się zmieniałem, by teraz stać się ponownie gorszą wersją siebie. 
- No dobrze, więc ty skupisz się na moim dobru. A ja zajmę się tobą. I będziesz się mnie słuchał. Mamy taką umowę? - zaproponował, chwytając mój podbródek, by unieść moją głowę. 
- Widzę tutaj pewne nieścisłości, które powinniśmy przedyskutować, ponieważ jestem tak jakby trochę na straconej pozycji... - zacząłem, tak trochę niepewnie, nie chcąc jeszcze mówić mu "tak".
- Lepszej propozycji nie będzie. Więc? - wymusił na mnie szybką reakcję. 
- Więc tak. Ale tylko do końca tygodnia, dłużej niż siedem dni nie wytrzymam – burknąłem cicho, pusząc delikatnie moje policzki. 
- Moja grzeczna Panienka – odparł zadowolony, po czym pocałował mnie w usta. - A teraz zjemy kolację, ty pójdziesz spać, a ja do pracy – dodał, nakładając na mój talerz tosty. A sądząc po zapachu, były to tosty z ricottą, pieczoną papryką i ziołami, czyli jedna z moich ulubionych przekąsek. Odkąd służba wie, że jestem kobietą, jakoś tak mam wrażenie, że mnie trochę rozpieszczają, zwłaszcza kucharz. Same potrawy, które lubię. No i jeszcze Haru z tymi deserami. Znaczy, na razie tylko jeden raz mi przyniósł, ale coś czuję, że teraz może mi tak częściej robić, jak nie codziennie. I sam już nie mam pojęcia, czy mnie ten pomysł martwi, czy może ekscytuje, bo co to może dla mnie wymyśleć... 
- Nie pójdę spać. Wolę na ciebie poczekać i zasnąć dopiero, kiedy wrócisz do mnie bezpieczny – odpowiedziałem, nalewając swoje zioła, które pomimo smaku dalej piłem z nadzieją, że mi pomogą.

<Piesku? c:>

Od Soreya CD Mikleo

 Jego słowa były naprawdę urocze, i słodziutkie, zupełnie jak cały on, ale czy powinniśmy teraz wypoczywać? O ile on w ogóle może wypoczywać. Jego ciało jest w takim stanie, że jak najszybciej należało się nim zająć, by nie musiał tyle cierpieć. Zdecydowanie za mało myślałem podczas seksu, a powinienem. Jak teraz na to patrzę... muszę się bardziej powstrzymywać. Nie osiągnę tej pełnej satysfakcji, owszem, ale mój mąż będzie cały, i zdrowy. Muszę znaleźć tę idealną równowagę, by mój mąż nie był tak pokiereszowany, jak w tej chwili. Moje biedne maleństwo... czemu mnie nie powstrzymywał? Chociaż, czy gdyby mi powiedział wtedy, że coś go boli, że mam przestać, to czy ja bym go wtedy posłuchał? Byłem w amoku, więc pewnie żadne jego słowo by do mnie nie dotarły. Może następnym razem będzie lepiej. Jakaś część moich potrzeb została zaspokojona, więc następnym razem na pewno lepiej się będę powstrzymywał i kontrolował. 
- Jeżeli chcesz, możemy poleżeć. Nie wiem, czy to takie zdrowe dla ciebie, powinieneś zająć się sobą, zadbać o siebie, swoje rany... - zacząłem, powoli gładząc jego cudowne włosy, które to oczywiście strasznie się poplątały. Zanim byśmy się nad to jezioro udali, musiałbym się zająć jego fryzurą, żeby chociaż te kosmyki rozplątać. 
- Kilkanaście minut mnie nie zbawi, a ile tu dla mnie przyjemności – wyznał, przymykając swoje śliczne oczęta. 
- Skoro tak uważasz, to możemy tak zrobić. Daj mi tylko znać, kiedy będziesz już chciał wstać – dodałem, przesuwając palcem w górę, i w dół jego pleców, po jego kręgosłupie, który był całkiem dobrze wyczuwalny, ale za to niezbyt widoczny. Wychodzi więc na to, że jego sylwetka jest odpowiednia, ta przerwa nie wpłynęła na niego jakoś bardzo źle. To dobrze. Muszę obserwować każdą, chociażby najmniejszą zmianę w jego ciele, by wiedzieć, czy czegoś nie mu nie brakuje, czy go nie traktuję źle. Teraz, po tym Piekle sam nie do końca wiem, jak powinienem się zachować, czy z czymś nie przesadzam. Na pewno przesadzam, widzę to po jego twarzy, ale za bardzo mi uwagi nie zwraca. A powinien. Jeżeli chce, bym się zmienił, musi mi zwracać uwagę na moje zachowania.
- Mogę tu z tobą leżeć dzień i noc, i nigdy nie będzie mi mało – odpowiedział, rysując szlaczki na mojej klatce piersiowej. 
- Jak tak będziemy leżeć, to nie zdążymy zwiedzić ruin przed powrotem dzieciaków – przypomniałem mu rozbawiony, mimowolnie rozplątując mu te włosy, oczywiście bardzo delikatnie, by nie sprawić mu bólu. 
- Coś czuję, że w tym tygodniu i tak za bardzo z łóżka nie będziemy się ruszać, co? - odpowiedział rozbawiony, opierając swoją brodę o moją klatkę piersiową tak, by móc spojrzeć prosto w moje oczy. 
- To zależy od ciebie. Wszystko, czego chcę, to tego, byś był szczęśliwy. Jeżeli chcesz, możemy cały tydzień spędzić w łóżku, ciesząc się bliskością naszych ciał. Możemy też iść na wyprawę do ruin, które sam sobie wybierzesz. Dla mojej najukochańszej Owieczki wszystko, czego pragnie – dodałem, całując czubek jego słodkiego noska. 

<Owieczko? c:>

Od Haru CD Daisuke

I właśnie tego się obawiałem, zbyt wiele chce wziąć na siebie, zbyt bardzo boi się konsekwencji, które mogą się wydarzyć. Ale czy na pewno się wydarzą? Nie musi brać wszystkiego na siebie, może dzielić się tym wszystkim ze mną, ja, choć nie jestem w stanie zbyt wiele zrobić, mogę z nim porozmawiać i może właśnie to mu w jakiś sposób pomoże?
– Skarbie nie bój się, rozumiem, że się martwisz, rozumiem, że masz prawo się obawiać porodu, próby zajścia w ciążę, czego, jak wyglądasz.
Ale pomyśl sobie, czy gdybym nie był zadowolony z twojego wyglądu, okłamywałbym cię? Czy już wielokrotnie nie pokazałem ci, jak szczery przed tobą jestem? Przecież cały czas powtarzam ci, że jesteś piękny, proszę bardzo, mi się podobasz i że nie wyobrażam sobie życia bez ciebie i chciałbym, abyś w końcu to zrozumiał i zaakceptował. A jeśli chodzi o dziecko, skarbie, jeśli nam się nie uda to nic, naprawdę to nic takiego, nie zawiodę się na tobie, naprawdę nie musisz się tak przejmować to nic takiego, przecież nie każdy musi mieć dziecko własne z krwi i kości. Przecież ostateczności zawsze możemy adoptować, nie rozumiem, dlaczego tak bardzo się przed tym wzbraniasz – Odparłem, całując jego zimną dłoń.
Moja żona westchnęła głośno, kręcąc głową, temat adopcji dziecka był dla niej bardzo ciężki, a ja tak naprawdę nie rozumiałem, dlaczego, co złego jest w posiadaniu cudzego dziecka? Chyba nie rozumiałem, oczywiście takie osoby jak on powinny mieć potomstwo z krwi i kości, aby miały wszystkie cechy matki i ojca, aby każdy wiedział, że to dziecko jest na pewno nasze, nie rozumiałem tego i chyba nie zrozumiem, to wszystko nie ma najmniejszego sensu, ale może właśnie nie rozumiem tego, dlatego że jestem inny. Zwykły szary strażnik, który nigdy nie powinien w rzeczywistości być z kimś, takim jak Daisuke.
Jesteśmy z dwóch innych światów i nie rozumiemy czasem się z różnych powodów, ale czy to coś złego? Nie po prostu jesteśmy inni. Najważniejsze, że się kochamy i nic innego nie ma najmniejszego znaczenia.
– Haru już ci mówiłem, że nie chcą adoptować dziecka, chciałbym dać ci własne dziecko tak, abyś był najszczęśliwszym ojcem na świecie, bo dzięki temu będę pewien, że spełniłem wszystkie twoje marzenia, uszczęśliwiając cię, tak jak chciałem – Wytłumaczył, spuszczając wzrok, nie chcąc patrzeć mi w oczy, a to dlaczego? Pojęcia nie miałem, przecież już ci rozmawialiśmy, powinna patrzeć mi w oczy, abyśmy zrozumieli swoje emocje, które najczęściej kryją się właśnie w oczach.
Westchnąłem ciężko, że zdecydowanie za dużo bierze na siebie, nie tak powinna to wszystko wyglądać, zdecydowanie to wszystko nie powinno być tak. Mam wrażenie, że do wszystkiego się zmusza, a przecież nie o to mi chodziło, nie chciałem, aby robił coś na siłę, nie chciałem, aby cierpiał, a teraz mam wrażenie, że cierpi tylko dlatego, że za bardzo chce mnie uszczęśliwić, a przecież nie musi, już tyle razy mu to powtarzałem, ale on uparł się i chce dać mi dziecko, mimo że nie jest tego pewien.
– Może zróbmy tak, na spokojnie daj sobie czas, a gdy już będziesz gotowy,spróbujemy i jeśli się uda super, a jeśli nie trudno, tak już jest życie, ale to nie znaczy, że mnie zawiodłeś, naprawdę bądź tego pewien – Poprosiłem, całując jego czoło z łagodnym uśmiechem na twarzy.

<Paniczu? C:>