Bardzo mi się to nie podobało.
No nie, ta dziewczyna znowu tu przyszła. Zbyt bardzo kleiła się do mojego Eliana, a to wcale nie było mi na rękę. Przecież dał jej już jasno do zrozumienia, że nie chce z nią być. Więc po co to wszystko? Po co robi sobie nadzieję? Czy to jakaś gra? A może próbuje ze mną konkurować?
Może próbować, jeśli ma ochotę. Ale czy jej się to podoba, czy nie, Elian należy do mnie. Owinąłem go sobie wokół palca i doskonale o tym wiem. Jest mój, tak jak ja jestem jego. I tylko to ma dla mnie jakiekolwiek znaczenie.
W milczeniu usiadłem na łóżku, wpatrując się w stare, lekko wyblakłe zasłony. Materiał poruszał się delikatnie przy przeciągu, a ja mimowolnie nasłuchiwałem rozmowy dobiegającej zza drzwi. Ta dziewczyna naprawdę się o niego martwiła, przyniosła mu nawet posiłek, bo przecież mógł być głodny. I w sumie… mógł. Spał naprawdę długo, a jedyne do dostawał to głównie leki, więc właściwie nic nie jadł. Logiczne, że jego organizm był osłabiony.
Elian podziękował jej spokojnie i przeprosił, informując, że chce się położyć spać. Na szczęście nie ciągnęła rozmowy, szybko ją spławił i zamknął drzwi. Ulgę poczułem niemal natychmiast.
Zmęczony usiadł na łóżku, odstawił miseczkę na szafkę nocną i powoli się położył.
- Nie chcesz jeść? - Zapytałem, z nutą niepokoju w głosie. Skoro już przyniosła posiłek, może jednak powinien z niego skorzystać. Nie znam się na ludzkim jedzeniu, ale po wyjściu ze szpitala na pewno potrzebował sił.
- Nie jestem głodny - Odpowiedział cicho. - Jestem za to bardzo zmęczony i chciałbym po prostu zasnąć. - Ostrożnie przyciągnął mnie do siebie, wsuwając nos w moje włosy. Przez chwilę oddychał głęboko, jakby próbował zapamiętać mój zapach. - Ależ ty pięknie pachniesz - Szepnął.
Jedną dłoń położył na moich plecach, drugą niżej, na moich biodrach, zaciskając palce z dobrze znaną mi śmiałością. Mimowolnie parsknąłem cicho. Dopiero co wyszedł ze szpitala, a już zaczyna mnie obmacywać, kto by się tego spodziewał?
Lubił mnie dotykać. A ja doskonale zdawałem sobie z tego sprawę. I, ku własnemu zaskoczeniu, wcale mi to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, jego dotyk był znajomy, uspokajający. Nawet jeśli w tej chwili nic konkretnego za sobą nie niósł.
W milczeniu leżałem przy nim, wsłuchując się w bicie jego serca i coraz wolniejszy, miarowy oddech. Zasnął. Ja natomiast, nie mogąc się zbytnio poruszyć, po prostu trwałem przy nim, czekając aż znów się obudzi.
Zamknąłem oczy, nie po to, by zasnąć, bo wampiry nie śpią, lecz by całkowicie skupić się na jego zapachu. Był przyjemny, znajomy, kojący dla moich nozdrzy. Tak bardzo mi go brakowało, gdy byłem tu sam. Teraz wypełniał całą przestrzeń wokół mnie, jakby przypominał mi, że naprawdę tu jest. Ze mną.
Jak dobrze, że wreszcie mam go przy sobie. Że jest bezpieczny. Że żyje.
I choć jego ciało jeszcze nie zdążyło w pełni się zregenerować, wyglądał i czuł się znacznie lepiej, przynajmniej tak mi się wydawało. Gdyby było inaczej, medyk nie wypuściłby go ze szpitala. Chciałem w to wierzyć. Musiałem.
Trwałem więc nieruchomo, czujny, wsłuchany w każdy oddech, gotów zareagować na najmniejszą zmianę. Teraz był mój czas, by czuwać.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz