piątek, 12 grudnia 2025

Od Daisuke CD Haru

 Może... może miał trochę racji? Może powinienem chociażby na chwilę wyjść z mojego pokoju? Trochę traktuję to jak moją bezpieczną przystań, obawiając się, że jeżeli ją opuszczę, zacznę być utrapieniem dla innych. Już wystarczy, że Haru znosi moje humorki, chociaż i to nie jest dla niego takie dobre. Tak to nie powinno wyglądać. Powinien mnie czasem zostawić samemu sobie i zrobić coś dla siebie. Zdecydowanie zasługuje na jakąś nagrodę, na coś naprawdę niesamowitego... a ja nie mam dla niego nic. Może, zawracając głowę na chwilę jego mamie, on będzie miał w końcu szansę odpocząć. 
– Może powinienem w końcu stąd wyjść – powiedziałem cicho, niepewnie, wpatrując się w swoje dłonie. 
– Jeśli tylko się czujesz na siłach – odpowiedział, po czym mnie pocałował w policzek. – Chcesz iść teraz? 
– Nie... nie, chyba nie. Po obiedzie. Jak się będę lepiej czuć. Chyba nie powinienem źle zareagować na to mięso, ale... ale może masz rację? Może źle zareaguję? Zobaczymy. Na razie dobrze mi tu z tobą – przyznałem cicho, przysuwając się do niego. Jego ciepło... jego ciepło było czymś, czego w tej chwili bardzo potrzebowałem. 
A on zrozumiał mnie bez słów. Objął mnie swoimi ramionami, sadzając na swoich kolanach. Zadowolony oparłem głowę o jego klatkę piersiową, słuchając bicia jego serca. Było bardzo uspokajające... Czy serduszko u naszego dziecka już też się uformowało? Czy już słychać, jak bije? Szkoda, że nie mogę tego usłyszeć... ale za to mogę poczuć kopanie. Tego też się w sumie boję. Przecież jak to tak się kopnie taki mały człowieczek od środka, no to to boli. Oby tylko nasze dziecko było w tej kwestii milsze. 
– Święta za pasem. Wiesz, że to będą pierwsze nasz święta? – rzucił luźno, delikatnie się uśmiechając. 
– Wiem.  W końcu nigdzie nie będę musiał wyjeżdżać, na żadne przyjęcie, spotykać się z tymi dziwnymi ludźmi, znosić ich... mogę spędzić je spokojnie, i jakoś przetrwać – przyznałem zadowolony, przymykając oczy. Te wszystkie przyjęcia zawsze mnie wkurzały. A teraz, mogłem je spędzić spokojnie. Nie, żebym miał za wiele siły na cokolwiek, i z czasem będzie tylko gorzej. – Ale ty chociaż spędzisz czas z rodziną. 
– Nie mogę się doczekać. Pierwszy raz z tobą – przyznał przeszczęśliwy, gładząc moje plecy. 
– Mam nadzieję, że dam radę wysiedzieć na wigilii – przyznałem cicho, niepewnie. Są czasem dni, w których naprawdę nie mam siły na cokolwiek, chociażby na jedzenie. Nie chciałbym też siedzieć tam jak za karę, i psuć wszystkim święta. Może jak będzie ze mną bardzo źle, to w ogóle nie zejdę? Cóż, to się dopiero okaże. Na razie jeszcze jakoś żyję, dziecko też się rozwija, i to się powinni liczyć. 
– Najważniejsze, byś się do niczego nie zmuszał – powiedział cicho, nie brzmiąc nachalnie. Wyczułem jednak, że chciał, byśmy te święta spędzili razem... I co ja zrobię, jak się będę gorzej czuć? Jeśli nie zejdę, będzie mu przykro, a jak zejdę i zniszczę te święta...? Zobaczymy. 
– Najważniejsze, byś ty był szczęśliwy. Jak ja raz zrobię coś dla ciebie, nic mi się nie stanie – powiedziałem, uśmiechając się do niego ładnie. 

<Piesku? c;>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz