Nie narzekałem na poszukiwania Serathiona. Czekałem cierpliwie, aż sam coś wybierze, albo może poprosi o doradzenie jakiejś pozycji. Dałem mu czas, by się rozejrzał, przejrzał każdy regał, zainteresował się czymś sam. I w końcu do mnie wrócił, z dwoma pozycjami. Trochę zaskoczyło mnie, jak wiele różniło te dwie książki... no, ale to on wybierał. A skoro on wybierał, coś go w tych pozycjach musiało zainteresować.
– Chcesz coś jeszcze? – spytałem, zabierając od niego wybrane książki.
– Nie, na razie te dwie wystarczą. A jak je przeczytam... Wtedy coś będę chciał czegoś nowego – odpowiedział, uśmiechając się do mnie ładnie, uroczo, co mnie chwyciło za serce.
– Jak już przeczytasz, to znów cię tu zabiorę – obiecałem, prowadząc go w stronę bibliotekarki. – Dobrze, że wziąłeś sobie dwie pozycje. Jutro będę mógł pozałatwiać kilka rzeczy za dnia.
– Tylko nie zostawiaj mnie za długo sam. Książka książką, ale to twoja obecność jest dla mnie najważniejsza – powiedział cicho, jakbym tego nie wiedział. Chociaż, może jakby się tak w te książki wciągnął, pewnie mojego towarzystwa by nie potrzebował.
– Spokojnie, to będzie szybkie. Odbiorę pieniądze, przejdę się po sklepach i do ciebie wrócę. Też nie mam ochoty zbyt długo bez ciebie przebywać. Dobry wieczór – ostatnie słowa skierowałem w stronę pani bibliotekarki.
Wypożyczenie książek zajęło nam dosłownie chwilę, i już po dziesięciu minutach jedna z nich spoczywała w mojej torbie, a druga znajdowała się w rękach mojego partnera, który jeszcze ją podziwiał. Coś o dziecku jakimś porzuconym... to dopiero interesujące. Czemu go to zainteresowało? Nie znałem tej pozycji, ale dawno niczego nie czytałem. Nie mam za bardzo gdzie, i kiedy. Książek z oczywistych względów nie kupuję, nie chciałoby mi się ich później nosić. Wypożyczać też nie wypożyczam, bo zaraz znikam w kolejnym mieście. Faktycznie, podczas zimowania coś poczytam, bo i tak niewiele robię, ale to nie trwa jakoś długo. Naprawdę nie mam czasu na takie rzeczy.
– Mamy szczęście. Za półgodziny wystawiają ostatnią sztukę – powiedziałem, kiedy przyjrzałem się lepiej repertuarowi teatru.
– A co takiego grają? – spytał, podchodząc bliżej mnie. – Anty...gona? Co to takiego?
– Dramat. Strasznie stary. I popaprany. Też w sumie nie wiem, czy do końca zrozumiesz, to jest dalsza część pewnej historii... chcesz spróbować? – spytałem, odwracając głowę w jego stronę.
– Chyba tak. Aż tak złe nie może to chyba być – jego wypowiedź była taka słodka, niewinna..
no cóż, ale to sztuka. Są różne dzieła, te ciekawsze, te wesołe... i te pojebane, jak właśnie coś takiego.
– Jestem ciekaw, co takiego powiesz po tym wszystkim. Idę kupić bilety, poczekaj grzecznie tu dla mnie – poprosiłem, całując go w czubek głowy, nim zostawiłem go w korytarzu. Ludzi nie było jakoś dużo, więc nic złego nie powinno się stać. Ani też nikt go nie powinien podrywać. Zresztą, ile mnie nie będzie, dosłownie chwilę.
<Różyczko? c;>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz