niedziela, 21 grudnia 2025

Od Eliana CD Serathiona

 No tak, święta... trochę o nich zapominałem, bo też specjalnie za nimi nie przepadałem. Źle mi się kojarzyły; wpierw z mamą, potem z tą okropną samotnością, zimnem, znieczulicą, a kiedy już stanąłem na nogi, po prostu ich nie obchodziłem, wyparłem trochę ze świadomości. Ze względu na niego wiele takich świąt będę sobie musiał przypomnieć, by go jak najlepiej wprowadzić w ten ludzki świat. 
– Kojarzysz ostatni festyn, te wszystkie wydarzenia, zabawy? Teraz ludzie będą świętować narodziny tego Boga w takim bardziej rodzinnym gronie. Z tego, co się orientuję, w każdym domu to się trochę inaczej obchodzi, ale założenie wszędzie jest takie samo, należy się cieszyć z okazji tych narodzin spędzić czas z bliskimi, życzyć sobie wszystkiego dobrego na nadchodzący rok, i czynić dobro. Jako, że to urodziny, to daje się prezenty, ale sobie nawzajem, i jest to dosyć nowe – wyjaśniłem w miarę jak najdokładniej, jak tylko mogłem. 
– Aha... dlatego tacy wszyscy podekscytowani – mruknął, pewnie nasłuchując tych wszystkich ludzi. – Ale nie widzę, by ludzie czynili tutaj jakiekolwiek dobro. 
– Mało jest ludzi, którzy działają charytatywnie. Jak mieszkałem na ulicy, nie spotkałem się ani razu z jakimś aktem dobroci – przyznałem zgodnie z prawdą. – Co nie oznacza, że nie ma takich ludzi. 
– Wiem. Właśnie na takiego patrzę – odpowiedział, zerkając na mnie z delikatnym uśmiechem. – Więc... ludzie się spotykają w jakiś konkretny dzień, dają sobie prezenty i składają życzenia? 
– W trzy dni. To święto trwa trzy dni. Najpierw dzielą się opłatkiem, składają sobie życzenia, później zasiadają do stołu, na którym, jeżeli rodzina ma taką możliwość, znajduje się dwanaście potraw, a po tym wszystkim jest dawanie sobie prezentów. To w pierwszym dniu. W następnych po prostu się je, to co zostało przygotowane w tym pierwszym dniu, i spędza się czas ze sobą. Bardzo stawia się w tym czasie na tych najbliższych, więc jeżeli swojej rodziny nie lubisz... cóż, może być ci ciężko – tłumaczyłem mu dalej. 
– Dziwne to święto – mruknął, kiedy to sobie wszystko przetrawił. – Rozumiem, że go nie obchodzisz? 
– Ciężko jest, jak się nie ma żadnego domu, rodziny i ciągle się podróżuje. Nie mam za wiele możliwości, by pokazać ci prawdziwą istotę tego święta – odpowiedziałem, przesuwając kciukiem po jego biodrze. Zdenerwowało mnie spojrzenie jednego faceta, zbyt łapczywe... chciał go. Musiałem mu subtelnie dać znać, że jest tylko mój, i nie ma nawet na co patrzeć. 
– To nic. Już przynajmniej wiem, o czym mówią. Chociaż... Coś tak czuję, że Dona mogłaby cię zaprosić – rzucił, na co pokręciłem głową. 
– Mogłaby, ale nawet jeżeli by to zrobiła, nie zgodziłbym się. Nie chciałbym cię zostawiać samego. I też raczej nie czułbym się pewniew towarzystwie i jej, i Lidii... o ile w ogóle będą je obchodzić, mają w końcu biznes do prowadzenia. Zresztą, nie musisz się o to martwić, ciebie zawsze będę stawiał na pierwszym miejscu – powiedziałem uspokajająco, nachylając się do niego, by musnąć ustami jego policzek. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz