niedziela, 14 grudnia 2025

Od Eliana CD Serathiona

 Uroki w moim przypadku odpadały. Ta cała biżuteria, którą na sobie noszę, nie służy tylko do zadawania wampirom dodatkowego bólu przy ciosach pięścią, z powodu tego, że jest tam srebro. Dzięki runom, dawała mi ochronę przed każdym urokiem, kontrolą umysłu czy innymi, tego typu rzeczami. Jestem odporny jedynie na taką magię. Ale na urok jego ciała? Cóż, przed tym nie uchronią mnie żadne runy ochronne. Nie, żebym chciał. 
- Uwielbiam być pod wpływem uroku twojego ciała – odpowiedziałem z delikatnym uśmiechem na ustach. Nie chciałem jednak słuchać z ust Dony tych wszystkich złych słów. Nie zasługuje na nie. To po pierwsze, a po drugie zaskoczyło mnie to, że chce, bym był z jej córką. Wie co nieco o moim fachu. Wie, jakie to niebezpieczne jest dla mnie, dla mojej potencjalnej partnerki, czy partnera. I dalej tego chce? Dziwna z niej kobieta. Powinna chcieć jak najlepiej dla swojego dziecka. A ja nie byłem tym najlepszym wyborem dla niej. - I z tobą mogę iść wszędzie, chociażby na ulicę. Doświadczenie mam, nie zginęlibyśmy.
- I co, pozwoliłbyś, by to wspaniałe ciało wylądowało na bruku? - spytał z przesadną teatralnością. Oczywiście, przez cały czas poruszaliśmy się w obrębie żartów. Ogólnie, rzadko kiedy rozmawialiśmy na poważnie. Żadnemu z nas chyba to nie przeszkadzało. 
- Długo by to nie trwało. A ja dobrze bym się tobą zajął – obiecałem, puszczając mu oczko. - Już ci chyba udowodniłem, że nie pozwolę nikomu się do ciebie zbliżyć, prawda?
- Faktycznie. Potrafisz doskonale odstraszać wszystkich innych niepotrzebnych ludzi, bym mógł cieszyć się pięknem tego miasta – powiedział, na chwilę chyba myślami wracając do festynu. Tylko wtedy odstraszałem innych, by się do niego nie zbliżali. I będę to robił cały czas. Jest tylko mój, każdy inny ma się od niego odczepić. - Są jeszcze jakieś festyny niedługo? - zapytał, a jego oczy zalśniły lekkim blaskiem. Miał znów ochotę gdzieś wyjść. Spodobało mu się. To bardzo miłe. 
- To nie festyn, ale ludzie świętują zakończenie roku pod koniec tego miesiąca. Wiesz, żegnają ten stary i hucznie witają nowy z nadzieją, że będzie lepszy. Raczej nie ma żadnych atrakcji, jest tylko mnóstwo fajerwerków, muzyki i drogiego jedzenia. I pijanych ludzi. Jeżeli chcesz, to możemy się przejść, ale ja polecam przed północą znaleźć jakiś punkt, z którego widać będzie ładnie widać niebo, i gdzie nie będzie dużo ludzi. Podobał ci się chyba ten pokaz sztucznych ogni, co? - spytałem, odsuwając od siebie pusty talerz. W sumie, napiłbym się czegoś, więc tak czy siak muszę tam zejść. I znów się nasłucham, z jakim to okropnie złym facetem jestem. Ale wpierw muszę zmienić opatrunek. Ten... już nie wygląda najlepiej. 
- Bardzo ładnie na niebie wyglądają – przyznał, zerkając na mnie. - W paskudnym miejscu jest ta rana. Możesz mieć problem ze zmienieniem opatrunku. Pomóc ci? - zaproponował, co trochę mnie zaskoczyło. Tak sam z siebie? Trochę nie przywykłem. 
- Byłoby mi bardzo miło. Chyba częściej muszę się doprowadzać do takiego stanu, skoro później taki miły dla mnie jesteś – powiedziałem rozbawiony, by nie było tutaj  zbyt poważnie. Oczywiście zaraz dostanę za swoje za ten głupi żart, ale nie mogłem się powstrzymać. 

<Różyczko? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz