poniedziałek, 22 grudnia 2025

Od Eliana CD Serathiona

 Nie zrobiłem nic, nie powiedziałem nic, nie zaproponowałem nic, a on już wszystko przygotował. Miła odmiana, kiedy to ktoś się tobą przejmuje, i pilnuje, byś miał wszystko, czego potrzebujesz. Trochę szkoda, że nie mogłem nic powiedzieć. Skoro już o coś się mnie spytał, to chciałem odpowiedzieć. Zresztą, lubiłem mieć kontrolę. Oboje lubiliśmy, co powinno w teorii być problematyczne między nami, a jednak całkiem nieźle się dopełniamy. Czasem faktycznie powstanie między drobny zgrzyt... ale czy nam to przeszkadzało? Przyzwyczailiśmy się do siebie. Nauczyliśmy się ze sobą żyć, chociaż dzisiaj czułem straszną zazdrość. To było dziwne uczucie. Zdarzało mi się wcześniej czuć zazdrość, w mniejszym stopniu, większym, ale to, co czułem teraz, było zupełnie inne. Nie wiem, czy do końca mi się to podobało, ale nie miałem na to żadnego wpływu. Bardzo chciałem, ale to było silniejsze ode mnie. Widziałem, że ktoś był nim zainteresowany, i traciłem zimną krew. Czułem wielką potrzebę, by pokazać wszystkim, że jest tylko i wyłącznie mój. 
- Widzę, że mam tutaj wiele do powiedzenia – odpowiedziałem rozbawiony, zdejmując koszulę ze swojego torsu, by móc ją zostawić już tutaj. 
- Wiem, czego potrzebujesz, po co więc masz cokolwiek mówić? - odpowiedział, przesuwając wzrokiem po moim torsie. Podobało mu się to, co widzi. No tak, minęło trochę czasu, nim mógł popatrzeć na mój tors. Chociaż, coś mu dzisiaj obiecałem, i zamierzałem tej obietnicy dotrzymać. - No już, uciekaj, by woda za bardzo nie wystygła. 
- Niedługo wrócę. I spełnię swoją obietnicę – puściłem mu oczko i wszedłem do łazienki. 
Woda była faktycznie idealna, gorąca, i jeszcze tak przyjemnie pachniało. Serathion zadbał naprawdę o wszystko. I że on jeszcze kilka tygodni temu był bardziej jadowity niż żmija i nawet nie chciał swoich rzeczy wyprać. Może... może też powinienem trochę nad sobą popracować? Skoro on przechodzi przemianę, też powinienem coś sobą zacząć prezentować. 
Wysiedziałem się balii, dopóki woda nie wystygła. Kiedy stała się zimna, dokładnie wytarłem swoje ciało, uważając oczywiście na swoją ranę, w żaden sposób jej nie naruszyłem, więc moja Różyczka nie powinna na mnie krzyczeć. Założyłem na swoje ciało tylko i wyłącznie luźne spodnie, i wróciłem do Serathiona, który... rozmawiał cicho z misiem? Stanąłem cicho w drzwiach, przez chwilę go obserwując. Nic nie słyszałem, mówił zbyt cicho, a ja stałem zbyt daleko. To był... dziwny obrazek. Smutny i uroczy jednocześnie. Przez to, że jestem człowiekiem, ta przepaść między nami jest trochę duża. Wiele czasu, który moglibyśmy spędzić razem, tracimy. Za dnia on nie może opuszczać ciemnych pomieszczeń. A w nocy ja muszę wypoczywać. Nic dziwnego, że czuje samotność, i rozmawia z pluszakiem.
- Jeśli chcesz porozmawiać, wystarczy dać znać. Uwielbiam twój głos, z chęcią go posłucham – powiedziałem cicho, zwracając na siebie jego uwagę. Chyba trochę stracił czujność, ale to nic. Nie wyśmiewałem go, ani nic. Teraz już wiem, że muszę więcej czasu z nim spędzać, by zwracał się do mnie, nie do pluszaka. 

<Różyczko? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz