Nic już nie mówiłem. Widziałem, że ma dość, powieki ciążyły mu coraz bardziej, oddech stawał się wolniejszy, a głowa co chwilę niebezpiecznie opadała. Tak naprawdę niewiele mu było trzeba. Wypił zioła i dosłownie padał na twarz.
Wiedziałem jednak, że dopóki ja się nie położę, on też tego nie zrobi. Uparcie będzie udawał, że jeszcze ma siłę, że jeszcze nie czas na sen. Dlatego bez słowa zająłem swoją poduszkę i po prostu czekałem, dając mu tylko drobne sygnały. Na jego szczęście nie musiałem długo czekać, bo w końcu położył się obok mnie..
Elian, widząc, że daję mu jasną, niemal oczywistą informację co do tego, co ma robić, przesunął się bliżej i ułożył przy mnie, delikatnie się przytulając. Ostrożnie, jakby bał się, że jeden nieuważny ruch mógłby wszystko zepsuć. A ja to bym się bardziej o jego ranę bał, wydawało mi się że ona była ważniejsza, ale co ja tam wiem.
- Wiesz… nawet cię podziwiam - Zaczął nagle, przestając tym samym cieszę, znów gadając zamiast spać.
Westchnąłem w duchu. Chyba naprawdę brakowało mu ostatnio atrakcji, a może bardziej mojej atencji skoro nie potrafił zamilknąć nawet wtedy, gdy ewidentnie powinien odpoczywać.
- Mnie? A to dlaczego? Co ja takiego robię? - Zapytałem, czując, że jeśli nie pozwolę mu tego powiedzieć, i tak nie zaśnie.
- Potrafisz leżeć przy moim boku tyle godzin - Mruknął, chowając nos w moich włosach - Mimo że nie musisz. I mimo że na pewno strasznie ci się to nudzi. - Wyjaśnił od razu swój punkt widzenia.
- Wiesz, tak naprawdę leżenie z tobą nie jest takie złe, nawet mi się podoba wciąganie do płuc twojego zapachu. Dodatkowo przynajmniej mam pewność, że przez sen nie robisz nic głupiego - Odparłem spokojnie, kładąc dłoń na jego biodrze. - Poza tym i tak nie mam nic lepszego do roboty. - Na krótką chwilę po między nami zapadła cisza. - A teraz bądź już cicho i idź spać - Dodałem ciszej, nie chcąc aby dalej gadał. - Musisz dużo odpoczywać, pamiętasz? - Nie odpowiedział. Jak na zawołanie jego oddech wyrównał się, a ciało stopniowo rozluźniło, odpływając w sen tam, gdzie mógł wreszcie spokojnie zregenerować siły....
Leżenie przy nim wciąż było dla mnie czymś nowym. Nigdy wcześniej nie spędzałem z nikim w łóżku tyle czasu. Zazwyczaj było to miejsce chwilowe, krótki przystanek między przygodnymi nocami, a nie przestrzeń do trwania. Ale przy nim… przy nim lubiłem leżeć.
Nie spałem. Nie potrafiłem. Nie odczuwałem zmęczenia, przynajmniej nie w taki sposób jak inni. Czasami, gdy byłem na granicy głodu, czułem wszystko naraz. Palący brak krwi, ciężar w ciele, niewyobrażalne wyczerpanie. Dziś jednak czułem tylko wewnętrzny spokój i ulgę, że mam go przy sobie. I tylko to miało dla mnie jakiekolwiek znaczenia.
Najważniejsze było to, że się nie ruszał. Spał spokojnie, grzecznie, nie naruszając rany. Reszta nieważna. Zdecydowanie do zniesienia.
<Towarzyszu? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz