Bawiłem się świetnie, widząc go tak skupionego, czujnego, niemal drżącego od napięcia. To było podniecające na tyle, że przez moment przemknęła mi przez głowę myśl o szybkim numerku i pewnie pozwoliłbym jej rozkwitnąć, gdyby nie chłód, który dawał się we znaki. On mógłby sobie nie poradzić, a ja nie chcę aby się przeziębił.
- Nie przejmuj się tak - Mruknąłem cicho. - Lubię dobrą zabawę, a twoje zachowanie… szczerze? Bardzo mi się podoba. Jesteś taki seksowny gdy przygotowujesz się do walki - Stanąłem na palcach i złączyłem nasze usta w długim, namiętnym pocałunku, takim, który mówił więcej niż słowa. Czułem, jak na moment wstrzymuje oddech. Schował broń i przyciągnął mnie bliżej, jakby nie chciał pozwolić, żebym się oddalił choćby o krok.
- Ależ ty jesteś napalony - Stwierdził z rozbawieniem, gdy jego dłonie odnalazły moje pośladki, pewne i ciepłe.
- I kto to mówi? - Odparłem z uśmiechem. - Gdybyś tylko mógł, już dawno byś mnie przeleciał. - Wymruczałem to niemal wprost w jego skórę, muskając ustami jego podbródek. Potem odsunąłem się odrobinę, splatając nasze palce, gdy pociągnąłem go za sobą w głąb labiryntu. Chciałem uciec od spojrzeń, od przypadkowych ludzi, którzy mogliby nam przeszkadzać. Czułem, że Elian nie czułby się swobodnie w czyimś towarzystwie, a ja chciałem mieć go tylko dla siebie. I czułem, że i on chciał mieć mnie tylko dla siebie.
- Czy ty przypadkiem nie przesadzasz? - Zapytał w końcu, unosząc brew. - Myślisz, że jestem aż tak zdesperowany, żeby brać cię tu i teraz? - Jego słowa tylko poszerzyły mój uśmiech. Może zdesperowany nie był ale wiem, że ta myśl krąży mu po głowie.
- Cóż - Odparłem, pochylając się bliżej. - To mogłoby być naprawdę… ekscytujące, przyjemne i wiesz ja byłbym w stanie ci się tu dać - Mrugnąłem do niego znacząco, a w powietrzu zawisło napięcie gęste jak mgła, której żaden z nas nie miał ochoty rozwiewać.
Elian przewrócił tylko oczami, nie komentując moich słów. Dobrze wiedziałem, że bywam bardziej zboczony i wiecznie nienasycony, zawsze spragniony bliskości, dotyku, tej intymności, która dla mnie była równie naturalna jak oddychanie. Lubiłem się kochać, każdego dnia, każdej nocy. Kręciło mnie to i nigdy się z tym nie kryłem.
A jednak przy nim wszystko wyglądało inaczej. Potrafiłem myśleć o czymś więcej niż tylko o seksie. Przede wszystkim o nim, o jego obecności, o cieple, które dawał samym byciem obok. O poczuciu bezpieczeństwa, którego potrzebowaliśmy obaj, choć każde z nas na swój sposób.
- Wiesz… - Zacząłem po chwili, zwalniając krok i odwracając się w jego stronę. - Trochę się ostatnio zastanawiałem nad tym, co mógłbym dla ciebie założyć na święta... - Zacząłem, ostrożnie ten temat.
- Tak? - Dopytał, unosząc brew. Brzmiał, jakby próbował ukryć zainteresowanie, ale znałem go zbyt dobrze. - I co wymyśliłeś - Uśmiechnąłem się pod nosem, zadowolony z efektu.
- Nic - Odpowiedziałem bez wahania. - To przecież najbardziej ci się podoba, więc uznałem, że to będzie najlepszy wybór. - Chociaż…Myślałem o drobnych dodatkach. Może kokarda? A może chciałbyś zobaczyć mnie w obroży? Nigdy się w to nie bawiłem, ale kto wie… może byłoby całkiem fajnie. - Uśmiechnąłem się prowokująco, obserwując uważnie jego reakcję, ciekaw, co mi na to odpowie.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz