poniedziałek, 15 grudnia 2025

Od Eliana CD Serathiona

 No tak, trochę Donę już znałem, nawet bardziej niż on. Jak dla mnie był taki typ zbyt opiekuńczej matki, co jest śmiesznym porównaniem, bo tak za bardzo nie mam w takich kwestiach doświadczenia. Wiedziałem, że chce dobrze dla mnie. A jego tak nie do końca znała. Nie zamieniła z nim za wiele słów, dla niej był zagadką, moim cichym towarzyszem, i jeszcze ta sprawa z Lidią... mimo że tak właściwie to Lidia naruszyła jakąś prywatność, już wtedy stracił w jej oczach. A ta sytuacja ze szpitalem chyba tylko pogłębiła tę niechęć. Już raczej nie przemówię jej do rozumu, ale chociaż jej dam dobitnie znać, że nie znając go, ma go nie obrażać. Albo najlepiej nie poruszać jego tematu. 
- Po prostu się martwi o mnie. W jej oczach dobrze by mi zrobiło, gdybyś przy mnie był. A tak naprawdę, to po co miałbyś tam być? I tak byłem nieprzytomny, więc nie byłbym świadom twojej obecności – wzruszyłem ramionami, poprawiając swoje włosy. Chociaż, czy to im w czymś pomoże? I tak układają się okropnie, i tak. - Wrócę szybko. Przyniosę sobie tylko herbatę, i prosto do ciebie – obiecałem, nie mając ochoty na nic innego. Dalej jeszcze byłem trochę przytłumiony, zmęczony. Może nie powinienem był aż tak szybko opuszczać szpitala? Nie no, głupoty gadam. Skoro się przebudziłem, i czułem każdy mięsień, było dobrze i mogłem opuszczać tę wspaniałą placówkę. 
- Tyle czekałem, więc poczekam jeszcze tę chwilę. Ostrzegam jednak, że jeżeli długo nie będziesz wracać, zejdę cię uratować – ostrzegł, na co się delikatnie uśmiechnąłem. 
- Nie musisz. To ja ciebie mam ratować z opresji, nie ty mnie – powiedziałem łagodnie, zostawiając na jego policzku pocałunek. 
Zaraz później opuściłem pokój, by z ciężkim sercem, bo wiedziałem, co mnie czeka na dole. Zmartwiona, starsza kobieta, i zakochana we mnie młoda dziewczyna, którym to będę musiał wytłumaczyć, że czuje się dobrze, nie potrzebuję więcej jedzenia, i że obok mnie jest osoba, która to chcę, żeby była. 
Tej nocy było wyjątkowo głośno, a kiedy zszedłem, było jeszcze głośniej. Z jakiegoś dziwnego powodu ludzie wiedzieli, że brałem duży udział w schwytaniu mordercy, i witali mnie tym wiwatem. Tego się nie spodziewałem. I nie tego w tej chwili chciałem. Chciałem spokojnie wziąć sobie picie, i wrócić do mojego cichego zakątka. Musiałem podejść do lady, mijając tych wszystkich ludzi, którzy mi gratulowali, chcieli stawiać mi kolejkę, albo poklepywali po ramieniu; to ostatnie było najgorsze, bo nie dość, że musiałem znosić ich dotyk, to jeszcze uderzali mnie w ramię. Gdybym wiedział, że będzie tak źle, nie schodziłbym. Skąd oni to wiedzą? 
- Coś dla bohatera? - spytała uprzejmie Lidia, kiedy podszedłem do lady. 
- Coś ciepłego poproszę – odpowiedziałem, zaciskając palce w pięści. Przez te wszystkie poklepywania rana bolała mnie znacznie mocniej. Coś przeciwbólowego by się przydało. Mam zioła, ale wymagają zalania gorącą wodą. Chyba to po prostu będę musiał jakoś przetrwać. 
- Tylko tyle? A coś do jedzenia? Blado wyglądasz – zauważyła, a ja wysiliłem się na lekki uśmiech. Jeśli ktoś mnie jeszcze raz dotknie, chyba mu przywalę. 
- Tylko napój. I wracam do siebie, chciałbym jeszcze odpocząć, jestem jeszcze zmęczony  – odparłem, siląc się na lekki uśmiech. Dobrze, że to Lidia przyjmowała moje zamówienie, nie Dona. Ona mi nie wypomina mojego związku. 

<Różyczko? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz