wtorek, 23 grudnia 2025

Od Serathiona CD Eliana

 Byłem szczerze zmęczony po naszym seksie. Chyba pierwszy raz, odkąd pamiętam, czułem się tak dziwnie, tak błogo, a jednocześnie wszystko mnie bolało. To było osobliwe uczucie: przyjemne, trochę drażniące, a jednocześnie intrygujące. Miło było chociaż raz poczuć całkowite spełnienie i zupełne wyczerpanie, którego zazwyczaj nie doświadczałem. Przynajmniej nie w taki sposób.
Dziś czułem wszystko wyjątkowo intensywnie. Każdy dotyk, każdy ruch zostawiał po sobie ślad. Chyba zacznie mi się podobać całe to wiązanie i jego bardziej drapieżna strona aż chce się do tego wracać, ponawiać to uczucie, sprawdzać, gdzie leży granica.
Na słowa wypowiedziane przez niego tylko łagodnie kiwnąłem głową.
- Okej, możemy zrobić to jutro. Lepiej, żebyśmy sami się tym zajęli, niż żeby któraś z kobiet miała to zobaczyć - Odparłem spokojnie. - Nie jestem pewien, czy chciałbym, żeby ktoś sprzątał po naszej zabawie. - Dodałem, rozciągając się leniwie, sięgając po jego koszulę leżącą na fotelu. Miałem zamiar założyć ją po kąpieli, tak jak robiłem to za każdym razem.
Z koszulą w dłoni ruszyłem do łazienki. Doprowadziłem się do porządku, zanurzając się w ciepłej, choć nie gorącej wodzie. Dodałem olejki różane, na wszystko, co istnieje, jak one pięknie pachniały. Ich zapach natychmiast przywołał wspomnienia dawnych czasów, gdy miałem swój własny różany ogród. Miałem… bo po moim dawnym domu nie zostało już nic.
Muszę żyć chwilą. Choć właśnie tej chwili boję się najbardziej. Co zrobię, gdy Elian odejdzie z tego świata? Przecież sam sobie nie poradzę. Nie będę umiał znaleźć dla siebie miejsca, będę jak pies bez budy. Ale czy to dobry moment, by po tak przyjemnych chwilach myśleć o takich smutnych rzeczach? Chyba nie.
Powinienem się cieszyć, że go mam. Że dzięki niemu moje życie stało się choć trochę bardziej kolorowe. Teraz przynajmniej nie jestem sam. I tylko to powinno się liczyć.
Po kąpieli dokładnie osuszyłem ciało i założyłem koszulę Eliana, wracając do niego czysty i pachnący.
- Już jestem - Odezwałem się cicho, zwracając uwagę mojego niegrzecznego chłopca, który powoli zasypiał na łóżku.
I samo w sobie nie byłoby w tym nic złego, po tak intensywnych chwilach miał prawo być zmęczony. Jednak coś przykuło moją uwagę. Jego rana… a raczej opatrunek, który wcześniej założyłem, był zabrudzony. To mogło oznaczać, że nadwyrężył ramię podczas naszego zbliżenia.
Zaniepokojony podszedłem bliżej.
- Chyba naruszyłeś ramię. Muszę zmienić opatrunek i sprawdzić, czy wszystko jest w porządku - Powiedziałem spokojnie, sięgając do szafki po czyste bandaże. - Wstań. Zrobię to najszybciej, jak się da, a potem będziesz mógł iść spać - Obiecałem, chcąc mieć pewność, że rana jest odpowiednio zabezpieczona i nic złego się z nią nie stanie.
Widziałem doskonale, że nie miał siły ani ochoty, zdecydowanie wolał spać, co jednak mógł poradzić? Musiał zająć się swoim zdrowiem, a zdrówko w tej chwili związane jest z jego raną. I tak jestem litościwy, że chce się nim zajmować chociaż w cale nie muszę to szczerze to lubię, nawet bardzo lubię, lubię po prostu czuć że jest cały i zdrowy.
- A mogę zostawić to na jurto? - Dopytał, gdy mimo wolniej wyciągnął ramię w moją stronę.
- Nie, nie możesz, nie gadaj tylko daj mi pracować - Mruknąłem, zabierając się za zmianę opatrunku na nowy i świeży. 

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz