Oczywiście, że nadal był głupi, to niczego nie zmieniało. Szpital zapewniłby mu znacznie lepszą opiekę, a ja nie znałem się na ludziach na tyle, by udawać specjalistę. Wiedziałem tylko tyle, ile naprawdę było mi potrzebne. Jedno było pewne. Jeśli nadal będzie się tak ruszał, prędzej czy później rzeczywiście będzie musiał wrócić do szpitala.
Wyglądało na to, że będę musiał leżeć przy nim dłużej. Tylko wtedy faktycznie nie wykonywał przez sen żadnych gwałtownych ruchów, może poza obmacywaniem mnie, ale to akurat przeszkadzało mi najmniej, a nawet mogę pokusić się o stwierdzenie, że mi się to podobało.
Pochyliłem się nad nim, uważnie przyglądając się ranie.
- Patrząc na to, co zrobiłeś i dlaczego masz tę ranę, wciąż jesteś głupi. I nic tego nie zmieni - Mruknąłem, niezadowolony przewracając oczami.
Starałem się być delikatny. Nie chciałem sprawić mu bólu, a jednocześnie zależało mi, żeby dokładnie oczyścić ranę i odpowiednio ją zabezpieczyć, żeby nie doszło do zakażenia. Ręce miałem pewne, choć w środku czułem napięcie.
Z jednej strony dobrze, że wrócił. Naprawdę nie chciałbym, żeby Lidia musiała chodzić do niego do szpitala, zwłaszcza kiedy ja sam nie mogę. To znaczy mogłem się nie potrafiłem, będąc na głodzie mogłem stać się bardziej niebezpiecznym, a nie chciałbym nikogo skrzywdzić.
Z drugij strony.. cholera. Tam w szpitalu byłby znacznie lepiej zaopiekowany. Tutaj mogłem dać mu tylko tyle, ile byłem w stanie, a było to naprawdę mało. Nie było to samo.
- Chyba już zawsze będziesz mi to wypominał? - Zapytał, ciężko wzdychając. Gdy ja nawet nie podniosłem na niego swojego wzroku.
- Zawsze nie - Odpowiedziałem cicho. - Ale często? No może czasem to już tak. Zdecydowanie tak. - Poczułem psychiczną ulgę. Był bezpieczny. Był przy mnie. Rana była już oczyszczona i zabezpieczona, a to na ten moment było najważniejsze. - Gotowe - Dodałem po chwili, prostując się. - Musisz bardziej uważać na ranę. - Zwinąłem stare bandaże i wyrzuciłem je do kosza. Przez krótką chwilę stałem bez ruchu, wsłuchując się w jego oddech i mając nadzieję, że następnym razem nie wpadnie na tak genialny pomysł który będzie w stanie aż tak go skrzywdzić.
Elian kiwnął głową, dając mi do zrozumienia, że rozumie, o co mi chodzi. Tylko czy to cokolwiek zmieni? Kiedy na niego patrzyłem, wiedziałem jedno i tak zachowa się nieodpowiedzialnie. Dla niego to będzie właściwe postępowanie. Będzie ratował ludzi, którzy tego potrzebują, nie oglądając się na siebie, a gdzie w tym wszystkim on sam? No właśnie gdzie?
Ta myśl zaczynała mnie szczerze drażnić. Coraz bardziej. Jego zachowanie doprowadzało mnie do irytacji, bo choć rozumiałem motywy, nie potrafiłem ich zaakceptować, drażni mnie to mimo, że nie powinno, przecież nigdy taki nie byłem, co ten człowiek ze mną robi?
- Wnioskując po twojej minie, i tak będziesz się narażał - Mruknąłem cicho.
Wiedziałem, że taki już jest i że niewiele da się z tym zrobić. A mimo to… wciąż naiwnie się łudziłem, że tym razem będzie inaczej, kto wie może lepiej? Niestety wiem, że tak nie będzie, jeśli pojawi się problem on pomoże nawet za cenę własnego życia.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz