Tak jak myślałem, Serathion był zainteresowany. Tylko za bardzo przejmuje się pieniędzmi... owszem, pewnie trochę wydam, ale dla niego mogę. W końcu, za wiele ostatnio i tak nie wydaję, trochę oszczędzam dzięki Donie i chwała jej za to, jest przekochaną kobietą, a on pozna coś nowego. Taki wypad raz na jakiś czas na pewno dobrze zrobi i jemu, i mnie. Trochę takiego spotkania z kulturą nawet mnie dobrze zrobi. Do takich przybytków nie chodzę, bo czemu bym miał? Tak właściwie, też w końcu to będzie mój taki pierwszy raz. Oboje doświadczymy czegoś nowego dzisiejszego wieczoru... o ile coś będzie wystawiane wieczorem. Jak nie dzisiaj, to może jutro... cóż, przejdziemy się, zobaczymy. I tak trochę tu posiedzimy, chyba, że wcześniej będzie miał dosyć tych wszystkich przykrych słów. Nie miałbym z tym problemu, mógłbym ruszyć dalej. Zresztą, zima jest dla niego bardziej przyjazna, z reguły na dłuższą noc. Może powinienem trochę zmienić swój tryb życia... zamiast zimować, może powinienem się zatrzymywać się na lato? Dla mnie byłoby gorzej, bo w ciepłe pory roku jestem taki bardziej mobilny, i łatwiej się poluje, ale czasem na pewne kompromisy trzeba się zgadzać. Pomyślimy. Pożyjemy trochę ze sobą, nauczymy się ze sobą żyć, zobaczymy, jak to będzie działać.
- Więc ustalone. Pójdziemy do teatru, jak prawdziwi ludzie kultury – powiedziałem zadowolony, kreśląc szlaczki kciukami na jego biodrach. Troszkę za bardzo wyczuwałem jego kości... muszę go więcej karmić, moje biedactwo.
- Ludzie kultury? To aż tak prestiżowe miejsce? - zapytał, a ja wyczułem bijące od niego delikatne zaniepokojenie.
- Nie martw się o pieniądze. To naprawdę nic, raz na jakiś czas możemy sobie pozwolić na takie rzeczy – powiedziałem cicho, uspokajająco. Niby tak się pieniędzmi nie przejmował, a jednak marudzi i się martwi. Przeze mnie. Ja tam sobie poradzę świetnie, w gorszych sytuacjach w końcu byłem i przeżywałem. A teraz jesteśmy w naprawdę niezłej sytuacji, nie pamiętam, kiedy ostatni raz miałem tak dużo pieniędzy na zimę. Mogłem sobie pozwolić na wszystko, na co tylko miałem ochotę, a i tak jeszcze mi zostanie sporo. - Poznawaj ten świat. Ciesz się nim. I kompletnie niczym nie przejmuj. Miło się ciebie obserwuje, jak tak poznajesz te nasze zwyczaje i rzeczy, które są dla mnie codziennością. A jeszcze to jest bardziej urocze, kiedy przypominam sobie, że jesteś ode mnie jakieś pięć razy starszy.
- No co? Z ludźmi się za bardzo nie spoufalałem – burknął, pusząc policzki, ni to oburzony, ni to zawstydzony. - Jakieś dziwne festyny, wielbienie bogów, celebrowanie najmniejszej głupotki... to dla mnie bardzo dziwne. I ekscytujące.
- Ja tego nie wyśmiewam. Cieszy mnie to, że to ja cię wprowadzam do tego świata – przyznałem zgodnie z prawdą. To ja miałem ten zaszczyt się nim zajmować .Czy mogę prosić o coś lepszego? - A jak ci się teatr spodoba, to możemy trochę częściej chodzić, tak, byś mógł zobaczyć inne rodzaje sztuki. Też może bym ci wypożyczył jakieś książki? Tak, byś miał co robić, kiedy ja będę na zewnątrz, albo na dole. Chyba, że nie lubisz czytać, to rozumiem – zaproponowałem, starając się mu jakoś ten czas zagospodarować. Tyle dobrego, że teraz ten dzień trwa raptem osiem godzin, to nie jest aż tak dużo, coś jeszcze da się wymyślić. Ale w końcu noc będzie coraz krótsza... wampiry bez snu mają zdecydowanie za dużo czasu.
<Różyczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz