Nie do końca miałem na to wszystko ochotę, ale co miałem zrobić? Czułem, że mi nie odpuści. Dlatego z niechęcią podniosłem się do siadu, starając się jakoś utrzymać pion, i cierpliwie czekałem, aż się mną zajmie. Jak na moje, przesadzał odrobinkę z tą raną. Nie potrzebowałem aż takiej dobrej opieki z jedną małą ranką. Ile to razy lekceważyłem takie drobne zadrapania, i jakoś żyję. Znam swoje ciało i wiem, kiedy mogę sobie na coś pozwolić. On chyba ma przekonanie, że ludzkie ciało jest zbyt kruche, i jak dla mnie, to wszystko zależało od danego przypadku. Są ludzie, którzy wyjdą na zimny wiatr i zaraz ich łapie przeziębienie. A ja... tak właściwie, to nie pamiętam, kiedy ostatni raz na coś zachorowałem, czy chociażby się lekko przeziębiłem. Coś czułem, że jak mnie coś złapie, to się porządnie wyleżę, coś tak czuję. Zawsze tak jest, że jak choroba długo nie łapie, to później cię porządnie przetyra. Ciekawe, czy Serathion też przy takim przypadku by był dla mnie milutki i się mną zajmował, czy może marudził, że to moja wina i teraz mam cierpieć. Chociaż, znając jego, pewnie jedno i drugie na raz; zajmie się mną ładnie, ale też popsioczy na mnie. Nie byłby sobą, gdyby na mnie nie ponarzekał..
– Musisz bardziej uważać. Co się zasklepi, to zaraz napniesz mięśnie i już się otworzy z powrotem. I jak ty masz wrócić do zdrowia, jak ta rana jest ciągle otwarta – mamrotał pod nosem, przecierając alkoholem ranę.
– Jestem przecież zdrowy – odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Czułem się nieźle. Faktycznej, czasem trochę bolała, ale poza tym dało się z tym żyć. I kiedyś w końcu się to zasklepi, zostanie kolejna blizna i wszyscy będą szczęśliwi. – Już praktycznie o niej nie pamiętam.
– No i dlatego teraz muszę się tobą zająć – mimo, że go nie widziałem czułem, jak kręci z niedowierzaniem głową. Zdecydowanie za mocno się przejmował takimi pierdółkami w moim zdrowiu.
– Musisz to coś zjeść – zauważyłem, odwracając głowę w jego stronę. – Trochę za długo jesteś bez porządnego posiłku.
– Jadłem ostatnio przecież – mruknął, zabezpieczając czystym bandażem moje skaleczenie.
– Co nie zmienia faktu, że jesteś głodny. Widzę po twoich oczach, że powinieneś w końcu posilić się czymś lepszym. Myślę, że już czuję się lepiej, więc... czemu byś miał nie skorzystać? – odparłem, kładąc dłoń na jego policzku i gładząc jego gładziutką, chłodną skórę.
–Miło, że tak chętnie nastawiasz szyję, ale to jeszcze nie pora – powiedział, zabierając moją dłoń. – Jesteś zmęczony. Ja nawet też. Z chęcią bym się położył obok ciebie. Nie zasnę, ale grzecznie będę przy tobie leżał. Jak się napiję, będę miał zbyt wiele energii.
– W porządku. Zatem rano ci nie odpuszczę – zdecydowałem, chwytając go i mocno go do siebie przytulając, by zaraz opaść na poduszki. – Jesteś niesamowity – wymruczałem zmęczony, ledwo utrzymując świadomość. Jego bliskość w tej chwili to naprawdę wszystko, czego potrzebowałem. Jestem prostym człowiekiem, naprawdę nie potrzebowałem wiele do szczęścia.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz