sobota, 13 grudnia 2025

Od Mikleo CD Soreya

Czy ja chciałem? Oczywiście, że bardzo chciałem. Czas spędzony z nim zawsze był dla mnie czymś wyjątkowym. Poza tym naprawdę lubiłem wspólne zakupy, chociaż nie zawsze chciał mnie na nie zabierać, bał się spojrzeń innych ludzi, a może raczej go one drażniły. Jak dobrze, że to już minęło… albo po prostu stał się bardziej pewny tego, że nigdy bym go nie zdradził, niezależnie od okoliczności.
- Oczywiście, że chciałbym pójść z tobą. Uwielbiam zakupy, nawet jeśli robimy je rzadko i zwykle kupujemy niewiele. I tak lubię wyrwać się z domu, a to doskonała okazja, żeby spędzić z tobą czas, obejrzeć to i tamto. No i… jeśli trafi się okazja, może nawet coś kupić. Szczerze mówiąc, najbardziej zależy mi na tym, żeby samemu wybrać kolory, którymi pomalujemy meble. Mam już pewien pomysł, choć nie wiem, czy ostatecznie zdecyduję się właśnie na ten kolor, czy może jednak coś zmienię - Powiedziałem, odsuwając się od niego na chwilę, tylko po to, żeby spojrzeć mu w oczy i uśmiechnąć się delikatnie.
- No tak, oczywiście. Moja owieczka będzie miała pokój dokładnie taki, jaki tylko sobie wymarzy. Ja zrobię meble, ale to ty pomalujesz drewno na dowolny kolor, jaki będziesz chciał - Stwierdził spokojnie.
Jego słowa naprawdę mnie uszczęśliwiły. Chciałem zrobić coś po swojemu. Meble, które były tu wcześniej, owszem, podobały mi się, ale nie były nasze. Stały tu od zawsze, należały do przeszłości, do tego, czego wolałem nie pamiętać. Po wszystkim, co się wydarzyło, potrzebowałem zmiany. Czegoś symbolicznego, czegoś, co pozwoliłoby mi wyrwać się z ciężkich myśli i poczuć, że znowu mam wpływ na swoje życie.
Nie wiem dlaczego, ale czuję, że zmiana wyglądu pokoju naprawdę mi pomoże. Jakby nowe kolory mogły uleczyć te miejsca we mnie, które wciąż jeszcze mnie bolą. To może brzmieć głupio, ale sprawia mi to radość… i chciałbym, żeby tak zostało.
- Ale na tę chwilę połóżmy się do łóżka i spróbujmy zasnąć, żeby jutro mieć siłę na zakupy. Co ty na to? - W sumie to był dobry pomysł. Co prawda niedawno spaliśmy, ale może on wciąż potrzebował snu… zresztą ja też. Czułem, że gdy tylko się przy nim położę, a on zamknie mnie w swoich ramionach, sen przyjdzie sam. Tylko przy nim czułem się naprawdę bezpiecznie, tylko wtedy potrafiłem się wyciszyć i odpocząć bez lęku.
- Dobrze, spróbujmy więc zasnąć - Zgodziłem się, zajmując miejsce obok niego na łóżku.
Czekałem, aż przytuli mnie do siebie, aż schowa mnie w swoich ramionach, żebym mógł znów poczuć to znajome ciepło, ten spokój i bezpieczeństwo, które zawsze odnajdywałem tylko tam. W jego objęciach świat zwalniał, myśli cichły, a ja po prostu mogłem być… i odpocząć, powoli odpływając do krainy snów.

Późnym rankiem obudził mnie dźwięk dochodzący z kuchni. Otworzyłem oczy i zaspanym spojrzeniem rozejrzałem się po pokoju. Mój mąż wciąż leżał przy moim boku, oddychając spokojnie, więc to musiały być nasze dzieci, najwyraźniej głodne po całej nocy.
Nigdy wcześniej nie przygotowywały śniadania same. Zazwyczaj cierpliwie czekały, aż wstaniemy ja albo ich tata. Tym razem jednak najwyraźniej postanowiły wziąć sprawy w swoje ręce. Uśmiechnąłem się pod nosem na tę myśl. Było w tym coś naprawdę miłego, świadomość, że choć raz zrobiły coś samodzielnie, dając mi i Soreyowi możliwość dłuższego snu i wspólnego odpoczynku.
Po wszystkim, co ostatnio przeżyliśmy, ta chwila spokoju i zwyczajności była nam bardzo potrzebna. I choć one nie zdawały sobie z tego sprawy, byłem im wdzięczny za czas który nam dały...

<Pasterzyku? C:> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz