A żeby wiedział. Trochę martwił mnie fakt, że ktoś zwraca na niego uwagę, bo też on mógł sobie wybrać kogoś innego. Skoro miał tyłu mężczyzn przez całe swoje życie, może za tym zatęsknić. Mogę go znudzić, zwłaszcza, że trochę właśnie byłem nudny, spokojny, raczej mało rozrywkowy. W przeciwieństwie do niego. Te przeciwieństwa powodują u mnie mały niepokój.
– Jestem bardzo zaborczym chłopcem – przyznałem, nie ukrywając tego. A on nie ukrywał tego, że moja zazdrość się mu podobała. – A jak spróbujesz się z nim jakoś porozumieć, to bardzo się zdenerwuję.
– A ja lubię, jak się denerwujesz... może więc powinienem się do niego odezwać? – uśmiechnął się do mnie złośliwie. Gdyby nie ten pierścionek, który nosił na dłoni, to w tej chwili jego igiełki by pięknie zabłysnęły. Podobała mi się ta jego drapieżność. Pewnie nie tylko mnie... zmrużyłem niezadowolony oczy. – Jeszcze się zastanowię, czy tak nie postąpić.
– Igrasz z ogniem – mruknąłem, nie ukrywając swojego niezadowolenia.
– Nie mogę doczekać się, aż się sparzę – puścił mi oczko. Nie byłby sobą, gdyby był taki grzeczny i posłuszny.
– To być może się sparzysz, kiedy tylko wrócimy do pokoju – powiedziałem półgłosem. Miałem już dosyć tego czekania. Jeszcze tylko ta rana była taka w miarę świeża... no, ale jak nie będzie jej naruszać, nic się nie stanie.
– No już byś chciał. Najpierw musi ci się rana zagoić – przypomniał mi, jakby w ogóle trzeba było to robić. Cały czas czułem promieniujący od niej ból, czasem bardziej odczuwalny, czasem mniej... ale to tylko ból. Nie umrę od tego.
– Będziesz po prostu musiał uważać, byś jej nie naruszył. Może zwiążę ci rączki, by nie swędziały? – zaproponowałem, rzucając mu drwiący uśmieszek. Widać było, że moja propozycja zaskoczyła go, i to mocno, ale w ten pozywgny sposób.
– No proszę, nie spodziewałem się, że sam na to wpadniesz – zaśmiał się cicho. – A taki niewinny, a taki uroczy – dogryzł mi.
– Nie mogę się doczekać, aż będę mógł ci to zrobić – puściłem mu oczko, w końcu trochę się rozluźniając. Minęliśmy tego paskudnego typa, mogłem trochę spasować.
– W ciekawym kierunku to zmierza – uśmiechnął się lekko, a ja wyczułem jego podekscytowanie. Dziwak z niego. Ale mój dziwak, którego nie chcę zamienić za żadne skarby.
Nie odpowiedziałem już nic. Dalszy nas spacer trwał dalej w milczeniu, ale było to przyjemne milczenie, a nie ciężkie, które to chce się przerwać za wszelką cenę. Serathion z uwagą oglądał świąteczne ozdoby, przysłuchiwał się przechodzącym ludziom, chcąc to wszystko zrozumieć, czasem okazjonalnie zadawał pytania, na które starałem się jak najlepiej odpowiadać, co nie zawsze mi wychodziło. Wybrał sobie słabego nauczyciela, za bardzo odcinam się od ludzi, by móc dobrze rozumieć to wszystko.
– Zmarzłeś już – odpowiedział w pewnym momencie, odwracając głowę w moją stronę. – Powinniśmy wracać. Trzeba cię dobrze wygrzać.
– Możemy wracać, o ile masz na to ochotę. Mi trochę mrozu nie przeszkadza – odpowiedziałem, zgodnie z prawdą. Chciałem, żeby był sbrego spaceru jak najbardziej usatysfakcjonowany.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz