Gdy tylko skosztowałem jego krwi, uderzył we mnie prawdziwy głód. Nie ten cichy, stale obecny, lecz dziki, palący, niemal obłędny. Byłem głodny. Naprawdę głodny.
Przez długi czas udawałem przed sobą, że potrafię to kontrolować, lecz w tej chwili smak krwi, której tak bardzo mi brakowało, niemal doprowadził mnie do szaleństwa. Była cudownie słodka, gęsta i kusząca, aż bolało, jak bardzo pragnąłem więcej u więcej, a jednak dostać nie mogłem.
Z trudem powstrzymywałem się przed dalszym piciem, aż w końcu podświadomość krzyknęła, żebym przestał. Żebym go nie skrzywdził. Oderwałem się od niego ostatkiem zdrowej świadomości, jakby każdy mięsień mojego ciała walczył z tą decyzją. Powstrzymałem się przed całkowitym wypiciem jego krwi, tej przyjemnie soczystej, tak idealnie należącej do niego.
Oblizałem wargi, wciąż czując jej smak, i spojrzałem mu prosto w oczy. Dłoń położyłem na jego policzku, niemal czułym gestem.
- Jesteś prawdziwym samobójcą - Mruknąłem, gładząc jego skórę kciukiem.
- Samobójcą, który pokochał i wyruchał wampira - Wyszeptał, ocierając moje wargi z resztki krwi pozostałej po ugryzieniu.
Uśmiechnąłem się lekko i spuściłem wzrok, zauważając reakcję jego ciała na naszą bliskość. Jego kutas drgną a usta same sie uśmiechnęły. Moja brew uniosła się, a spojrzenie spoczęło na jrjk twarzy.
- Z tobą naprawdę jest coś nie tak - Wyszeptałem mu niemal prosto w usta, delikatnie muskając je własnymi. - Podnieca cię to, że cię gryzę? Twój kutas aż drga gdy mnie czuje,… ach to wyjaśnia, dlaczego tak chętnie mi się nastawiasz. - Rozbawiony musnąłem jego usta, przeciągnąłem się leniwie, jak drapieżnik syty, lecz wciąż czujny.
- Cóż… trochę mnie to podnieca, podniecasz mnie ty i twój tyłek którego lubie pieprzyć - Przyznał, również od niechcenia podnosząc się z łóżka. Stał przede mną w całej swojej okazałości, prezentując umięśnione, piękne ciało, które znałem aż nazbyt dobrze.
- A mnie podniecasz ty i twój sprzed który jest naprawdę idealny - Wymruczałem, oblizując wargi odruchowo, patrząc na jego wielkiego kutasa.
- Hej, moje oczy są tutaj - Złapał mnie za podbródek i zmusił, bym spojrzał mu w oczy. - Musimy posprzątać, pamiętasz? A nie patrzeć na mój sprzęt, na to też przyjdzie czas - Na dźwięk tych słów kiwnąłem głową i zrobiłem krok w tył, odsuwając się od niego z widocznym wysiłkiem.
- Najpierw jednak powinieneś się ubrać - Stwierdziłem z krzywym uśmiechem. - Z gołym tyłkiem sprzątać nie możesz. To znaczy… mnie by to nie przeszkadzało, lubię patrzeć na twojego kutasa, ale obawiam się, że byłbyś dla mnie zbyt dużym rozproszeniem - Stwierdziłem, a mój wzrok mimowolnie podążył za jego kutasem.
Elian chyba miał już dość mojego spojrzenia założył na swoje ciało spodnie.
Dzięki temu, że w końcu założył spodnie, mogłem skupić się na tym, na czym faktycznie powinienem. Zgarnąłem pościel i złożyłem ją w jednym miejscu, co jakiś czas zerkając na mojego człowieka, jakby sam jego widok był rozpraszający nawet teraz.
- No dobrze… i co teraz? - Zapytałem w końcu, prostując się. - Złożyłem wszystko w jedno miejsce, więc moja praca dobiegła końca. Teraz twoja kolej. - Rozsiadłem się na łóżku z demonstracyjną nonszalancją, jakby było tronem, na którym zasiadałem od wieków. Oparłem się wygodnie, splatając dłonie, a na moich ustach pojawił się leniwy, arogancki uśmiech.
- Rób swoje - Dodałem, unosząc brew. - Ja będę nadzorował. W końcu ktoś musi dopilnować, żeby moja służba się nie obijała. - Patrzyłem na niego z wyraźną satysfakcją, rozbawiony całą sytuacją, ale też świadomy, że pod tą teatralną postawą wciąż czai się drapieżnik, który jeszcze niedawno walczył z własnym głodem.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz