To był doprawdy interesujący dobór słów. I jaki elokwentny. Zawsze mnie odrobinkę bawiło, kiedy taki niby wysoko urodzony szlachcic używa takich prostych i ordynarnych słów, jak jakiś wieśniak. To, że ja przeklinałem, to jedno, jestem już z takiego dziwnego towarzystwa, więc tak to zabawnie nie brzmi. No i też nie wyglądam na kogoś wysoko urodzonego. A on? Pełnia elegancji, szyku, elegancji tylko po to, by zaraz mi powiedzieć takie słowa brzydkie.
– Mój drogi, wyruchany to ty dopiero będziesz. Jak tylko się lepiej poczuję – odpowiedziałem spokojnie, nie ukrywając jednak lekkiego rozbawienia jego wyrażeniem. – Teraz chcę ci po prostu pomóc. Upewnić się, że nic ci nie będzie groziło. Nie chciałbym, by coś się stało mojej Różyczce – dodałem, poprawiając delikatnym gestem jego włosy.
– Najbardziej to mi pomożesz, jak tutaj zostaniesz i odpoczniesz. Wtedy ja będę mógł się spokojnie skupić na polowaniu, i nie będę miał z tyłu głowy tego, że muszę się spieszyć, byś ty za długo tam nie siedział. A pośpiech też nie jest dobry, wiesz? Mogę popełnić wiele błędów – burknął, a do mnie... cóż, to trochę przemówiło. Faktycznie, lepiej, by spokojnie polował, uważając tylko na to, by wrócić do pokoju przed świtem. Serathion, jako dobry obserwator, od razu zauważył, że coś we mnie drgnęło, więc ten mały drań kontynuował. – Nie chcesz chyba, bym głupio wpadł, bo martwię się o ciebie, prawda?
– Nie chcę – mruknąłem, cicho wzdychając. – Ale nie chcę też tu leżeć i nic nie robić. Powinienem ci jakoś pomóc.
– Odpoczywając najbardziej mi pomożesz. Musisz w końcu jak najszybciej dojść do siebie. Obiecałeś mi w końcu, że mnie wyruchasz, nie chcesz chyba nie spełnić tej obietnicy? – spytał, unosząc jedną brew, na co parsknąłem śmiechem.
– Tak, bo tylko to jest dla ciebie ważne – pokręciłem z niedowierzaniem głową. – Uważaj tam na siebie, dobrze? Nie chciałbym cię przypadkiem stracić – dodałem już nieco bardziej na poważnie.
– Ja zawsze uważam – napuszył się delikatnie. – No już, do spania. Poczekam, aż zaśniesz, dopiero wtedy wyjdę. Wrócę, zanim się obudzisz – obiecał, czekając cierpliwie, aż się położę.
– Czasami chciałbym dla ciebie zrobić coś więcej – odparłem, przykrywając się kołdrą, uważając tym samym na ten nieszczęsny bandaż. Ależ mnie ta rana irytowała. Nic przez nią nie mogłem zrobić. W kąpieli uważać musiałem, przy spaniu uważać musiałem, by przypadkiem nie przekręcić się na nie ten bok, przy ubieraniu się uważać musiałem... Szkoda, że nie goi mi się to szybciej. I że nie mogę zrobić nic, by mogło się lepiej goić.
– I tak robisz bardzo dużo – przyznał cicho, przyglądając mi się z uwagą, a następnie nachylił się nade mną i pocałował mnie w policzek. – No już, nie myśl o tym i śpij – dodał łagodnie, przyglądając mi się z uwagą. Utrzymywałem z nim ten kontakt wzrokowy, dopóki miałem siłę mieć otwarte oczy. Odpłynąłem szybciej, niż początkowo sądziłem, szybko mnie odcięło. To zdecydowanie nie powinno tak wyglądać.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz