niedziela, 28 grudnia 2025

Od Haru CD Daisuke

Od razu uchwyciłem jego dłonie, chcąc powstrzymać go przed bezsensownym ścieraniem skórek. To nie było ani zdrowe, ani potrzebne. Widziałem, jak bardzo jest roztrzęsiony. Musiał się uspokoić, zatrzymać choć na moment i na trzeźwo wszystko przemyśleć. Powinien zadać sobie jedno, kluczowe pytanie: Czy naprawdę chce mieć ją w domu i czy te święta z jej obecnością będą dla niego choć trochę lżejsze?
Teraz powinien myśleć przede wszystkim o sobie, a nie o kobiecie, która przez większość życia nie okazywała mu szczególnej uwagi ani troski. Jeśli jednak czuł, że chce, aby spędziła z nami święta, nie miałem nic przeciwko. To w końcu jego babcia, nieważne, jaka była wcześniej. Jeśli umiera i potrzebuje bliskości, a on chce jej ją dać, powinien zrobić to zgodnie z własnym sumieniem.
- Skarbie - Odezwałem się spokojnie, starając się go wesprzeć, uchronić przed problemami i wyciszyć. - Przede wszystkim musisz się uspokoić. Tylko spokój może nas teraz uratować. Musisz dobrze przemyśleć, czy naprawdę chcesz ją tu na święta i czy twoje zdrowie psychiczne oraz fizyczne jest warte tego, co będziesz przeżywał, gdy się tu pojawi. - Zrobiłem krótką przerwę, po czym mówiłem dalej, ciszej, ale stanowczo:
- Pamiętaj, że jesteś w ciąży. Twoje zdrowie jest teraz najważniejsze. Jeśli poczujesz, że chcesz spędzić święta razem z nią, będę cię w tej decyzji wspierał. Ale nie myśl o tym tak, jakbyś nie miał wyjścia, zawsze je masz. Najważniejsze jest to, co ty czujesz i czego ty naprawdę potrzebujesz. - Ścisnąłem jego dłonie mocniej. - Masz w sobie nasze dziecko. I jeśli ona zrobiłaby cokolwiek, co mogłoby cię skrzywdzić, nie będę stał z boku. Wiesz, że jeśli spróbuje cię zranić, pożałuje tego. Dopilnuję, żeby nic ci się nie stało. - Przyciągnąłem go do siebie, obejmując pewnie, ale delikatnie. Cokolwiek by się wydarzyło, przejdziemy przez to razem, a to jest najważniejsze.
Daisuke westchnął ciężko i schował twarz w moich ramionach, jakby szukał w nich choć odrobiny spokoju. Wiedziałem, że w tej chwili intensywnie zastanawia się, co powinien zrobić. To była jego decyzja, jego babcia, jego poczucie obowiązku i jego sumienie. Ja niewiele mogłem tu zmienić. Nie byłem nawet pewien, czy cokolwiek, co bym powiedział, wpłynęłoby na jego ostateczne postanowienie.
Co prawda jeszcze się nie określił, ale gdzieś głęboko w środku czułem, że wszystko zmierza ku temu, by jego babcia spędziła z nami święta. I jeśli tak miało być, nie zamierzałem stawać mu na drodze. Jeśli to miało go uszczęśliwić, zaakceptowałbym to. Byleby tylko nie zrobiła niczego głupiego. Bo jeśli by spróbowała… mogłaby tego bardzo pożałować.
- Nie wiem, co powinienem teraz zrobić - Odezwał się w końcu cicho. - Chciałbym, żeby tu była, ale wiem też, że to może się źle skończyć. Co ty byś zrobił na moim miejscu? - Uniósł głowę i spojrzał mi prosto w oczy, jakby szukał we mnie odpowiedzi, której sam się bał.
Westchnąłem cicho.
- Nie wiem - Odpowiedziałem szczerze. - I nie chcę, żebyś kierował się tym, co ja myślę. To twoja decyzja. Tylko ty możesz wiedzieć, czego naprawdę chcesz. - Ująłem jego twarz w dłonie, zmuszając go, by skupił się na mnie. - Jak już mówiłem, będę cię wspierał w każdej sytuacji. Bez względu na to, co postanowisz. Ale nie chcę decydować za ciebie. Nie chcę, żebyś kiedyś czuł się źle tylko dlatego, że to ja podjąłem decyzję zamiast ciebie. - Przyciągnąłem go z powrotem do siebie. - To musi być decyzja, z którą ty sam będziesz potrafił żyć. - Dodałem, całując delikatnie jego czoło.

<Paniczu? C:> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz