wtorek, 23 grudnia 2025

Od Eliana CD Serathiona

 Cóż, muszę przyznać, że to jego zasługa. To on budził we mnie te wszystkie emocje i myśli, których nie spodziewałbym się, że w ogóle potrafię tak czuć i myśleć. Przecież... on jest niesamowity. Pobudza wszystkie moje najbardziej pierwotne zmysły. A teraz, kiedy go podziwiam z moją spermą na swojej twarzy czuję, że mam ochotę na całkowite złamanie go. By pragnął więcej, i więcej, i by sam szukał sposobu, jak tu nabić się na mojego kutasa. Zaskoczył mnie tą swoją niecierpliwością. Zwykle to ja muszę się powstrzymywać, by było mu jak najlepiej. A teraz? Teraz się nie muszę powstrzymywać. I nie chcę się powstrzymywać. Wykorzystam go tak, jak będę chciał, a on mi nic nie może zrobić, bo jest unieruchomiony. Myślę, że mi się to spodoba, tak go unieruchomić i się nad nim pastwić... czasem wpadam na wspaniałe pomysły. 
- Jesteś moją inspiracją do niecodziennych pomysłów – powiedziałem szczerze, gładząc jego policzek, chłodny i lekko zarumieniony. Ależ on był słodziutki. No tylko go schrupać. Zaraz też chwyciłem jego policzki mocniej, zmuszając go do podnoszenia się. - Odwróć się. I wypnij ten swój słodziutki tyłeczek w moją stronę – poleciłem mu, patrząc na niego z wyższością. Był mój, i tylko mój. Na każde moje skinienie. Każde polecenie spełnia bez mrugnięcia okiem.
Korzystałem z faktu, że jego nadgarstki były unieruchomione, i z  jego cichego błagania o więcej, o bycie bardziej agresywnym, a ja z chęcią spełniałem jego prośby, korzystając z jego ciała i więcej, i więcej, nie patrząc na swoją ranę. W końcu zmęczyłem i siebie, i jego, po czym po prostu opadłem na poduszki obok niego. Tak, brakowało mi tego... i nie tylko mnie, z tego, co widzę. Jego ciało delikatnie drżało, a stróżka śliny spływała po jego brodzie. Nie był dzisiaj jakoś szczególnie głośny, miałem wrażenie, że się powstrzymywał, ale chyba to robił umyślnie, by nie denerwować Dony, i innych gości. 
- Teraz ty się musisz umyć – zauważyłem, obserwując go z delikatnym uśmiechem. Widok jego wykończonej twarzy był na swój sposób uroczy. I uspokajający. 
- Och, zrobiłbym to, ale jak widzisz, trochę unieruchomiony jestem – wyciągnął ręce w moją stronę, dając mi tym samym jasno znać, że mam go uwolnić. - Nie pogardziłbym, gdybym był wolny. 
- Ależ ja cię nie trzymam – puściłem mu oczko, a kiedy zobaczyłem jego minę, już w końcu odpiąłem ten pasek. - No już, proszę. Nie spiesz się, będę tu na ciebie czekać – odpowiedziałem, rzucając pasek gdzieś na bok. Czy miało znaczenie, gdzie ten pasek wyląduje? Nie powiedziałbym. Jak go będę potrzebował, to go na pewno szybko znajdę. 
- Pościel by wypadałoby zmienić – zauważył, podnosząc się do siadu. Zauważyłem na jego twarzy delikatne skrzywienie. Czyżby ktoś tu odczuwał ból pewnej części ciała? Jakże mi przykro z tego powodu.
- Z rana tu ogarniemy. Teraz... teraz nie mam do tego siły – przyznałem. Wolę sam tutaj posprzątać, niż żeby ktoś tu wchodził, czy Dona, czy jej córka, czy któraś z pracownic. I myślę, że Serathion podzieli moje zdanie.

<Różyczko? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz