poniedziałek, 29 grudnia 2025

Od Serathiona CD Eliana

 Oj, zdecydowanie powinien coś zrobić ze swoimi włosami. Wyglądał tak, jakby lada chwila jakiś ptak miał uznać je za idealne miejsce na złożenie jaj. A skoro mieliśmy iść do teatru, o ile w ogóle do tego dojdzie, musiał wyglądać elegancko, a nie jak menel. Same ubrania to zdecydowanie za mało. Włosy również muszą się dobrze prezentować. Ja wyglądałem pięknie, a skoro był moim partnerem, on także powinien wyglądać pięknie. Jeśli sam o to nie zadba… cóż, będę musiał wziąć sprawy w swoje ręce.
- Zdecydowanie powinieneś zająć się swoimi włosami - Stwierdziłem stanowczo. - Wyglądasz, jakby zaraz jakiś ptak miał ci tam jaja złożyć, a tak być absolutnie nie powinno. Jesteś przystojny i do tego mój, więc postaraj się chociaż odrobinę - Dodałem, bardziej polecając niż prosząc.
- Zaczekaj… czy to nie ty przed chwilą kazałeś mi wyglądać „nie za dobrze”, żeby inni się na mnie nie gapili? - Zapytał, unosząc jedną brew. W jego głosie słychać było wyraźne rozbawienie.
- To prawda - Przyznałem bez wahania. 
- Masz nie wyglądać *zbyt* dobrze, ale masz wyglądać *dobrze*. Tak, żebym nie musiał się wstydzić - Stwierdziłem, wstając z łóżka.
Sięgnąłem po grzebień i bez czekania na jego reakcję zacząłem poprawiać mu włosy. Delikatnie, ale zdecydowanie. Chciałem, żeby wyglądał dobrze, a skoro sam nie potrafił się za to porządnie zabrać, musiałem mu w tym trochę pomóc.
Po poprawieniu jego włosów odłożyłem grzebień na bok, po czym wygładziłem jeszcze jego koszulkę, strzepując niewidoczne zagniecenia i poprawiając jej układ, jakbym dopinał ostatni element całości. Teraz naprawdę wyglądał tak, jak powinien.
- Od razu lepiej. Przystojniak z ciebie - Wymruczałem z wyraźnym zadowoleniem, odsuwając się o krok, by móc go ocenić w całości.
Zerknąłem po raz kolejny na zegarek. Wskazówki zdawały się poruszać zbyt wolno, a ja nie mogłem już usiedzieć w miejscu, myślami będąc poza tym pokojem.
- Możemy chyba już iść, co? - Zapytałem, a w moim głosie pobrzmiewała ekscytacja. Wyjście do teatru było idealnym scenariuszem, ale w tej chwili zadowoliłaby mnie nawet biblioteka, byle tylko wreszcie wyjść.
- Chyba już możemy - Stwierdził po chwili.
Podszedł do okna i spojrzał na miasto, jakby upewniał się, że świat na zewnątrz jest gotowy na nasze pojawienie się. Ja w tym czasie już mentalnie byłem przy drzwiach, z dłonią na klamce, gotów ruszyć w każdej chwili.
- Chodźmy już, nie ma słońca - Powiedział, chwytając moją dłoń i niemal od razu pociągając mnie w stronę wyjścia.
Na moje szczęście ani Dona, ani jej córka nie dawały o sobie znać. W gospodzie panowała cisza, co oznaczało, że mogliśmy opuścić to miejsce bez zbędnych spojrzeń, szeptów czy pytań. Dokładnie tak, jak chciałem.
Elian zaprowadził mnie do biblioteki. Ciepło panujące wewnątrz oraz zapach starych ksiąg od razu sprawiły, że poczułem się spokojniej. Przesuwałem wzrokiem po półkach, aż w końcu jedna z książek przyciągnęła moją uwagę niemal natychmiast, świąteczna historia. Pomyślałem, że może dzięki niej dowiem się czegoś więcej o samych świętach, o ich znaczeniu i zwyczajach.
Drugą książką, która wpadła mi w oko, była zatytułowana *Porzucone dziecko*. Nie potrafiłem wyjaśnić dlaczego, ale poczułem nagłą, niemal natarczywą potrzebę, by ją mieć. Jakby coś w środku szeptało, że ta historia jest mi bliższa, niż chciałbym przyznać.
Ostatecznie wziąłem obie. Wiedziałem, że przydadzą się, by zabić czas, kiedy zostanę sam, a może nawet na coś więcej niż tylko chwilowe oderwanie myśli.

<Elianie? C:<

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz