niedziela, 14 grudnia 2025

Od Serathiona CD Eliana

 Jego żart był mało zabawny. Jeśli naprawdę chciał mnie rozbawić, to zdecydowanie się pomylił. A jeśli liczył na to, że od czasu do czasu będę się nim opiekował, w taki czy inny sposób, to niech przynajmniej nie rzuca tekstów o tym, że powinien częściej robić sobie krzywdę. Przecież ja bym tego nie zniósł. Nie chcę oglądać go w takim stanie. To nie jest ani śmieszne, ani normalne, ani tym bardziej do zniesienia.
- Ależ to było zabawne, zaraz po prostu padnę ze śmiechu i nie wiem, czy będę w stanie się z niej podnieść - Burknąłem, podchodząc do niego z przygotowanymi opatrunkami.
Pokręciłem głową i uklęknąłem obok łóżka.
- Jak masz gadać głupoty, to lepiej się nie odzywaj - Mruknąłem, ostrożnie zdejmując stary opatrunek. - Poza tym, jeśli chcesz, żebym się tobą zaopiekował, to po prostu mi to powiedz. - O dziwo zapach krwi nie uderzył we mnie tak mocno, jak zwykle. Oczywiście poczułem delikatny głód, ledwie ukłucie gdzieś w tyle głowy, ale nie był na tyle silny, bym stracił kontrolę czy zaczął szaleć. Skupiłem się na ranie, na precyzyjnych ruchach dłoni. Wiedząc, że mogę zrobić mu krzywdę.
- Chcesz mi powiedzieć, że będziesz się mną opiekował na każde moje zawołanie? Bez żadnego ale? - Zapytał, uśmiechając się tym swoim głupkowatym, zbyt ładnym uśmiechem.
Wyraźnie próbował mnie podrażnić. Oj tak, to wychodziło mu doskonale, tylko że nie ze mną. Nie byłem aż tak łatwy do sprowokowania, jak najwyraźniej mu się wydawało.
- Czasem mogę się dla ciebie poświęcić - Odpowiedziałem spokojnie. - Ale tylko czasem. Nie myśl sobie, że będę to robił za każdym razem, jestem szlachcicem nie zapominaj o tym - Pochyliłem się bliżej, zajmując się jego raną z należytą uwagą, pilnując, żeby podczas opatrywania sam sobie nie zrobił dodatkowej krzywdy.
- Ach tak? - Mruknął, niczym nie przejęty - A już myślałem, że będę miał pełną obsługę, na każde skinienie palcem - Skrzywił się lekko, gdy oczyściłem skórę.
- Możesz sobie pomarzyć - Odburknąłem.
Gdy tylko założyłem czysty opatrunek, stary bez wahania wyrzuciłem do śmietnika. Odsunąłem się o krok, przyglądając się efektowi swojej pracy.
- Od razu lepiej. Teraz znowu możesz odpocząć - Dodałem, zerkając na niego uważnie.
- Bardzo bym chciał, ale najpierw muszę zejść na dół po coś do picia. Jestem trochę spragniony - Wyjaśnił.
Skinąłem głową. Doskonale rozumiałem, że po takim posiłku może potrzebować czegoś ciepłego do picia.
- Uważaj - Rzuciłem półżartem, choć w środku trochę mnie to drażniło. - Jeszcze się nasłuchasz. - Dona potrafiła być nieznośna. Nie znała mnie, nie widziała dlaczego nie odwiedziłem go w szpitalu, ale do oceniania mnie była pierwsza, czym naprawdę szczerze mnie drażniła.
- Chyba sobie poradzę, jestem dużym i silnym chłopcem. Najwyżej będę miał wyzwanie - Stwierdził, zakrywając bluzką ranę, szykując się do zejścia na dół.
- Powodzenia - Westchnąłem. - Obyś tylko dał radę. To twarda kobieta i trochę przerażająca - Mruknąłem a w pamięci wciąż miałem jej złość… i to, jak bez wahania mnie nią obdarowała.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz