Po wejściu do łazienki od razu zabrałem się do porannej rutyny. Mycie twarzy, zębów, szybkie przebranie w czyste ubrania, wszystko szło sprawnie, niemal automatycznie. Na koniec, jak zawsze, przyszła kolej na moje długie, napuszone włosy, które wymagały nieco więcej uwagi. Nie było jednak mowy o lenistwie. Chciałem spędzić ten dzień z dziećmi, a to oznaczało gotowość od samego rana. Oczywiście pod warunkiem, że one same będą miały ochotę spędzić czas z nami.
- Widzisz, co ja potrafię zrobić w przeciągu pięciu minut - Rzuciłem z zadziornym uśmiechem, przyglądając się swojemu odbiciu w lustrze.
- Oj tak… dobrze, że w łóżku tak szybko nie dochodzisz - Szepnął mi do ucha, a zanim zdążyłem odpowiedzieć, delikatnie wyjął mi z dłoni grzebień. Najwyraźniej postanowił sam zająć się moimi włosami.
- Ach, to byłoby naprawdę przykre, gdyby nasza zabawa tak szybko się kończyła - Odparłem z rozbawieniem, pozwalając mu przejąć inicjatywę.
Rozluźniłem się, oddając się jego ruchom. W końcu to on namówił mnie, żebym zapuścił włosy, to dla niego stały się tak długie. Skoro więc teraz chciał się nimi zająć, nie miałem nic przeciwko. W końcu mógł robić z nimi, co tylko zechce, pod warunkiem, że zrobi to tak aby mi one nie przeszkadzały.
Sorey bardzo dokładnie upiął moje włosy, dbając o to, by ani jeden kosmyk nie opadał mi na twarz ani nie przeszkadzał w codziennych czynnościach. Jego palce poruszały się pewnie i z wprawą, jakby robił to dziecinnie, a nie tylko od czasu do czasu. Czułem, że dziś nie będę miał zbyt wielu obowiązków, dzieci najwyraźniej same wzięły się za przygotowanie śniadania. Miałem tylko nadzieję, że po jedzeniu posprzątają, tak aby niepotrzebnie nie drażnić taty, który na punkcie porządku bywał wyjątkowo przewrażliwiony. I to nawet bardzo niż ja sam. I wszyscy doskonale o tym wiedzieliśmy.
- Dziękuję, to upięcie jest naprawdę bardzo ładne - Powiedziałem szczerze, dostrzegając w lustrze długi, gruby warkocz, który oplatał moją głowę niczym wianek. Wyglądało to elegancko, niemal wyjściowo, a jednocześnie naturalnie. Pomyślałem, jak miło jest czasem w domu wyglądać tak, jakby miało się za chwilę wyjść gdzieś ważnego.
- Nie ma za co. W końcu obiecałem, że będę o nie dbać - Odpowiedział z lekkim uśmiechem.
Pochylił się i ucałował mnie w policzek, po czym odsunął się, robiąc mi miejsce. Wyszłem z łazienki i skierowałem się do kuchni, gdzie dzieci właśnie jadły swoje śniadanie, zajęte rozmową i chrupaniem tostów.
- Cześć, mamo. Jeśli jesteś głodna, zrobiliśmy dla ciebie też śniadanie, więc możesz usiąść z nami i zjeść - Odezwała się Hana, która jako pierwsza zauważyła mnie w progu.
- Dziękuję, bardzo chętnie zjem z wami - Odpowiedziałem ciepło.
Podeszedłem jeszcze do blatu, by przygotować sobie herbatę. Bez czegoś do picia nigdy nie lubiłem jeść, a poranna herbata była dla mnie małym, codziennym rytuałem. Dopiero potem usiadłem przy stole, czując przyjemny spokój, jaki dawała wspólna chwila z rodziną. W tej chwili brakowało tylko Soreya, które potrzebował jeszcze trochę czasu aby do nas dołączyć. I to akurat nie było żadną nowością, czy jako człowiek, czy jako anioł, czy jako demon zawsze miał czas na wszystko i potrzebował większy mobilizacji do zrobienia czegokolwiek. I z tego zdawałem sobie doskonale sprawę.
<Pasterzyku? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz