sobota, 13 grudnia 2025

Od Daisuke CD Haru

 Cała ta ciąża bardzo mnie męczyła. A może to zima? Nie byłem jej wielkim fanem, było zimno, ciemno, i jakoś tak ponuro, chociaż, tego roku zima była nawet ładna. Biała, mroźna... i okropnie zimna. Zza okna jednak wygląda pięknie. Czasem lubię patrzeć na nasz ogród, kiedy to siedzę sobie w ciepłym wnętrzu, z gorącą czekoladą i otulony ciepłym kocykiem. Tylko czasem Haru potrzebowałem przy sobie, ale on za bardzo nie potrafił wysiedzieć w miejscu. Był tym bardziej aktywnym, ale teraz i tak mnie mocno zaskakiwał. Przez ostatnie pełnie był ze mną, co przecież bardzo rzadko się zdarzało. Chyba, że spędzaliśmy ją razem bardziej aktywnie, no ale teraz to nie mam na to ani siły, ani ochoty. On pewnie miał, ale nic nie wspominał. Jako, że znam jego libido, byłem pod wrażeniem jego spokoju, ale jak długo on jeszcze może wytrzymać? Trochę się obawiałem, że w końcu może mieć dosyć, i nie wytrzyma. 
Obudził mnie ruch ze strony Haru, a później piękne zapachy. Powoli uniosłem powieki, rozglądając się niemrawo po pomieszczeniu. Ogień pięknie płonął w kominku, a na stole już stał przygotowany obiad. Podniosłem się niechętnie z łóżka, przecierając zmęczone oczy. Mój panie, jaki ja byłem głodny... a przecież niedawno jadłem. To, ile to dziecko je, jest... straszne. Jak je urodzę, też będzie tyle jeść? Ja zdołam je jakoś wykarmić? A jak zabraknie mi pokarmu? Co wtedy? Delikatnie zestresowałem się na samą tę myśl, a przecież do tego jeszcze daleko.
- W porządku? Już obiad gotowy, możesz jeść – odezwał się Haru, poprawiając te liche kosmyki opadające na moje czoło. 
- Z wielką chęcią. Strasznie głodny jestem – przyznałem cicho, rozglądając się za czymś, co mógłbym zarzucić na moje ramiona. Jakiś szlafrok, jakiś koc... cokolwiek, bo kiedy już się tak odsunąłem od Haru, to jakoś tak się chłodno zrobiło. Jak dobrze, że mam jego, i mogę się do niego przytulić, i ogrzać. Dziecko chyba też to lubi, i to przytulanie, i tę obecność. Takie... takie mam wrażenie. Ciężko mi to wyjaśnić. Ogólnie, wiele rzeczy mi ciężko wyjaśnić. 
- Słyszę – powiedział rozbawiony, a ja poczułem delikatny rumieniec wstydu na policzkach. Może... może za dużo jem? I dlatego ten brzuch aż tak się odznacza? Bo to nie dziecko, a mój tłuszcz? - No już, cieszę się, że jecie. Oboje. Musicie być zdrowi, i silni – dodał szybko, zauważając mój wyraz twarzy. 
- Nie wiem, czy jestem taki silny. Często tej siły to ja nie mam – przyznałem cicho, narzucając na swoje ramiona mój nowy, ulubiony, puchaty i cieplutki szlafrok. Ten, w przeciwieństwie do mojego starego, był bardziej szyty na ciało kobiece. 
- Wydaje mi się, że to coś normalnego podczas ciąży, zwłaszcza tej pierwszej ciąży. I dla mnie, świetnie sobie radzisz – przyznał miękko, patrząc na mnie z rozczuleniem w oczach. - Chodź do mnie. Zjesz, i od razu poczujesz się lepiej. A później może się przejdziemy do mamy? Jeśli masz tylko taka ochotę. 
- Mam... chyba mam. Przeszedłbym się gdzieś, to na pewno – przyznałem, poprawiając swoje włosy. 
- Wiesz... lubię ten szlafroczek. Powinieneś go częściej zakładać – powiedział, odsuwając dla mnie krzesło. 
- Z wielką chęcią. Jest bardzo ciepły – odpowiedziałem zadowolony, poprawiając bufiaste rękawy. Dawno nie mówił mi takich rzeczy. Miło je było usłyszeć. 

<Piesku? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz