Spałem grzecznie, i spokojnie, nie przejmując się nikim i niczym. Obudziłem się tuż przed południem, i chociaż nie miałem pojęcia, o czym śniłem, byłem pewien, że były tam róże. Mnóstwo róży, ich zapach czułem nawet teraz... chociaż, równie dobrze mógł to być Serathion, w końcu przez cały ten czas miałem swój nos w jego cudownych, mięciutkich włosach.
– Dzień dobry – usłyszałem jego wyjątkowo spokojny głos. – Wypocząłeś? Lepiej się czujesz? – zapytał, poprawiając moje kosmyki, które pewnie w tej chwili żyły własnym życiem, i wyglądały tragicznie. W przeciwieństwie do niego. A jego fryzura jak zwykle była nienaganna. To pewnie te wampirze czary, by przyciągać ofiarę do siebie... aż chciałoby się zniszczyć tę fryzurę, wsunąć rękę w te kosmyki, chwycić mocno i szarpnąć, kiedy się z nim chędożę.
– W porządku, bo jesteś obok – przyznałem zgodnie z prawdą, przecierając oczy.
– Już mi tak nie słódź – mruknął, przewracając oczami. – Wstawaj, powinieneś coś zjeść.
– Tak, tak, wiem. Ale mogę jeszcze przez chwilę sobie na ciebie popatrzeć? – zapytałem, nie przestając się mu podlizywać. W końcu, zasługiwał na to, by trochę podłechcić jego ego. Ładnie o mnie dba, pilnuje mojej rany, opatruje ją... no czy ja mogę jeszcze więcej od niego wymagać? Chyba tego, by się ode mnie napił, ale on uparcie nie chce, a przecież wtedy i poczułby się lepiej, i jego oczy nabrałyby tego ślicznego koloru. Same plusy, a ja pewnie i tak bym był takim samym zombie, jakim jestem teraz.
– Nie, bo twój żołądek domaga się jedzenia – sprzedał mi pstryczka w nos, po czym ostrożnie wysunął się z moich ramion. – Zjesz, napijesz się, ogarniesz się w łazience, to będziesz mi się przyglądał. A teraz już, łazienka i na dół.
– No tak, tak – westchnąłem ciężko, też podnosząc się do siadu. – Bardzo wynudzony po nocce? – spytałem, odgarniając do tyłu swoje włosy.
– Nie. Mogłem cię pilnować, i to mi sprawiało przyjemność – przyznał, brzmiąc naprawdę szczerze. Z tego, co pamiętałem, jak ostatnio byliśmy w gospodzie, bliżej jego domu, strasznie mi narzekał, że mu się nudzi, że nie ma co robić, że ile można i jak tak można żyć. A teraz? Jest cicho. Nic nie wypomina. Cierpliwie czeka na noc, trwa przy mnie, i na nic nie narzeka. To wielka przemiana, jak chodzi o niego. – No już, wstawaj.
Ale dzisiaj mógłby być nieco milszy.
– Już się ogarniam – mruknąłem, i wstałem z łóżka. Zerknąłem na swoje odbicie w lustrze, by móc obejrzeć swój bandaż. Wyglądał ładnie, przez noc go w żaden sposób nie naruszyłem, a to pewnie tylko dlatego, że przez całą noc go przytulałem do siebie. Ostatnio, jak go tylko przy sobie mam, trwam przez całą noc w tym uścisku. Ależ to dla niego może być niewygodne.
– Może wyjdziemy dzisiaj gdzieś wieczorem? – zaproponowałem, chcąc z nim spędzić trochę czasu w nieco inny, i bardziej atrakcyjny dla niego sposób. Ileż w końcu może tutaj ze mną leżeć, na pewno się w końcu mną znudzi.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz