piątek, 19 grudnia 2025

Od Eliana CD Serathiona

 To, co powiedział, było akurat najmniejszym problemem. Zawsze można sobie ustalić swoją własną datę, i później obchodzić je rok w rok. Może nie zrobię mu jakiejś niesamowitej imprezy, sam nigdy czegoś takiego nie miałem, ale coś właśnie takiego skromnego. Tak, jak ja je obchodziłem, kiedy jeszcze je obchodziłem. 
– Więc żebyś miał niespodziankę, wybiorę dzień twoich urodzin sam. Zapamiętamy później tę datę, i będziemy je obchodzić rok w rok – odpowiedziałem, uśmiechając się delikatnie, nie przestając gładzić jego włosów. 
– Rok w rok? Zakładasz coś długoterminowo? – zapytał, unosząc jedną brew. 
– Zakładam, że póki żyję, będę z tobą. Nie jestem w stanie przewidzieć, jak długo moje życie będzie trwało, ale nie ma to znaczenia – powiedziałem, całując go w skroń. – Niestety, nie będzie to impreza w stylu arystokratów, na takie przedsięwzięcie mnie nie stać. To będzie coś w stylu moich urodzin – od razu zaznaczyłem, nie chcąc, by spodziewał się czegoś niesamowitego. Nie będzie żadnej gruby tancerzy, pojedynków, prywatnych trubadurów... tylko ja, on, kupiony tort, bo z wypiekami nigdy nie miałem do czynienia, i mały prezent, oczywiście. Bardziej taki upominek. Jeszcze nie mam pojęcia, co to będzie. Wybiorę się po moją zasłużoną wypłatę, to zajrzę, rozejrzę się. Mam już pewien motyw, róże, więc to już coś. 
– Mi to nie będzie przeszkadzało – wyznał, tuląc się do mnie. – Tak swoją drogą... jak wyglądają urodziny arystokratów? 
– Nie mam pojęcia. Pewnie przesadzone, wystawne, okraszone wszystkimi absurdalnymi wydarzeniami, jakie mogą istnieć. Tak zgaduję. Wiesz, nie mam wielu znajomych, którzy wywodzą się ze szlacheckich rodzin. Gdybym miał takie towarzystwo, nie musiałbym szczędzić na każdym groszu. Raz byłem chwilowym świadkiem na przyjęciu jakiegoś małolata, który koniecznie chciał cyrk. Ze zwierzętami. Do pałacu. Nie był to... najlepszy pomysł – skrzywiłem się na samo wspomnienie smrodu odchodów zdenerwowanych i pewnie maltretowanych zwierząt. Biedne zwierzęta. 
– Co ty robiłeś na takim przyjęciu? – spytał zaskoczony. 
– Odbierałem wypłatę. Takie miałem... szczęście – wzruszyłem ramionami, idąc z nim do łóżka, by oprzeć się o poduszki. Po co w końcu mamy tak stać, kiedy możemy się położyć na wygodnym łóżku?
– A ty kiedy masz urodziny? – podpytał, co mnie trochę zaskoczyło. Tego pytania to ja też dawno nie słyszałem. O ile w ogóle. 
– Cóż, już w tym roku miałem. Dziesiątego lipca, jeśli tak bardzo musisz wiedzieć – odpowiedziałem, nie mając z tym problemu. Do ich czasu pewnie i tak o nich zapomni, i tak, a ja najchętniej o nich bym o nich zapomniał. Przynajmniej jego urodziny będziemy mogli spędzić przyjemnie i miło. Zupełna odmiana od tych moich. – Tylko tak teraz sobie myślę... Czy ten tort dla ciebie to dobry pomysł? Nie pochorujesz się? Może jakiś taki naprawdę mały torcik...? – zastanowiłem się nad tym pomysłem. Chciałem dać mu to wszystko, ale czy nie będzie się po tym tylko gorzej czuł? Tego wolałbym uniknąć. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz