sobota, 27 grudnia 2025

Od Eliana CD Serathiona

 Nie przeszkadzał mi wieczorny spacer z nim. W sumie, to przecież bardzo miłe spędzenie czasu. Tutaj w pokoju byliśmy tacy trochę uwięzieni, niewiele mogliśmy robić; trochę się kochać, trochę leżeć, trochę rozmawiać. Dzień trochę nas blokował. A noc? Tyle dobrego, że jest zima, więc kiedy słońce zachodzi, godzinowo wiele punktów jest jeszcze otwartych, więc możemy wejść do sklepu, do biblioteki czy do innych przybytków. Może bym go kiedyś do teatru zabrał, na jakąś wieczorną sztukę? Ja tam za takimi rzeczami nie przepadam, ale myślę, że jemu mogłoby się coś takie spodobać. Poznałby trochę naszej kultury, dzieła, a jego to strasznie interesuje. Ostatni teatr cieni mu się bardzo spodobał. Teraz to byłoby co innego, bo z aktorami na scenie, ale myślę, że też byłby zadowolony, a już na pewno zaintrygowany. 
– Nie ma mowy, że puszczę cię samego do tych paskudnych ludzi. Ostatnio musiałem patrzeć na ich spojrzenia, i to mi się nie podobało. Beze mnie obok na pewno będą do ciebie uderzać – mruknąłem, niezadowolony na samą myśl. 
Na pewno by do niego podbijali. I nawet gdyby miał im odmawiać, myśl o tym, że ktoś by się tam kręcił obok niego doprowadzała mnie do białej gorączki. Byłem zaborczy, terytorialny, ale jemu to nie przeszkadzało. Czasem miałem wrażenie, że jemu to się podoba, co nie jest często spotykane. Nie, żebym miał wielkie doświadczenie; z własnych obserwacji widzę, jak niektórzy reagują na zazdrość, i często jest to powodem u kuchni. A u nas? Jemu moja zazdrość się podoba. Mi jego nie przeszkadza, jest dla mnie niezrozumiała, owszem, bo jak to o mnie być zazdrosnym? Chociaż, my to jesteśmy taką trochę nietypową parą, u nas wiele rzeczy na pewno będzie odbiegać od normy. Mnie to za bardzo nie przeszkadza. Póki jest mi z nim dobrze, póki się nie kłócimy... nie mam z tym żadnego problemu. 
– Mój łowca strasznie zazdrosny jest – zauważył rozbawiony, zaraz wracając grzecznie na moje kolana. Kiedy był blisko, opadłem z nim na poduszki. Takie leniwe dni z nim są dziwne. Ale miłe. Poniekąd mi się podobają. Jak wcześniej zimowałem, raczej starałem się coś robić w takich dniach, jakoś sobie dorobić tu czy tam. W tutaj, poza tą jedną sprawą, podczas której to omal nie umarłem... się rozleniwiłem, to na pewno. 
– Jesteś idealny. Jak mógłbym nie być zazdrosny? – powiedziałem łagodnie, po czym chwyciłem jego dłoń i złożyłem na jej wierzchu delikatny pocałunek. – Jakbyśmy wyszli tuż po zachodzie, moglibyśmy zajrzeć do teatru. Może coś jeszcze by grali, coś w miarę sensownego. Byłbyś chętny na taki spektakl? 
– Teatr? To jak na tym festynie, te takie cienie, tak? – podpytał, z uwagą mi się przyglądając. Zaintrygowałem go. 
– Właśnie, nie. Wtedy to był teatr cieni, krótkie historie z narratorem jedynie, a teraz będzie spektakl z aktorami na scenie. Przedstawiają historie z reguły już napisane dawno temu. Mało kiedy wychodzą z czymś autorskim, nowym. Nie wiem, co mogą teraz wystawiać... Nie orientuję się, nie jestem tak bardzo zaznajomiony z kulturą. Ale myślę, że tobie coś takiego by się podobało – zaproponowałem, obserwując z uwagą jego reakcje.

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz