poniedziałek, 15 grudnia 2025

Od Eliana CD Serathiona

 Na jego pomysł delikatnie zmarszczyłem brwi. Czy to miało jakiś sens? Zerknąłem na herbatę, która była gorąca, a nie wrząca, więc czy to zadziała tak dobrze? Z drugiej strony, co mi szkodzi? Zawsze mogę dokupić więcej. Na razie i tak nigdzie się stąd nie ruszamy, a już na pewno ja w takim stanie nie zamierzam. Sięgnąłem do torby, z której wyjąłem niewielki pakunek suszonych ziół. Nie korzystałem z nich zbyt często, tylko w ostateczności i tak się zastanawiałem... to nie jest ostateczność? Może gdybym jeszcze chwilę poczekał, te nerwy jakoś by się uspokoiły? Ale jak już je wyjąłem... 
Dodałem trochę ziół do herbaty, wymieszałem je i miałem nadzieję, że coś z tego będzie. Zerknąłem też w międzyczasie na Serathiona, który nie wyglądał najlepiej. Muszę go nakarmić. Powinienem spełnić obietnicę, której on się nie dopomina. 
– Jesteś głodny – odparłem, patrząc na jego trzęsące się ręce. 
– Jestem. Przez ten cały czas posilałem się zwierzęcą krwią, a ona nie jest najlepsza. Muszę dużo pić, by jakkolwiek się czuć – przyznał, co mnie zmartwiło. – Trochę się na dole uspokoi i znów wyjdę, by się najeść. Nie mam ochoty ich wszystkich mijać. 
– Zawsze możesz napić się mojej. Nawet trochę – zaproponowałem, co wywolało w nim małe zdenerwowanie. 
– Popierdoliło cię? Ledwo się na nogach trzymasz – syknął, wręcz wkurwiony. Naprawdę na poważnie się mną przejmuje. 
– Pokoju nie opuszczę, i tak muszę odpoczywać, i tak, więc co to za różnica? Napisz się trochę, troszeczkę się wzmocnisz. Minimalnie, byś nie musiał dzisiaj opuszczać gospody. Nie wydaje mi się, by tam na dole szybko się to skończyło. Jakby moja obecność wszystkich tu przyciągała – powiedziałem spokojnie, biorąc pierwszy łyk herbaty, i zaraz skrzywiłem się lekko. Fusy, fuj. Ale to i tak lepsze niż siedzenie tam na dole, z tymi ludźmi. Chcieli mnie poznać, pogadać, wiwatować... z wdzięcznością od prostych ludzi się spotkałem. Ale z czymś takim? To jest okropne. 
– To jest beznadziejny pomysł – burknął, kręcąc gwałtownie głową. 
– Równie beznadziejnym pomysłem jest wychodzenie, kiedy w każdej chwili na ulicę może się wytoczyć banda pijanych ludzi. Daj spokój, nic mi nie będzie. Gorzej ze mną nie będzie – uśmiechnąłem się do niego lekko, chwytając jego dłoń. – Skoro ty tak ładnie zadbałeś o mnie, to teraz ja powinienem zadbać o ciebie – dodałem ciszej, delikatnie chwytając jego dłoń, ściskając ją w uspokajającym geście. 
– Tak, ale ja nie oddawałem ci czegoś, czego potrzebuję do życia – burknął, ale nie odsunął dłoni. 
– Masz rację, oddałeś mi coś cenniejszego. Swój czas, swoją uwagę, swoje nerwy... nie mógłbym prosić o nic lepszego – odpowiedziałem, gładząc wierzch jego drobnej, chłodnej dłoni. 
– Ty to masz jakiś problem z głową, skoro cenisz takie rzeczy, a nie cenisz własnej krwi – burknął, patrząc na mnie jak na totalnego idiotę. 
– Jestem prostym łowcą wampirów, którego oczarowało twoje ciało. Czego ty się po mnie spodziewasz? – uśmiechnąłem się głupkowato. – Tylko troszeczkę. Nie każę ci przecież ode mnie spijać całego litra. Tylko trochę, byś nie cierpiał – dodałem, uśmiechając się zachęcająco. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz