Trochę nie są bardzo rozumiałem, po co ja tam mam być. Skoro jednak Mikleo ładnie mnie poprosił, to spełnię jego prośbę. Jako tako się ogarnąłem, by nie wyglądać jak totalny menel. I tak wyglądałem na bardzo zmarnowanego. Jak Miki to robi, że wygląda tak wspaniale, to ja nie wiem. To chyba ma we krwi. Tak samo, jak ja mam we krwi to że zawsze będę wyglądał gorzej od niego.
Kiedy tylko jako tako wyglądałem, opuściłem łazienkę i skierowałem się do kuchni, skąd dochodziły odgłosy życia. Było tam tak żywo, i wesoło... i ja im w ogóle byłem potrzebny? Nie wydaje mi się. Mimo tych początkowych wątpliwości udałem się do pomieszczenia, cicho witając się z dzieciakami. Mój wzrok od razu powędrował na zabrudzony blat. Fajnie, że przygotowali sobie sami śniadanie, i mam nadzieję, że również niedługo to posprzątają.
- Dzień dobry – powiedziałem grzecznie, siadając jak zwykle naprzeciw mojego męża. Jeny, jak on ślicznie wyglądał w tej fryzurze. Ja to jednak potrafię sprawnie operować palcami, i to na wiele różnych sposobów. Trochę martwiło mnie to, że ludzie będą się za nami oglądać... znaczy się, za nim, bo za mną nikt się nigdy nie ogląda, poza nim. I co ten Miki we mnie widzi? Nie mam pojęcia.
- Cześć, tato. Dzisiaj wyglądasz lepiej – powiedziała serdecznie Hana, uśmiechając się do mnie ładnie.
- Dobrze też by było, by po śniadaniu ten blat wyglądał lepiej – ruchem głowy wskazałem na bałagan za ich plecami.
- Posprzątamy wszystko, tylko później, wpierw chcieliśmy zjeść – odpowiedziała, na co pokiwałem głową. No, to teraz już nie mam się do czego przyczepić. Zwróciłem im uwagę, więc teraz już to zapamiętają... tak mi się wydaje.
- Trzymam za słowo – rzuciłem, przyglądając się Mikleo, który zajadał się tostami. Muszę pamiętać, by dokupić rzeczy do tostów. I ogólnie takich właśnie szybkich śniadań. - Chcecie coś z miasta? Idziemy później z mamą na zakupy.
- A może moglibyśmy się zabrać z wami? - zaproponował Haru, co mnie zaskoczyło... i zaniepokoiło Chcą się zabrać z nami? Nie wstydzą się pokazywać z rodzicami? Myślałem, że już są w tym wieku, że uważają, iż są dorośli, najmądrzejsi i w ogóle najlepsi. A może chcą nas na coś namówić? Nie no, takich intencji z ich strony nie wyczuwałem. W takim razie, czego chcą, proponując coś takiego...? Bo czegoś muszą chcieć. To nasze dzieci. One są cwane, jak mama, już się tego dawno nauczyłem.
- Ależ oczywiście – odpowiedział zadowolony Mikleo, nie wyczuwając w tym podstępu. Ale mnie tak łatwo nie oszukają.
- Idziemy na zwykłe, spożywcze zakupy, nic poza tym – zaznaczyłem, żeby wiedziały, że mnie na nic nie namówią.
<Owieczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz