poniedziałek, 29 grudnia 2025

Od Haru CD Daisuke

 No i co ja z nim mam zrobić? Nic złego nie zrobiłem. Nic złego nie powiedziałem. A mimo to i tak dostałem po głowie…Jak za każdym razfm. I za co? Za to, że nie chcę podejmować decyzji za niego. To jego babcia. Jego wybór. To on najlepiej wie, do czego ona jest zdolna. Właśnie dlatego nie zamierzam decydować za niego, nie chcę brać na siebie odpowiedzialności za coś, czego konsekwencje mogą go zranić. A jednak, mimo to, obrywa mi się tylko dlatego, że mówię szczerze, co myślę. Kłamstwo jest źle, ale przy nim ostatnio nawet prawda jest zbyt trudna.
On naprawdę nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo mam już dość tych jego zachowań. Znoszę je, bo jest w ciąży, powtarzam to sobie w myślach jak mantrę, to się zmieni, on się zmieni, jeszcze trochę. Ale czasami naprawdę zaczyna mnie to przerastać. Tęsknię za tym, jak było dawniej. Za spokojem, za rozmowami bez napięcia, za poczuciem, że jesteśmy po jednej stronie. Od jakiegoś czasu tego nie czuje, nie moje sam ciągnąc tego wozy, gdy wszystko staje się zbyt ciężkie. Jestem cierpliwy… ale nawet cierpliwość ma swoje granice. Nie mogę za każdym razem brać na siebie coraz większego ciężaru, który z dnia na dzień staje się coraz trudniejszy do udźwignięcia. Czuję, jak powoli mnie przytłacza. Każda kłótnia, spojrzenie, obraza. Ile jeszcze razy mam przepraszać? Wszystko ma swoje granice.
- No świetnie… - Mruknąłem pod nosem, czując narastającą frustrację. - Cokolwiek bym nie powiedział, i tak by mnie ochrzanił. - Oparłem się ciężko o ścianę, zmęczony nie tylko tą rozmową, ale wszystkim, co się za nią kryło,powoli naprawdę mając dość. 
Ametyst widząc moją bezradność, podeszła do mnie przyjemnie mrucząc.
- Cześć mała, wiem co myślisz on jest teraz trudny, ale to minie musi - Szepnąłem, biorąc ją na ręce aby schować w swoich ramionach 
Chciałem za nim pójść. Zatrzymać go, spróbować jeszcze raz porozmawiać.
Tylko… czy to w ogóle miałoby sens?
Znów powiedziałbym coś nie tak. Znów źle dobrałbym słowa. A on ponownie wyładowałby na mnie swoją frustrację. Nie mam już na to siły. W tej chwili po prostu nie mogę, potrzebuję chwili ciszy, oddechu, przestrzeni, żeby zebrać myśli.
Może to egoistyczne, ale teraz dystans jest najlepszym, co mogę zrobić.
Dla niego. I dla siebie.
Przynajmniej na chwilę, tak będzie najlepiej.
Zabrałem Ametyst ze sobą na łóżko, nie wiedząc, co w tej chwili zrobić.
Pójść do niego? A może lepiej tu zostać?
Sam już nie wiem. Jestem szczerze zmęczony tym wszystkim, co się dzieje. On zachowuje się zupełnie jak nie on. Obcy, drażliwy, nieprzewidywalny. I choć wiele potrafię zrozumieć, wiele wybaczyć, to czuję, jak moja cierpliwość powoli się kończy.
Mam dość… coraz bardziej.
Ucieszę się, gdy w końcu urodzi. Wtedy, wierzę w to, że znów będzie sobą. Tęsknię za tym człowiekiem, którym był wcześniej, i za spokojem, który kiedyś między nami istniał.
Dam mu jeszcze chwilę, jeszcze minute może dwie, maksymalnie godzinę a później pójdę po do niego. I aby tym razem nie wyrzywał się na mnie za bóg sam się gdzie 

<Paniczu? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz