Wyczułem w jego pocałunku tęsknotę, która rozumiałem aż za dobrze. Nie byłem najlepszym towarzystwem w ostatnich dniach, a to wszystko przez tę paskudną ranę, która to mnie wyłączyła z życia na dosyć długo. Gdyby nie ta głupia trucizna, raczej wszystko byłoby ze mną w porządku. Nie sądziłem, że ten psychol będzie miał na tyle oleju w głowie, że pokryje ostrze trucizną, i to jeszcze nie byle jaką trucizną. Skąd on miał do niej dostęp? Cóż, teraz już się chyba nie dowiem. Zresztą, nie chciałbym już widzieć tego człowieka na oczy. Mam nadzieję, że skończy na stryczku, albo go dekapitują, czy jak tam teraz te egzekucje przebiegają. Nie może w końcu normalnie wrócić do społeczeństwa. Chociaż nie jestem za bezsensowną śmiercią, jemu się już nie pomoże.
Pogłębiłem pocałunek, kładąc dłonie na jego biodrach. Objąłem go mocniej, kładąc go na miękkim materacu. Na chwilę odsunąłem się od niego, by przez chwilę popatrzeć na jego ciało, na to drobne, smukłe ciałko, które tak uwielbiałem. Tylko jak dla mnie jest on trochę... cóż, zbyt ubrany. W przeciwieństwie do mnie. Trzeba było to zmienić. Nachyliłem się do niego, by rozpiąć jego koszulę, ale w tej samej chwili wplótł palce w moje włosy, lekko ciągnąc moją głowę do tyłu, dając mi tym samym wyraźnie znać, że mam się zatrzymać.
– Nie... nie powinniśmy. Twoja rana. Mogę pogorszyć jej stan – wyszeptał, jak zwykle martwiąc się o mnie za bardzo.
– Skoro tak bardzo martwisz się, że możesz pogorszyć jej stan... Może powinniśmy wrócić do mojego pomysłu, który wpadłem na spacerze, i unieruchomić ci rączki? – zaproponowałem, uśmiechając się cwanie. Był niemalże mój, teraz to nie ma mowy, bym mu to tak łatwo odpuścił.
– Mój chłopiec zaczyna myśleć – powiedział rozbawiony, oddychając ciężko. – Ale nie wiem, czy to pomoże.
– Pomoże. Z pewnością pomoże – stwierdziłem, na chwilę się od niego odsuwając. Co by było dobre na jego rączki...? Zwykły pasek byłby w porządku, to z pewnością. Jeszcze był mój srebrny łańcuch, do było bardziej ekstremalną i bolesną dla niego opcją. I nie wiem, czy teraz oboje mamy ochotę na takie ekstremalne rzeczy. To chyba na inny dzień, kiedy ramię nie będzie mi w żaden sposób przeszkadzać.
Zaraz więc wróciłem do niego z moim paskiem, sprawnie unieruchomiłem jego dłonie i uniosłem je wysoko, ponad jego głowę. W tym obrazu było coś... fascynującego. Jeszcze by jakoś wypadało je do ramy łóżka przywiązać, by tak naprawdę mi nie przeszkadzał... bez tego jednak też damy sobie radę.
– Piękny jesteś – wymruczałem, rozpinając jego koszulę. Zbliżyłem się do jego ciała, by zaraz złożyć kilka pocałunków na jego szyi, torsie, brzuchu. Pomimo, że już najchętniej bym w niego wszedł, pamiętałem o jego słowach, wskazówkach, i wpierw chciałem tak porządnie się zająć nim. Rozpalić go, zadbać o jego ciało. Powoli, intensywnie, zmysłowo, czyli także jak tego ode mnie wymagał. W końcu, mamy mnóstwo czasu, spieszyć się nie muszę, a chcę spełnić jego oczekiwania w więcej niż w stu procentach.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz