Wiedziałem, że Serathionowi się to nie podobało... no, ale co też miałem zrobić? Jeśli ja czegoś nie będę robić, to kto zadba o tych wszystkich ludzi? Kto będzie zabijał te potwory? Jakby każdy się tak odwracał od nieswoich problemów, przymykał oko na każdą krzywdę, ten świat już całkowicie zszedłby na psy. Jak go zostawię, to będzie więcej takich sierot jak ja, a tego nikomu nie życzę.
- Ktoś musi. Ale jak następnym razem będę nastawiał karku, to będę bardziej ostrożny. I nie będę blokował noża ramieniem – odpowiedziałem, uśmiechając się delikatnie, uspokajająco, by się tak nie przejmował. Dziwnie mi było słuchać, że ktoś się o mnie martwi. Że każe mi uważać. Że się mną przejmuje. Muszę
- Czemu akurat ty? Jest mnóstwo innych ludzi – burknął, zbliżając się do zdrowego ramienia i przytulając się do niego.
Jaki słodziaczek z niego.
- I reszta tych ludzi myśli tak samo jak ty. Że są inni. Ktoś musi coś w końcu robić, by ten świat już całkowicie nie zszedł na psy. A skoro ja jestem w stanie coś zrobić, to będę działał. Zwłaszcza, że jeszcze mogę przy tym zarobić. Przyjemne z pożytecznym – wyjaśniłem, na co prychnął cicho.
- A teraz? Dostałeś jakiekolwiek pieniądze? - zapytał trafnie.
- No... jeszcze nie. Muszę się przejść do rady miasta, co uczynię, jak tylko będę się lepiej czuł. Coś powinienem otrzymać, w końcu pomogłem w ujęciu niebezpiecznego mordercy – odpowiedziałem, czując jak moje ciało powoli ogarnia zmęczenie. Zioła zaczynają działać. Jeszcze chwila, i znów odlecę. I tyle by było ze wspólnego spędzenia czasu. Że też ze mną jest... przecież ostatnio ja więcej śpię niż z nim spędzam czas. Powinien się mną już znudzić, i nie miałbym mu tego za złe. On ma tyle czasu dla siebie, że na pewno ciągłe leżenie przy mnie może go denerwować, nudzić.
- Pomogłeś? Zrobiłeś całą brudną robotę za tych nierobów, a im nawet nie chciało ruszyć. Musiałem ich opierdolić, by łaskawie ruszyli dupę – burknął, oburzony na samo wspomnienie tej sytuacji.
- Tak... ciężki przypadek się tu trafił – mruknąłem, przypominając sobie tę rozmowę. - Ale, już wszystko w porządku. Ujęli go. Ja żyję. A jak poczuję się lepiej, w końcu spełnię swoją obietnicę – odpowiedziałem i go pocałowałem w policzek.
- Tak, tak, już byś szyję nastawiał i kutasa we mnie wkładał. Wpierw się skup na sobie, bo jak tak dalej będziesz bagatelizował swoje zdrowie, to ta rana będzie ci się wieki goić. I jeszcze zakażenie się wda przypadkiem – mruknął, a ja cicho się zaśmiałem na jego słowa. Jakoś tak zabawnie dla mnie zabrzmiały.
- Nie jest ze mną aż tak źle. Dobrze się mną opiekujesz, więc szybko wrócę do zdrowia – odpowiedziałem, po czym ziewnąłem szeroko. Może... może odrobinkę byłem zmęczony. Ale póki miałem oczy otwarte, zamierzałem z nim trochę pogadać, podrażnić się, póki mogę.
<Różyczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz