sobota, 20 grudnia 2025

Od Serathiona CD Eliana

 Miał już urodziny. Musiałem to sobie zapamiętać, najlepiej na dobre, aby za rok go zaskoczyć… albo przynajmniej spróbować. Dziesiąty lipca. Tego dnia przyszła mi do głowy całkiem dobra myśl: Może uda mi się sprawić mu choćby drobny prezent. Co prawda nie będzie to nic z najwyższej półki, bo zupełnie nie mam pojęcia, co kupuje się ludziom na urodziny, ale przecież najważniejsze jest to, że w ogóle coś będzie. Chyba tak to działa.
Nie byłem tego do końca pewien, ale wierzyłem, że będzie zadowolony, albo przynajmniej będzie udawał, że jest. A to akurat wychodziło mu znakomicie, musiałem mu to przyznać.
Jeśli chodzi o tort… Cóż, ludzkiego jedzenia właściwie nie jadam, więc ta opcja odpadała, przynajmniej jeśli chodzi o mnie. Oczywiście mogłem kupić mały tort i spróbować kawałek, jednak byłem niemal pewien, że większość i tak zje on sam. I chyba właśnie o to chodziło, żeby jemu smakowało.
Jako wampir nie potrzebuję ludzkiego jedzenia. Co więcej, nawet nie mam na nie ochoty. Z grzeczności spróbuję tortu, nic więcej. Resztę zje on i tak będzie najlepiej.
- Cóż… jeśli chodzi o mnie, to wygląda to właśnie tak, że może mi zaszkodzić- Przyznałem, uśmiechając się do niego ciepło. - Ludzkiego jedzenia nie potrzebuję, więc ty będziesz miał więcej. Ja tylko spróbuję, z grzeczności. Nic poza tym. - Zapewniłem, chcąc wszystko sobie z nim wyjaśnić. 
- Tak też myślałem - Kiwnął głową, przytulając mnie do siebie nieco mocniej i całując w czubek głowy.
Na tym zakończyliśmy rozmowę. Leżeliśmy wtuleni w siebie, wsłuchani w ciszę, która tym razem nie była niezręczna ani ciężka. Wręcz przeciwnie, była przyjemna. Przy nim wszystko wydawało się prostsze. Czas płynął szybciej, a milczenie stawało się dodatkiem, nie karą.
- To co… wciąż chcesz dziś wyjść na miasto? - Zapytałem, zerkając na zegar. Był już wieczór, więc mogliśmy spokojnie opuścić pokój, wyjść razem i po prostu cieszyć się swoją obecnością.
- Tak, chcę. Jeśli tylko mój wampirek ma na to ochotę - Odpowiedział z lekkim uśmiechem.
Oczywiście musiał pomyśleć o mnie. A co z nim? Zastanawiałem się, czy chociaż przez chwilę pomyślał o sobie.
- Oczywiście, że chcę - Odparłem, podnosząc się z łóżka. - Tylko wiesz… ja mam siłę. A ty? - Dopytałem, unosząc jedną brew ku górze.
- Przy tobie zawsze mam siłę - Stwierdził, wstając i podchodząc bliżej. Chwycił mnie w pasie, przyciągając do siebie, jakby to była najnaturalniejsza rzecz na świecie.
- No dobrze, skoro masz jeszcze siłę, to chodźmy - Powiedziałem cicho, odsuwając się od niego na krótką chwilę. Ująłem jego dłoń i delikatnie, lecz stanowczo pociągnąłem go za sobą w stronę wyjścia z gospody.
Dona oczywiście była na dole. Trudno było ją ominąć, a jej spojrzenie paliło mnie bardziej, niż chciałem to przyznać. Mimo to nie obchodziło mnie, co o mnie myśli. Jej niechęć nie miała żadnego znaczenia. Liczyło się tylko to, że obok mnie szła osoba, którą kochałem, jedyna, z którą pragnąłem spędzić resztę moich dni.
A może raczej jego dni.
Ta myśl na moment ścisnęła mi serce. Moja wieczność boleśnie kontrastowała z jego ludzkim, kruchym czasem. Wiedziałem, że nasze drogi nie biegną równolegle, a jednak w tej chwili nie chciałem myśleć o końcu. Chciałem tylko iść naprzód, trzymając jego dłoń, jakby sam ten gest mógł zatrzymać czas albo przynajmniej sprawić, że każda wspólna chwila będzie warta całej wieczności.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz