sobota, 13 grudnia 2025

Od Eliana CD Serathiona

 Spałem jak zabity. Znów żadnych snów, żadnych myśli, niepokoju... Tylko sen, i odpoczynek, którego to tak bardzo potrzebowałem. A to, że miałem przy sobie Serathiona powodowało, że czułem spokój. Był blisko, był cały i zdrowy... no, prawie. Brakowało mu krwi, czułem to i widziałem. No i spokój, tego też potrzebował. Już wiem, że się o mnie martwił. I coś tak podejrzewam, że od Dony nie miał spokoju. Jak przyszedłem się przywitać, trochę mi nagadała na jego temat; że cały dzień w pokoju przebywa, że ma mnie gdzieś, ani razu mnie nie odwiedził, i że po co mi ktoś taki, i muszę z nim skończyć tę znajomość. Gdyby tylko znała prawdę... to by stwierdziła, że zwariowałem. Bo zwariowałem. Na punkcie tego złośliwego wampirka, którego bym uratował przed każdym niebezpieczeństwem. 

Spałem tak długo, jak tylko mój organizm potrzebował. Serathion trwał przy mnie przez cały ten czas; otworzyłem oczy, i w nikłym świetle mogłem podziwiać zarys jego drobnej twarzyczki. Ciekawe, czy jeszcze pamiętał, jak wyglądał. To musi być dziwne uczucie, nie widzieć swojej twarzy od... od zawsze. Polegać tylko na słowach innych. 
– Wypocząłeś? – spytał, unosząc swoje powieki. Czerwień nie błyszczała w mroku, jak to powinna, gdyby był najedzony i szczęśliwy. – Strasznie ci w brzuchu burczy – dodał, poprawiając jeden z moich kosmyków opadających na czoło. 
– Jak tak o tym mówisz, to faktycznie, zjadłbym coś – przyznałem zgodnie z prawdą. Kiedy ja ostatni raz coś jadłem? Dona zmusiła mnie do zjedzenia czegoś lekkiego, nim wszedłem tutaj na górę, ale było tego tak niewiele i to było tak wymuszone, że już w sumie tego w żołądku nie czułem. 
– Jest tu ten posiłek, co ci ta dziewka przyniosła, ale nie wiem, czy nie powinieneś zejść i poprosić o coś ciepłego – odpowiedział, powoli i ostrożnie się ode mnie odsuwając, na co mu pozwoliłem. On pewnie nie przywykł do takiego długiego trwania w bezruchu. 
– Nie jestem wybredny. Zjem to, by się nie zmarnowało. A jak jeszcze będę głodny, no to wiem, gdzie się udać. Wpierw jednak miło byłoby widzieć to jedzenie. I podziwiać twoją twarz. Mam trochę do nadrobienia – uśmiechnąłem się do niego lekko. 
– No tak, już mnie wymacałeś, to teraz sobie chcesz popatrzeć? – sarknął, rozpalając ogień w kominku. 
– Mhm. Piękna twarz, piękne ciało, to zasługuje na podziwianie – uśmiechnąłem się lekko, rozbawiony jego słowami. Od razu wymacałem... ja tylko przytuliłem się do jego pięknego ciała. To chyba nie zbrodnia. 
– Tylko na podziwianie? Nie na nic więcej? – uniósł brew, uśmiechając się psotnie. 
– Na razie na podziwianie. Albo nawet... wielbienie. Nie mam siły na nic – przyznałem, zerkając na swoją ranę. Wkrótce będę musiał zmienić opatrunek. Mam nadzieję, że Serathionowi nie będzie odbijać od małej ilości krwi. A jeżeli będzie, zawsze w ostateczności go mogę poczęstować. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz