wtorek, 30 grudnia 2025

Od Daisuke CD Haru

 Nie ruszałem się nawet o milimetr, wpatrując się tępo w tańczące płomienie. Starałem się dojść sam do jakiejś konkretnej decyzji, ale... sam już nie byłem pewien. Mimo wszystko nie chciałem jej krzywdzić, ale też bałem się, że ona może chcieć skrzywdzić swojego prawnuka, który nie jest z tych genów, których oczekiwała. Albo żeby mnie skrzywdzić, w jakimś dziwnym odwecie. Może gdyby mi na tamtej kolacji Haru nie nagadał, że żałuje, że chce przeprosić, może byłbym bardziej hardy? A teraz, w moim sercu pojawiła się ta niepewność, chęć niesienia pomocy, i mam za swoje. Albo to też może być spowodowane moją kobiecą stroną; były one tak strasznie emocjonalne, i to mnie denerwowało, bo chociaż chciałem zachowywać się inaczej, nie potrafiłem. To wszystko było silniejsze ode mnie. 
Poprawiłem się nieco wygodniej w fotelu, opierając policzek o oparcie. Byłem zmęczony; byciem kobietą, byciem w ciąży i tym cholernym listem. Gdyby nie on, wszystko byłoby w porządku. Czemu musiała pisać teraz, kiedy mam gorsze dni czas? Może się skądś dowiedziała, że już wdrążyliśmy swój plan w życie? Albo... naprawdę przed końcem chce uzyskać wybaczenie? Nie mam pojęcia. Gubię się w tym labiryncie strachu, który budowała we mnie przez niemalże całe moje życie. 
Zmęczony płaczem przymknąłem oczy, obejmując rękami mój brzuch. Chciałem dać mężowi tylko trochę szczęścia, a wychodzą z tego same problemy. Może jak już się urodzi będzie lepiej...? Musi. Inaczej... nie wiem, co ja zrobię. Nie chcę go stracić. Nie mogę go stracić. Już teraz czułem się paskudnie przez to, co mu powiedziałem, i że jestem tu sam. Może... może trochę przesadziłem? Przecież wiem, że chciał dla mnie jak najlepiej. Ale też chciałem jego rady, zwłaszcza w tak trudnym dla mnie temacie. Może mogłem inaczej dobrać słowa? Jak zwykle wszystko muszę popsuć, a teraz jestem jeszcze bardziej kruchy, jeszcze bardziej niestabilny, i psuję wszystkiego, czego się dorknę. Denerwowało mnie to. Chciałem być idealny, a jestem coraz bardziej popsuty. 
Moją uwagę zwróciło ciche skrzypienie drzwi. Od razu otworzyłem oczy. Zasnąłem? Tylko drzemałem? Nie byłem pewien, ale nie czułem się ani trochę lepiej. Dalej mój żołądek był ściśnięty ze stresu, a oczy piekły, więc dużo czasu nie minęło. Chyba. Ciężko mi stwierdzić, jak mam gorsze dni, to czas mi tak powoli leci, a ten dzień był zdecydowanie tym gorszym, chociaż najgorzej się nie zaczął. 
Niepewnie odwróciłem się w stronę wejścia. Myślałem, że był to ktoś ze służby, ale okazało się, że był to... Haru. Nie wiem, czy chciałem z nim rozmawiać. Jeżeli to ma wyglądać tak, jak ostatnio, to chyba jeszcze nie chcę z nim rozmawiać. Najpierw miałem podjąć decyzję, a byłem w totalnej kropce. Wróciłem do mojego wpatrywania się w płomienie, opatulając szczelniej szlafrokiem. Jakoś tak chłodniej się zrobiło. Albo może to jakieś moje wrażenie? Gdybym tylko tak mógł zniknąć tak po prostu z tego świata, każdy by był szczęśliwy. 

<Piesku? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz