Widziałem wyraźnie, że miał już dość. Potrzebował ciepła.
Ja natomiast, z powodu tego, że nie odczuwam zmian temperatury, nie odbierałem świata tak jak on. Jako wampir nie reagowałem na chłód, nie czułem go na skórze, nie rozpoznawałem sygnałów, które dla ludzkiego ciała są oczywiste. Nie mogłem też zachorować.
Mimo to miałem oczy i widziałem doskonale.
Dostrzegłem, jak jego ciało zaczyna delikatnie drżeć, niemal niezauważalnie, jakby próbował to przede mną ukryć. Nie chciałem, by przeziębił się tylko dlatego, że ja, zapatrzony w świat, który dla mnie był obcy, chodziłem dalej, obserwowałem i chłonąłem wszystko bez względu na konsekwencje dla niego.
- Widzę, że jest ci już zimno, a co za tym idzie, jesteś też zmęczony - Odezwałem się w końcu spokojnie, uśmiechając się do niego łagodnie. - Może lepiej wróćmy do pokoju. Spacer był przyjemny, naprawdę. Pochodziliśmy już wystarczająco. Było miło, było ciekawie… a teraz pora zakończyć to powrotem do domu. -
Dowiedziałem się dziś wielu interesujących rzeczy i zobaczyłem naprawdę sporo rzeczy, które dla Eliana są codziennością, a dla mnie czymś zupełnie nowym. Nie mogę więc narzekać. Mogę jedynie cieszyć się tym, że dzięki niemu poznałem choć odrobinę ludzkiego świata.
Mój towarzysz kiwnął głową. Próbował jeszcze coś powiedzieć, jakby chciał zaprotestować albo umniejszyć własne zmęczenie, ale już go nie słuchałem. Powiedziałem swoje. Zadecydowałem. Wracamy.
Po co dalej dyskutować?
Droga powrotna do gospody minęła w zaskakująco przyjemnej atmosferze. Rozmawialiśmy, czasem o niczym, czasem o rzeczach zupełnie błahych. Bywały momenty, gdy śmialiśmy się głośniej, opowiadając głupoty albo drocząc się ze sobą nawzajem. Ta swoboda była… kojąca.
Pomyślałem wtedy, że jeśli kiedyś nasze drogi się rozejdą, to właśnie tego będzie mi brakowało najbardziej.
Z nikim innym nie miałem takiego kontaktu. Z nikim nie czułem się tak naturalnie. Przez krótką chwilę mogłem zapomnieć o tym, kim jestem o tym, że mimo swojej siły wciąż jestem bardzo młody, podatny na wiele czynników, które potrafią mnie osłabić.
Moje niedożywienie dodatkowo utrudniało mi życie. Wszystko to było konsekwencją wyboru, którego dokonałem, nie chciałem zabijać ludzi, jak robiły to bardziej wyrachowane i brutalne wampiry. Płaciłem za to własnym zdrowiem, ale nie żałowałem.m, bo to właśnie dzięki temu, miałem właśnie go przy swoim boku.
Gdy wróciliśmy do gospody, niemal od razu zaproponowałem kąpiel.
Gorącą taką, jaką lubił najbardziej. Chciałem, by się rozgrzał, by napięcie zeszło z jego ciała, by znów poczuł się dobrze. Zależało mi na tym bardziej, niż chciałem przyznać.
Chciałem, żeby było mu ciepło.
Żeby nie zachorował.
Bo choroba w sytuacji, w jakiej teraz się znajdował, nie pomogłaby absolutnie niczemu.
A ja… chciałem mieć pewność, że zrobiłem wszystko, co mogłem.
- To co… gorąca kąpiel? - Rzuciłem niby mimochodem w jego stronę, choć decyzję podjąłem już wcześniej.
Zanim cokolwiek powiedział, ruszyłem w stronę łazienki. Czułem, że nie ma sensu zwlekać, im szybciej znajdzie się w cieple, tym lepiej.
Wszystko przygotowałem dokładnie i z należytą starannością. Nalałem gorącej wody, takiej, jaką lubił najbardziej, dodałem kilka kropel olejków, których zapach zawsze był tak przyjemny Sprawdziłem temperaturę, upewniłem się, że niczego nie brakuje, że wszystko jest dokładnie tak, jakby sobie tego zażyczył, nawet jeśli sam jeszcze o tym nie wiedział.
Dopiero wtedy wróciłem do niego, wyraźnie zadowolony z wykonanej pracy.
- Kąpiel jest już gotowa. Idź się umyj, zrelaksuj, wygrzej… zrób to wszystko, co ludzie zwykle robią w takich chwilach.
A potem zajmę się twoją raną. Sprawdzę, czy na pewno nic złego się tam nie dzieje. - Mój ton był spokojny, niemal troskliwy. Taki, jakiego używać w tej chwili właśnie chciałem.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz