Troszeczkę. Sam nie byłem pewien, czy zdołam wypić tylko odrobinę. Byłem naprawdę głodny a co, jeśli spróbuję jego krwi i stracę nad sobą panowanie? Nie. To zdecydowanie nie był dobry pomysł.
Muszę poradzić sobie bez niej. W końcu jestem duży i silny, dam radę. Nie musi się o mnie martwić. Poza tym, jeśli ktoś mnie zaatakuje, mam wystarczająco siły, by wygrać niejedno starcie. Oczywiście czuję się teraz trochę gorzej, słabszy niż zwykle, ale mimo wszystko nie aż tak bezbronny, jak mógłby myśleć, musi pamiętać kim jestem, a nie jestem przecież byłem kim.
- Czekaj… czy ty właśnie sugerujesz, że nie poradzę sobie z pijanymi ludźmi? - Mruknąłem, wyraźnie urażony. - Bie jestem aż taki słaby, wiesz? - Słowa wyrwały mi się szybciej, niż zdążyłem je przemyśleć. Przez chwilę naprawdę poczułem ukłucie zawodu. Czy on uważa mnie za żałosną, kruchą istotę, którą trzeba chronić za wszelką cenę? Może i teraz jestem trochę słabszy, ale wciąż nie bezbronny.
Elian pokręcił głową.
- Nie to miałem na myśli - Oparł spokojniej. - Pomyśl. Nie możesz pokazywać swojej siły przy tak drobnej i wątłej posturze. Poza tym jesteś głodny, a impreza szybko się nie skończy. Co więc chcesz zrobić? - Zamilkł na moment, po czym dodał ciszej. - Jeśli dziś dam ci choć odrobinę mojej krwi, nie będziesz musiał opuszczać pokoju. To będzie znacznie bezpieczniejsze. Po za tym nie chce abyś mnie opuszczał, chcę mieć cię przy sobie aby być pewnym, że nic ci nie grozi. - Brzmiał, jakby naprawdę się o mnie martwił. I to bolało najbardziej. Szkoda tylko, że nie potrafił martwić się o siebie. On też zasługiwał na uwagę. Na odpoczynek. Na troskę. Nie mógł mi dawać krwi, nawet jeśli czułem, że zaraz oszaleję z głodu.
- Nie - Zaprzeczyłem stanowczo, kręcąc energicznie głową. - To wykluczone. Dopóki nie dojdziesz do siebie, nie mam sumienia, żeby pić twoją krew. Nie potrafię. Nie jestem taki. - Nie mogłem. Po prostu nie mogłem, to krzywdzenie go a ja nie mogę krzywdzić, nie jestem potworem.
Elian westchnął ciężko. Wyglądał na zmęczonego tą rozmową i może właśnie to było dobre. Wiedziałem, że nie będzie dalej naciskał. Już powiedziałem wszystko. Moje „nie” było ostateczne.
- Uparty z ciebie osioł - Mruknął, biorąc kolejny łyk gorącego napoju.
- Cóż, taki już mój urok - Odparłem z łagodnym uśmiechem.
Opadłem na poduszkę, nie spuszczając z niego wzroku. Bohater. Zabawne słowo. Gdy naprawdę potrzebował pomocy, nikogo przy nim nie było, a teraz wszyscy nagle robią z niego bohatera. Ludzie są naprawdę dziwnymi istotami.
Elian, gdy dopił swoje zioła, położył się obok mnie. Uniósł dłoń i delikatnie ujął mój policzek, zmuszając mnie, bym spojrzał mu w oczy i przestał myśleć o czymkolwiek innym.
- Wyglądasz naprawdę źle - Stwierdził cicho.
Parsknąłem krótkim śmiechem.
- A na swoje odbicie w lustrze patrzyłeś? - Zapytałem łagodnie, wciąż się do niego uśmiechając. Naprawdę nie chcąc aby się o mnie martwił, ja dam sobie radę, nic mi nie będzie może być tego pewien.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz