Czy naprawdę byłem niesamowity?
Nigdy nie miałem takiego wrażenia. Wydawało mi się, że nie robię niczego nadzwyczajnego. Po prostu się nim opiekowałem i to najlepiejjaktylkopotrafiłem. To prawda, nigdy wcześniej tego nie robiłem. A jednak teraz, gdy jest przy mnie… cóż. Cieszę się, że mam u swojego boku kogoś takiego. Niby zwyczajnego, a jednocześnie wyjątkowego. Kogoś, kto poruszył moje serce i pozwolił mi kochać, mimo że nigdy wcześniej nie kochałem i nie znałem miłości.
To dziwne, a zarazem fascynujące uczucie. To ściskanie w żołądku, gdy go widzę. Dreszcz przebiegający przez całe ciało, uświadamiający mi, że dla tej jednej, jedynej osoby zrobiłbym wszystko. I tak, byłem gotów zrobić dla niego wszystko. Nawet jeśli to „wszystko” oznaczało wewnętrzne cierpienie.
Choć w tej chwili nie cierpiałem. Nie miałem ku temu powodu. Nic mnie nie bolało… no, może poza żołądkiem, ściśniętym z głodu. Jako wampir potrzebowałem krwi. Nie piję jednak ludzkiej, a przynajmniej bardzo ją ograniczam. Zwierzęca nie daje mi tyle siły, ile potrzebuję. Przez to jestem słabszy, bardziej obolały, bardziej wygłodniały. Ale jestem już dużym chłopcem. Nie raz radziłem sobie w podobnej sytuacji. I teraz również dam sobie radę.
Wtulony w jego gorące ciało, zamknąłem oczy. Nie po to, by zasnąć, w końcu nie mogłem. Sen nie istnieje dla wampirów. Mogłem jednak czuwać. Mogłem po prostu przy nim być. I tak właśnie było, byłem przy nim, nie śpiąc.
Gdybym naprawdę zasnął, oznaczałoby to, że jestem na granicy śmierci. A skoro jeszcze nie jest ze mną aż tak źle, nie ma sensu oszukiwać ofiary tylko po to, by zdobyć krew. Mogę wytrzymać jeszcze dzień. Może dwa. Maksymalnie trzy. A nawet dłużej, jeśli zajdzie taka potrzeba. Wszystko po to, by przypadkiem nie skrzywdzić osoby, którą kocham i na której pierwszy raz w życiu tak mi zależy.
Czas mijał spokojnie, minuta za minutą, sekunda za sekundą, godzina za godziną. A ja byłem skupiony wyłącznie na jego zapachu. Nawet nie przyszło mi do głowy, by choćby drgnąć. Było mi przy nim dobrze. Tak dobrze, że nie reagowałem na nic poza nim.
W pewnym momencie usłyszałem ciche pukanie do drzwi. Podejrzewałem, że to ktoś z obsługi. Dona albo jej córka. Skoro jednak nikt się nie odezwał i żadna z kobiet nie próbowała wejść do środka, pozwoliłem sobie odetchnąć. I bardzo dobrze. Już raz źle się to skończyło. Nie chciałem, by ta historia znów się powtórzyła.
To nie była moja wina, że zareagowałem wtedy tak agresywnie. To ona weszła bez pytania i zaczęła zachowywać się, jakby była u siebie. Wiem, że tylko wynajmujemy ten pokój, ale to nie oznacza, że może przychodzić, kiedy jej się podoba, i robić, co jej się podoba.
Elian w końcu się obudził. Powoli, bez pośpiechu otworzył oczy, przeciągnął zaspane ciało i niemal od razu skupił wzrok na mojej twarzy.
- Czy ja przypadkiem nie mówiłem ci już, że jesteś piękny? - Odezwał się cicho, jeszcze zaspany, kładąc dłoń na moim policzku.
- Bardzo często - Odpowiedziałem z lekkim uśmiechem. - Czasem nawet mam wrażenie, że trochę przesadzasz. Lubię, gdy dostrzegasz moje piękno, ale pierwszy raz w życiu słyszę to aż tak często. - Na chwilę zawahałem się, po czym dodałem spokojnie. - Kiedy spałeś, Dona i jej córka pukały do drzwi. Chyba czegoś od ciebie chciały. - Wspomnienie kobiet, które nad ranem próbowały przerwać odpoczynek mojego partnera, wróciło do mnie wyraźniej, niż bym chciał.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz