Elian zasnął snem spokojnym, a ja delikatnie uwolniłem się z jego uścisku, zerknąwszy na zegarek. Czas powoli dobiegał chwili, w której musiałem wyjść na polowanie. Westchnąłem cicho i sięgnąłem po płaszcz, okrywając nim swoje ciało, nie tylko przed chłodem nocy której i tak nie czuję, lecz także przed ciekawskim wzrokiem ludzi, którzy mogliby przyjrzeć mi się zbyt uważnie.
Bezszelestnie opuściłem pokój, zamykając drzwi z taką ostrożnością, jakby najmniejszy dźwięk mógł go obudzić. Był bezpieczny. Mógł spać. A ja mogłem odejść, przynajmniej na chwilę.
Na dole panował gwar, który uderzył mnie niemal fizycznie: Śmiechy, krzyki, stukot kufli, zapach ciepłego jedzenia unoszący się z kuchni gospodyni. I ona Dona. Jej akurat wolałbym nie widzieć. Wystarczająco już mnie ostatnio zraziła, oznajmiając bez ogródek, że jestem nieodpowiednim partnerem dla Eliana.
A może miała rację?
Jestem wampirem, nie człowiekiem. Istotą, która nigdy nie powinna budzić w nim takich spojrzeń, jakimi mnie obdarzał. Nigdy nie powinna dotykać go w ten sposób. Tylko… co miałem z tym zrobić? Zabronić mu? Odepchnąć go?
Lubiłem jego spojrzenie. Jego dotyk. Bliskość. Lubiłem go całego, nawet z wadami, które tak bardzo przypominały moje własne. A on akceptował mnie takim, jakim byłem i za to byłem mu wdzięczny.
- Teraz potrafisz wyjść? Znów go zostawiasz samego? - Odezwała się Dona, gdy tylko zauważyła mnie zmierzającego ku wyjściu. Oczywiście. Jakby los miał szczególne poczucie humoru i uwielbiał krzyżować nasze drogi. - Jesteś naprawdę beznadziejnym przypadkiem. - Jej słowa były ostre, lecz tym razem nie odpowiedziałem. Rzuciłem jej jedynie obojętne spojrzenie i wyszedłem z gospody. Niech myśli, co chce. Najważniejsze było to, że sam zainteresowany czuł się przy mnie dobrze..
Polowanie musiało odbyć się z dala od zabudowań. Każdy krok wymagał ostrożności, ciszy i skupienia. Nie mogłem pozwolić sobie na błąd. Musiałem zabijać szybko i sprawnie, a ciała ukrywać tak, by nikt ich nie znalazł. Byłem gotowy na wszystko.
Na szczęście noc minęła bez niespodzianek. Napiłem się tyle, ile mogłem, choć głód wciąż był obecny. Krew zwierząt nie dawała pełnego ukojenia. Nie smakowała jak ludzka, nie koiła tak jak powinna, ale pozwalała choć na chwilę zapomnieć o palącym pragnieniu..
Do gospody wróciłem dopiero nad ranem, przed wschodem słońca. Ostrożnie, cicho, niezauważony. I co równie ważne bez spotkania z Doną. Nie potrzebowałem kolejnych oskarżeń. Już i tak byłem w jej oczach najgorszym wyborem, jakiego Elian mógł dokonać.
Do pokoju wszedłem niemal bezgłośnie, mając nadzieję, że go nie obudzę. Jednak gdy tylko zamknąłem za sobą drzwi, usłyszałem cichy ruch na łóżku. Poruszył się. Czuwał. Jak zawsze.
- Miałeś spać - Odezwałem się łagodnie, podchodząc do łóżka i siadając obok niego. - Mówiłem ci przecież, że nic mi nie będzie. - Ułożyłem się delikatnie przy nim, uważając, by go nie zranić.
- Obudziła cię rana? - Zapytałem ciszej. - Chcesz czegoś do picia? Mogę zejść… o ile nie spotkam Dony. A ta nie postanowi mnie zjeść żywcem za samo istnienie - Odparłem, uśmiechając się do niego delikatnie.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz