poniedziałek, 15 grudnia 2025

Od Serathiona CD Eliana

 Tak jak obiecałem, byłem grzecznym wampirkiem, który cierpliwie czekał na jego powrót.
Chciałbym zaznaczyć, pół żartem, pół serio, że nigdy nie byłem typem kogoś, kto uznaje nad sobą pana. Nie posiadałem go i nie miałem zamiaru tego zmieniać. Zawsze robiłem, co chciałem, żyłem po swojemu i doskonale mi z tym było.
A jednak przy Elianie wszystko wyglądało zupełnie inaczej.
Sam zachowywałem się inaczej niż na co dzień. Naprawdę go słuchałem. Robiłem to, o co mnie prosił, choć wcale nie musiałem. Mogłem żyć tak jak dotychczas, ignorować jego słowa i iść własną ścieżką. A jednak… w jakiś dziwny, trudny do nazwania sposób zależało mi na tym, by mi ufał. By wierzył w to, co mówię.
A żeby tak się stało, musiałem go słuchać. Musiałem robić to, czego chciał, musiałem zrobić wszystko aby mi ufał, przynajmniej czasami. Oczywiście nie zawsze. W końcu nie mogłem być aż tak idealnym wampirem. Co jak co, ale lubię stawiać na swoim.
Poza tym uwielbiam robić mu na złość. A jak najlepiej komuś dopiec? Właśnie, nie zawsze słuchając. Niby jedno wyklucza drugie, a jednak gdy trzeba, potrafię być posłuszny. Co więcej, doskonale wiem, co powiedzieć, by zadowolić go na swój własny, dość osobliwy sposób.
Leżałem grzecznie na poduszce, wpatrując się w sufit i nasłuchując różnorodnych dźwięków dobiegających z dołu. Śmiechy, podniesione głosy, brzęk naczyń, wszystko wskazywało na to, że ktoś bawi się tam naprawdę dobrze, zbyt dobrze jak na tą godzinę, jeszcze nie było nocy, a szkoda bo już bym chętnie poszedł zapolować na jakieś zwierzę, głód mi doskwiera, a ja aby nie oszaleć musiałem napić się chociażby zwierzęcej krwi..
Elian wrócił po kilku minutach.
Wyglądał jak trzysta nieszczęść. 
To mnie zaskoczyło. Przecież poszedł tylko po herbatę. Czyżby aż tak źle się to skończyło?
- Co się stało? - Zapytałem, unosząc lekko głowę. - Wyglądasz, jakby coś cię zjadło, przeżuło i wypluło. I to kilka razy. - Mężczyzna usiadł ciężko na łóżku, trzymając kubek z herbatą.
- Może tak właśnie było. Z jakiegoś powodu wszyscy dowiedzieli się, że to ja „ocaliłem” ludzi przed tym mordercą - Mruknął. - Przez to każdy chciał postawić mi kolejkę, a nawet mnie dotknąć. A co gorsza… niektórzy dotknęli nawet rany. - Zmarszczyłem brwi.
- I pewnie boli - Stwierdziłem, nie kryjąc zmartwienia.
- Trochę. Ale to nic takiego - Odparł, choć skrzywił się przy nawet najmniejszym ruchu. - Wziąłbym zioła, ale nie chcę znowu tam schodzić. - Przez chwilę milczałem, czując narastającą frustrację.
Jestem tylko zwykłym wampirem. Nie potrafię leczyć, nie umiem uśmierzać bólu. A w tej chwili oddałbym wiele, żeby móc zrobić cokolwiek.
- Może dodasz zioła do herbaty? - Zaproponowałem w końcu. - To może nie zadziała w stu procentach, ale na pewno trochę pomoże. Zawsze lepsze to niż zaciskanie zębów z bólu. Ja ci niestety nie mogę pomóc - Westchnąłem ciężko zmartwiony jego stanem, nie znam się na leczeniu ludzkich ran, ale może skoro już je na i potrzebuję do nich gorącej wody to niech użyje gorącą herbatę, chyba zadziała, a przynajmniej taką mam nadzieję.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz