czwartek, 25 grudnia 2025

Od Eliana CD Serathiona

 Na jego słowa delikatnie się skrzywiłem. Nie przepadałem za świętami. Dawno ich nie obchodziłem, i nie wiem, czy chciałem je obchodzić, tak właściwie. Przyzwyczaiłem się do spędzania ich samemu. Może jeszcze bym się nad tym zastanowił, gdyby nie to, że wiedziałbym, jak będzie to wyglądać; Dona będzie próbowała mnie przekonać do odejścia od Serathiona. Nie chciałbym tego słuchać. Już teraz mam czasem tego dosyć. Nie jestem nikim dla niej bliskim. Nie jestem jej rodziną. Tylko stawałem w ich obronie, kiedy nikt tego nie robił, a to przecież nic wielkiego. Miałem siłę, i miałem odwagę, więc zareagowałem. Nie trzeba przecież od razu płacić moje rachunki, zapraszać mnie na święta, próbować zeswatać z córką. Wystarczy mi tylko ta mała zniżka na pokój, posiłki, w czasie zimy, kiedy z moją sakiewką było najlichiej. Patrząc na to, jak prosperuje jej gospoda, to dla niej niewielki koszt, a dla mnie wielka pomoc. 
– Nie wiem, czy powinienem. To powinien być czas z rodziną. A ja jej nie mam od dawna – powiedziałem spokojnie, podając mu naszewki na poduszki. – Zresztą... może bym się nad tym zastanowił, gdybym nie wiedział, jak to będzie wyglądać. Wiem, że jej słowa ci nie przeszkadzają... ale mi już tak. Nie chcę ich słuchać. 
– A ja nie chcę, byś się z nią kłócić z mojego powodu. Są dla ciebie kimś bliskim, bez wątpienia zbudowałeś z nimi relacje, i powinieneś je pielęgnować. A mną naprawdę się nie przejmuj. Dam sobie radę na te dwie, trzy godziny. Czy ile to tam trwa – powiedział łagodnie, lekko, nie wywierając na mnie presji. 
– I znów będziesz rozmawiał z misiem? – zapytałem, unosząc jedną brew. 
– Zapewniłeś mi doborowe towarzystwo – posłał mi zadziorny uśmieszek, który zaraz zmiękł. – Te trzy godziny to naprawdę nic. I tak jesteś strasznie wycofany społecznie. Nie wycofuj się jeszcze bardziej z mojego względu. 
– Lubię być wycofany społecznie – wzruszyłem ramionami. Przywykłem do unikania ludzi. Wystarcza mi to absolutne minimum. Czasem, kiedy widzę, że dzieje się zło to zareaguję, oczywiście. Nie mógłbym nie zareagować. – Zastanowię się nad ich propozycją. Na razie jestem bardziej na nie. Wolę spędzić ten czas z tobą. Może przejść się na spacer. Może po prostu poleżeć. Wolę, byś mówił do mnie, nie do misia – odpowiedziałem, podchodząc do łóżka, by zabrać się za owlekanie kołdry. 
Serathion nic nie odpowiedział, ale czułem, że nie był zadowolony. Wolałby, by się zgodził, co było w sumie zaskakujące. Mój zazdrośnik chce, bym spędzał czas z kobietą, o którą jest zazdrosny? Że też nie może pójść ze mną... niestety, to niemożliwe, bo musiałby jeść. I tak wmawiam Donie, że ma bardzo wrażliwy żołądek i niewiele produktów wyrządza mu krzywdę, i sam zaopatrza się i przygotowuje proste posiłki, bo w końcu od biedy można by tu coś sobie przygotować, a on coś musi jeść. Na lepszą wymówkę nie wpadłem. 
– No i gotowe. Możemy teraz brudzić kolejną pościel – powiedziałem zadowolony, zmieniając temat, nie chcąc już gadać o świętach. W końcu, muszę ustalić jego bardzo ważne święto. Urodziny. Muszę mu przygotować jakąś drobną niespodziankę. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz