piątek, 12 grudnia 2025

Od Eliana CD Serathiona

 Resztką silnej woli powstrzymałem się od tego, by nie wydać z siebie chociażby jęknięcia z bólu. Serathion uderzył mnie w miejsce tuż pod raną. Dobrze, że nie w ranę, bo z tego bólu chyba bym się posrał za przeproszeniem, nawet jeżeli zrobił to delikatnie. Chociaż, chyba sobie trochę na to zasługiwałem. Nie doceniłem go. Nie pomyślałem sobie, że użyje trucizny. Skąd miałbyś w ogóle na nią pieniądze? Już nie mówiąc o tym, że musiałby mieć coś w tej głowie, by w ogóle wpaść na jej użycie. 
– Troszkę go nie doceniłem, przyznaję. Ale wszystko jest w porządku – mówiłem uspokajająco, gładząc jego plecki. Ależ drżał, moje biedactwo. Strasznie to musiał przeżywać. 
– Jak możesz być taki spokojny? Niewiele brakowało, a już by ciebie tutaj nie było – odpowiedział, jeszcze trochę zdenerwowany, ale już nieco mniej. Emocje powoli opadały, chyba to jakoś przeżyję.
– Taka praca. Jakoś przywykłem do tego wariantu, że w każdej chwili mogę umrzeć, i za bardzo na to nie uważam – przyznałem zgodnie z prawdą, gładząc jego mięciutkie włosy, które wymagały porządnej pielęgnacji. W sumie, nie tylko jego. Też bym chciał porządnej kąpieli. 
– Jesteś głupi. Jesteś idiotą, największym, jaki stąpał po tej ziemi – burknął, już w znacznie spokojniejszym tonie. 
– Wiem, wiem – wyszeptałem i pocałowałem go w policzek. – Co powiesz na kąpiel? Z chęcią bym się umył. 
– A nawet musisz. Śmierdzisz i szpitalem, i tą głupią dziewuchą. Codziennie do ciebie chodziła – burknął zły. Lidia? Odwiedzała mnie? To... poniekąd było miłe. Nie mogłem tego jednak przyznać. 
– Nie było jej, kiedy się wybudziłem – odparłem nie chcąc, by na to był na mnie zły. To akurat nie moja wina. 
– I masz szczęście. Chodź – chwycił mój nadgarstek i pociągnął mnie w stronę łazienki. Był na mnie zły, i jednocześnie się o mnie martwił. Nie nie mówiąc, dałem się mu mną zaopiekować. Pozwoliłem mu przygotować kąpiel, rozebrać się, wprowadzić do balii. Czułem, że jest to mu potrzebne, by odreagować cały ten stres, a mi to nie przeszkadzało. To było miłe, że ktoś się mną opiekował. Pewnie gdyby nie on, to bym się legnął na łóżko i tak wegetował, dopóki nie poczuję się dobrze. A teraz? Mam małą motywację, by choć trochę o siebie zadbać, i by z nim pogadać... chociaż, może w tej chwili lepiej jeszcze przez chwilę milczeć. 
– Właź do wody – burknął. 
– Ach. Prawdziwy język miłości – uśmiechnąłem się cynicznie, wchodząc do nawet ciepłej wody. To mnie trochę zaskoczyło, nie spodziewałem się, że wykorzysta tak ciepłą wodę. 
Kiedy tylko wszedłem, Serathion pomógł mi się umyć, i ciało, i włosy, uważając jednocześnie na moją ranę. Czułem troskę w każdym jego ruchu. Trochę to dziwne uczucie, ale też jednocześnie bardzo przyjemne, zwłaszcza w takich chwilach, kiedy tej opieki... no, może nie była niezbędna, ale jak ją miałem, to było bardzo miłe.
– Nie wejdziesz do mnie? Tobie też by się przydało takie małe odświeżenie – zaproponowałem, odwracając głowę w jego stronę. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz