Pierwsze, kogo zastałem za ladą, to właśnie Dona. Kobieta uśmiechnęła się serdecznie na mój widok, zachęcając mnie do podejścia do niej. Od razu też przypomniały mi się słowa Serathiona, na temat tego, że zachowuje się jak moja matka. Jakoś dziwnie mi z tą myślą. Jak dla mnie, zachowywała się faktycznie trochę nadopiekuńczo, ale może dlatego, że mnie lubiła? Tyle dobrego dla niej zrobiłem, i pewnie się po prostu odwdzięcza. To naprawdę dobra kobieta, i gdyby nie te zawirowania Lidii, pewnie i Serathiona darzyłaby sympatią. Niestety, na to już za późno, chociaż jeszcze będę się starał jakoś pogodzić... albo żeby chociaż traktowała to neutralnie, a nie z wrogością.
– A ty znów sam – pokręciłem z niedowierzaniem głową, kiedy tylko zająłem miejsce przy ladzie. – A wieczorem gdzieś wychodził, wiesz? Jakim wieczorem, nocą. I że ty dalej z nim jesteś. Ja nie mam pojęcia, jak wy jesteście razem, bo więcej was osobno niż razem.
– Dzień dobry, Dona. Chciałbym zamówić coś do jedzenia, nie rozmawiać o moich wyborach życiowych – powiedziałem serdecznie, jasno dając znać, że nie chcę o tym rozmawiać.
– Oczywiście, musisz być strasznie zmęczony po tej walce – odpowiedziała, już szykując dla mnie herbatę. – Zaraz ci coś podam... dzisiaj serwujemy kaczkę, twoją ulubioną, faszerowaną – dodała, stawiając przede mną gorący kubek. W sumie, lepsza byłaby kawa, ale herbata też nie jest taka zła.
Kobieta zniknęła na chwilę w kuchni, a kiedy wróciła, już stawiała przede mną cudownie pachnącą pieczeń. Głodny jak wilk, od razu zabrałem się do jedzenia. Mój panie, jak ona wspaniale gotowała... jej kuchnie mógłbym jeść całe dnie, i chyba nigdy mi się to nie znudzi.
– Słuchaj... to z tym młodzieńcem to takie przejściowe, tak? – spytała, jak zwykle musząc dowiedzieć się wszystkiego.
– Na razie traktujemy się całkiem poważnie – przyznałem zgodnie z prawdą pomiędzy kęsami.
– Wiesz... ja rozumiem, że młodość się rządzi swoimi sprawami, i że teraz wydaje ci się, że to ten jedyny, że jesteś nim zafascynowany, ale on nie jest dla ciebie odpowiedni. Krzywdzi cię, pewnie wykorzystuje, bawi się tobą, jeszcze ma problem z nerwami. Czy warto być z kimś takim? – spytała, patrząc na mnie z uwagą. Westchnąłem cicho, i odłożyłem sztućce, patrząc na nią poważnie. Chciałem, by to wybrzmiało. By mnie w końcu zaczęła traktować poważnie.
– Jak sama powiedziałaś, pewnie. Nie znasz go. Nie wiesz, jak wygląda nasza relacja. Pokazujemy ci tylko to, co chcemy, żebyś widziała ty, i inni ludzie. Ja razie jesteśmy ze sobą szczęśliwi. A co przyniesie kolejny dzień? Nie wiem. Nie myślę o tym, w mojej pracy nigdy nie myślę o przyszłości. I teraz jest tak samo. Wszystko, co powinnaś wiedzieć, to to, że jest mi z nim dobrze, że sprawia mi szczęście i chcę, by to trwało – powiedziałem cicho, po czym wróciłem do jedzenia. Może po tym coś do niej dotrze.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz