Nie byłem pewien, czy w ogóle chce ze mną rozmawiać. Nie wiedziałem, czy to, co powiem, będzie dla niego wystarczające, czy nie uzna moich słów za puste i nic niewarte. Bałem się, że mnie obwini, że nawet jeśli zgodzi się mnie wysłuchać, to i tak nie dam mu tego, czego naprawdę potrzebuje. Nie chciałem podejmować decyzji za niego, ale wiedziałem jedno, jeśli nie powiem mu, co myślę, będzie na mnie zły. A ja szczerze miałem już dość tych ciągłych kłótni, jego fochów i napięcia, które wisiało między nami od tygodni. Byłem zmęczony tą sytuacją… a mimo to wciąż go kochałem. I właśnie dlatego postanowiłem zrobić to, co uważałem za słuszne, nawet jeśli miało mnie to kosztować więcej, niż byłem gotów przyznać.
- Hej… chciałbym z tobą porozmawiać - Zacząłem ostrożnie, gdy jego oczy, wciąż mokre od łez, spotkały się z moimi. Moje biedactwo, nie chciałem aby płakał, nie z mojego powodu, zdecydowanie nie.
Daiske nie wyglądał na szczególnie zainteresowanego rozmową. Widziałem w jego spojrzeniu zmęczenie, żal i coś jeszcze, jakby już dawno się poddał. A jednak czułem, że musimy porozmawiać. Musieliśmy wyjaśnić sobie pewne sprawy. Przede wszystkim chciałem poruszyć temat jego babci. Tego, co się wydarzyło, tego, co on czuje… i tego, co ja myślę.
- O czym chcesz rozmawiać? - Zapytał ostro. - O tym, jak bardzo mnie zawodzisz? O tym, jak bardzo masz mnie gdzieś? - Ton jego głosu zabolał mnie bardziej, niż chciałem przyznać. Był podniesiony, pełen pretensji. Nie chciałem się z nim kłócić. Nie tym razem. Musimy porozmawiać, tym razem nie możemy się kłócić.
- Nie… nie o tym - Mruknąłem cicho.
Powoli i trochę niepewnie podszedłem bliżej siadając na krześle naprzeciwko niego, tak aby móc spojrzeć mu prosto w oczy.
- Przepraszam - Zacząłem po chwili. - Za to, jak się zachowywałem. Za to, że ostatnio cię zawodzę. Nie chciałem brać odpowiedzialności za spotkanie z twoją babcią… ale masz rację. Powinienem był ci pomóc. Powinienem był cię wesprzeć, niezależnie od sytuacji, zamiast zachowywać się jak idiota. = Zrobiłem krótką pauzę, zbierając myśli. - Dużo o tym myślałem. I doszedłem do wniosku, że… powinieneś zaprosić swoją babcię na święta. - Na jego twarzy pojawiło się zaskoczenie.
- Mówisz poważnie? - Zapytał niepewnie. - Naprawdę uważasz, że powinienem ją zaprosić? - Dopytał, tak jakby nie do końca w to wierzył.
- Tak. Mówię bardzo poważnie - Powiedziałem bez wahania. - Wiem, jaka ona jest. Pamiętam, ile złego ci zrobiła. Ale wiem też, jak bardzo będzie cię to bolało, jeśli jej nie zaprosisz. Na swój sposób chcesz, żeby tu była. Kochasz ją… albo przynajmniej ją szanujesz. Jesteś wdzięczny za to, że była obecna w twoim życiu, nawet jeśli nie tak, jak powinna. - Delikatnie ująłem jego dłoń w swoje i pocałowałem wierzch jego palców. - Właśnie dlatego uważam, że powinieneś ją zaprosić - Dodałem ciszej. - Kto wie… może to będą jej ostatnie święta spędzone w gronie rodziny. - Wyjaśniłem, gdzieś podświadomie wiedząc, że on tak myśli, a może tylko mi się wydawało? Sam nie wiem, obym tylko nie zawiódł go tym co podświadomie myślę, że czuję.
<Paniczu?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz