Słuchałem uważnie otoczenia tego, co działo się na dole, i tego, co rozgrywało się wokół mnie. Cisza potrafiła być męcząca, zwłaszcza gdy jego nie było w pokoju. Z kim miałem wtedy rozmawiać? Sam ze sobą? Chyba już to robiłem, bo powoli zaczynałem wariować. Gdyby tylko tam na dole nie było tyle słońca, mógłbym wtedy być tam z nim, niestety urok wampirzego ja sporo mi utrudniał, choć i tak cieszyłem się, że go miałem.
Z ciężkim westchnieniem chwyciłem w dłonie miska którego mi podarował i przysunąłem go bliżej, zaczynając do niego mówić półgłosem. Głupie, ale pomagało, dzięki temu czas jakoś płynął. I nim zdążyłem się obejrzeć, w progu pojawił się Elian. Wszedł do środka w nienajlepszym humorze, jednak gdy tylko zauważył, że na niego patrzę, na jego twarzy natychmiast rozkwitł uśmiech.
Ach, jak on potrafił udawać, mógłbym przyznać, że jest w tym całkiem dobry.
Twarz mówiła jedno, serce drugie. Rytm jego pulsu zdradzał lekkie przyspieszenie. Dona znów go dopadła. Kto by pomyślał. Nie lubiła mnie, a najchętniej chciałby, żebym zniknął. Szkoda tylko, że nie zwracała uwagi na to, co on naprawdę czuje. Byłem pewien, że gdybym odszedł tak jakby tego chciała, złamałbym mu serce. A ja… ja wcale nie chciałem odchodzić.
Kochałem go. W sposób dziwny, może nie do końca rozsądny, ale prawdziwy. Było mi przy nim dobrze. Wiedziałem, że to wszystko nie ma najmniejszego sensu. Bo przecież wampir i człowiek? A jednak, mimo całego tego bezsensu, chciałem być przy nim. Chciałem, żeby on był przy mnie. I żeby nigdy nie musiał słuchać innych, ani patrzeć na ich osądy.
- Czyżby dopadała cię Dona, opowiadająca o tym, jaki to jestem zły i okropny? - Zapytałem, a jego ciężkie westchnienie było wystarczającą odpowiedzią.
Uśmiechnąłem się pod nosem. Nie byłem aż tak zły w te klocki, wiedziałem i widziałem więcej, niż mógłby przypuszczać.
- Chyba naprawdę zaczyna się zastanawiać, czy nie powinniśmy stąd odejść - Przyznał. - Zdecydowanie cię nie polubi. Pytała o różne rzeczy… zresztą, nieważne. Nie chcę aby cię obrażała, ani źle traktowała tylko nie wiem co robić - Słyszałem, jak bardzo go to uwiera. A przecież nie musiało. Ja naprawdę nie przejmowałem się tą kobietą i nie zamierzałem zacząć. Dopóki on chciał, żebym był przy nim i dopóki ja sam tego chciałem, nic innego nie miało znaczenia, nie dla mnie.
To właśnie dlatego podszedłem bliżej, chwytając jego dłonie.
- Hej - Powiedziałem łagodniej. - Nie musisz się o mnie martwić. Jestem dorosły. Powiedzmy… jak na wampira wciąż trochę za młody, ale jak na człowieka już zdecydowanie za stary. W twoim wieku porównując mnie i ciebie. Przez te lata nasłuchałem się wiele i wiele przeżyłem. Taka kobieta jak ona mnie nie złamie. - Spojrzałem mu prosto w oczy. - Jestem tu dla ciebie, nie dla niej. I dopóki będziesz chciał, żebym tu był, zostanę. Jedno jej słowo czy dwa niczego nie zmienią. Tego możesz być pewien. - Stanąłem na palcach, by dosięgnąć jego twarzy, i delikatnie pocałowałem go w usta krótko, ciepło, obiecująco. Przekazując mu tym wszystkie uczucia którymi go darzyłem.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz