poniedziałek, 29 grudnia 2025

Od Mikleo CD Soreya

Westchnąłem cicho. Mama i mama, zawsze tylko mama. A gdzie w tym wszystkim tata?
No tak… tata odsuwa się od rodziny, bo boi się ją skrzywdzić, mimo że właśnie tym unikaniem rani ją najbardziej. Mimo, że obaj dobrze o tym wiemy. On woli to ukrywać. Twierdząc, że bezpieczni są tylko wtedy kiedy nie ma go obok nich
- No dobrze, pójdę do nich. A ty… gdybyś jednak zmienił zdanie, podejdź do nas. Święta spędza się z rodziną i nawet jeśli ich nie lubisz, czasem warto się poświęcić dla dzieci - Odparłem, opuszczając pokój.
Skierowałem się do dzieci, które już niecierpliwie czekały, by zacząć ozdabianie domu.
Trochę to było dziwne, bo do świąt jeszcze kilka dni, ale jeśli tego chcą, czemu nie? Oni będą szczęśliwi i ja będę szczęśliwy, widząc ich radość. Kiedy w domu pojawiają się świąteczne ozdoby, atmosfera zmienia się sama z siebie, robi się cieplej, jaśniej, spokojniej.
Zgodziłem się więc na wspólne dekorowanie już dziś. Skoro tak bardzo tego potrzebują, niech tak będzie. Dla nich to przyjemność, dla mnie również… więc w czym właściwie problem?
Myślę, że mimo tego, iż mój mąż nie chce z nami współpracować, chociaż dzieci będą miały szansę przygotować dom na święta tak, jak uwielbiały najbardziej w swoim życiu.
Hana zajęła się salonem. Z niezwykłą starannością rozwieszała ozdoby, co chwilę cofając się o krok, by ocenić efekt swojej pracy. Haru natomiast krążył po przedpokoju, ozdabiając wszystko, co wpadło mu w ręce. Szafki, ściany, a nawet schody prowadzące na górę. Chciał, by każdy zakątek domu był świąteczny, idealny i piękny, dokładnie taki, jak sobie to wyobrażał.
Ja w tym czasie pilnowałem, by wszystko było tak, jak powinno. Dbałem o to, by nic nie zostało zniszczone ani co gorsza podpalone. Oczywiście świeczki, które wcześniej kupiliśmy, dzieci postawiły na parapecie tuż obok kwiatków. Gdybym ich nie odsunął, zapewne zielone liście szybko stałyby się ofiarą dziecięcej beztroski.
Ach… nasze dzieci. Zdecydowanie nie myślą tak, jak myśleć powinny, ale może właśnie w tym tkwi cały ich urok.
Ich zachowanie było urocze, naprawdę bardzo słodkie ale mieli już prawie siedemnaście lat. To najwyższa pora, by zaczęli wreszcie myśleć rozsądniej. Nie mieli już dwóch lat… ani nawet pięciu. Byli prawie dorośli. Już niedługo pójdą własną drogą, zaczną samodzielne życie, a kiedyś, gdy nadejdzie odpowiedni moment, sami będą rodzicami.
A to oznacza, że powinni być bardziej odpowiedzialni. Bardziej uważać na to, co robią. Nie tylko po to, by nie sprawiać problemów nam, ale przede wszystkim sobie samym. Świat nie zawsze wybacza dziecięcą beztroskę.
- I jak, mamo? Co o tym myślisz? - Zapytała Hana, podchodząc do mnie i rozglądając się z dumą po udekorowanym domu.
Przez chwilę milczałem, przyglądając się efektom ich pracy. Ozdoby były może nieidealnie rozmieszczone, ale miały w sobie coś szczerego. Coś prawdziwego. Coś naprawdę uroczego.
- Jest naprawdę pięknie - Odpowiedziałem w końcu. - Ale… mam wrażenie, że czegoś tu brakuje. Czegoś najważniejszego. Czegoś, co sprawi, że wszystko nabierze prawdziwie świątecznego klimatu. - Nie zdążyłem dokończyć, gdy na twarzach moich dzieci pojawiły się szerokie, niemal identyczne uśmiechy.
- Brakuje choinki! - Krzyknęli jednocześnie.
Zanim zdążyłem zareagować, ruszyli biegiem w stronę naszej sypialni. Zatrzymali się pod drzwiami zaczynając pukać głośno, z entuzjazmem, jakby od tej chwili zależało spełnienie ich największego marzenia.
- Tato! Potrzebujemy choinki! - Zawołali chórem.
Dali mu tym samym jasną informację. Ma wyjść, przestać się chować i przynieść choinkę, której jeszcze nam brakowało. 

<Pasterzyku? C:> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz