Ja miałem się nim znudzić? A niby dlaczego? Przecież podoba mi się to, co w nim widzę. Jest przystojny, inteligentny, pięknie pachnie… a do tego uczy mnie świata, którego, mimo moich stu pięćdziesięciu lat, wciąż nie poznałem do końca.
- A powiedz mi dlaczego miałbym się tobą znudzić? - Zapytałem spokojnie. - Podobasz mi się. Twoje ciało jest przyjemne dla oka, a co najważniejsze… jesteś łowcą. A ktoś taki jak ja musi szanować łowcę, kogoś, kto może być jednocześnie zagrożeniem i żywą tarczą przed światem, który tylko czeka, by mnie zniszczyć. - Mówiąc to, naciągnąłem spodnie na biodra i sięgnąłem po jego koszulę. Zdjąłem ją z siebie bez pośpiechu, zastępując ją własną, czystą, wszystko musiało do siebie pasować. Lubiłem porządek. Przynajmniej w tym jednym aspekcie mojego istnienia.
- Ach… więc o to chodzi? - Odezwał się z lekką złośliwością. - Myślisz tylko o tym, żeby mnie wykorzystać? - Uśmiechnąłem się pod nosem. Doskonale wiedzieliśmy, że to gra. Słowna potyczka, drobna prowokacja. Oboje byliśmy w tej chwili złośliwi i obojgu nam to odpowiadało. Nikt nie brał tego do siebie. Skoro sprawiało nam to przyjemność, dlaczego mielibyśmy przestać?
- Ależ oczywiście - Odparłem rozbawiony. - Myślę wyłącznie o tym, żebyś mnie chronił przed innymi, dobrze wyruchał … i żebyś dobrze spełniał swoją rolę. Nic więcej nie zaprząta mi głowy. - Poprawiłem koszulę i zerknąłem na zegarek. Było jeszcze wcześnie. Zbyt wcześnie, by gdziekolwiek iść. Pozostawało siedzenie w pokoju gospody, co samo w sobie nie było takie złe, zwłaszcza w jego towarzystwie.
A jednak gdzieś z tyłu głowy czaiła się myśl, że może za chwilę zniknie. Że zdecyduje się wyjść, zostawiając mnie samego. Nie przeszkadzała mi samotność, sam przecież nalegałem, byśmy zostali tu jak najdłużej, przynajmniej do końca zimy. A mimo to… łatwiej było to znosić, gdy miałem obok kogoś znajomego.
Wiedziałem, że nie wszyscy w gospodzie darzą mnie sympatią. Zwłaszcza po tym, jak Elian leżał w szpitalu, a ja zostałem tutaj, zamiast czuwać przy nim. Tego pewnie nigdy mi nie wybaczą. Najważniejsze jednak było to, że, on nie miał mi tego za złe. Jako wampir nie mogłem być z nim wszędzie. Słońce potrafiło mnie zabić, a szpital… szpital budził we mnie zmysły, które przez lata uczyłem się tłumić. Moja psychika nie była tak silna, jak mogłoby się wydawać. Zwłaszcza gdy głodziłem się, jedząc tylko wtedy, gdy było to absolutnie konieczne. Zapach krwi, choroby, ludzkiej słabości, czasem było to po prostu nie do zniesienia.
- Wiesz… - Odezwałem się po chwili ciszy -
Tak się zastanawiam, czy nie wyszlibyśmy dziś na krótki spacer. Nudzi mnie siedzenie w czterech ścianach. A nocą chciałbym skorzystać z tej wolności, którą daje mi mrok. - Spojrzałem na niego z lekkim uśmiechem, licząc na odpowiedź. - Oczywiście jeśli nie będziesz czuł się na siłach, możesz zostać tu w pokoju sam, a ja przejdę się tu i tam, zobaczę jak dzisiejszej nocy wygląda miasto, a i możesz być pewien, że na pewno nikogo nie będę podrywać, już mam jednego naiwniaka - Wymruczałem, puszczając mu oczko.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz